I PiS przegrało wybory. Nie było co prawda wyprowadzenia sztandaru, ale była za to mowa o porażce, która tak naprawdę jest sukcesem, o hołocie z Warszawy oraz o tym, że czarne jest białe. Pojawiły się też ploty, że może wybory będą nieważne, bo były przerwy w głosowaniach. Całe szczęście ordynacja przewiduje takie przerwy, i jest ściśle napisane, co trzeba robić, gdy przerwa musi się odbyć - jeżeli komisja wypełniła wszystkie wymogi, to - mimo przerwy - głosowanie będzie ważne. Istotniejsze jest to, że niektórzy nie mieli cierpliwości czekać na przyjazd nowych kart do głosowania, i wyszli, oraz to, że za granicą "nie do końca zadziałała" rejestracja wyborców przez internet, w wyniku czego wyborcy przychodzili do konsulatów głosować - a nie było ich na liście.
Nic to - najważniejsze, że Polacy tak naprawdę pokazali PiSowi gest Kozakiewicza. Wykształciuchy wygrały. Zadecydowali podatni na propagandę wyborcy z wykształceniem co najmniej średnim - na PiS głosowała większość ludzi z wykształceniem podstawowym i zawodowym - a przecież wiadomo, że tych jest o wiele trudniej oszukać i omamić lepem propagandy bezustannego ataku odbywającego się na łamach tvn24 i Gazety Wyborczej. PiS przegrało, bo nie miało mediów. Urbański i Patrycja Kotecka robili wszystko, żeby pokazać PiS w jak najgorszym świetle. Potrafili nawet przerwać mecz, żeby nastawić wyborców przeciwko PiS'owi, potrafili przesunąć Klan o 10 minut, żeby pokazać konferencję CBA w prajmtajmie - wszystko po to, by ludzie pomyśleli - "Ale wstrętny ten PiS, to pewnie przez nich zobaczymy Rysia 10 minut później niż zwykle". Dobrze, że nie poważyli się podnieść ręki na trzecią (po Papieżu i Małyszu) świętość Polaków - "M jak miłość". Wtedy PiS miałby wynik wyborczy w okolicach Partii Kobiet.
Teraz zaczną się szykany. Będzie drugi 13 grudnia. Represje wobec opozycji - która będzie lepszą opozycją od PO. Jakby wierzyć Kaczyńskiemu, to najpierw PiS zrobi porządek wśród swoich - zdymisjonuje całe kierownictwo, odwoła swoich spin doktorów, a były premier jako odwołany prezes partii będzie dumał w samotności nad niewdzięcznością narodu. Tak przynajmniej twierdził 30 lipca.
A na Woronicza strach... Pati Koti zamiast dumnie kroczyć korytarzem od dzisiaj przemyka szybko, a dziennikarze, którym jeszcze niedawno mówiła 'jak ma być' śmieją jej się w twarz. Znaczy - śmieje się ta garstka niedobitków. Promowane gęby tych, na których władza mogła liczyć płaczą po toaletach. I bardzo dobrze ;) Łabędzim ich śpiewem był pasek informacyjny po przemówieniu premiera, w którym napisano, że PiS zdobył 5 milionów głosów więcej, niż w poprzednich wyborach.
21 października skończyła się w Polsce IV Rzeczpospolita.
I oby odeszła w mrok historii, a wraz z nią ubeckie metody rządu Kaczyńskich. Trzeba jednak pamiętać o jednym - jedna rewolucja rodzi drugą rewolucję. Teraz mamy tę drugą - ale co się z niej urodzi ?


Komentarze
Pokaż komentarze (12)