USA - nasz wielki brat jest potęgą. Taką potęgą, że niektórzy - również Polacy - uważają, że na współpracy z nami USA nic poważnego nie osiąga. Że tak naprawdę nie jesteśmy dla nich do niczego potrzebni, może poza politycznym wydźwiękiem.
Nic bardziej mylnego. Mieliśmy i mamy pewne karty, którymi dużo można ugrać. Co prawda najważniejszą z nich wykorzystaliśmy (lub nie) dawno temu - ale inne sprawy pozostają.
Pierwsza sprawa - niestety, już nie bardzo aktualna, również dzięki działaniom pewnego likwidatora - to wywiad w rejonie Zatoki Perskiej.
Przed pierwszą wojną z Irakiem , oraz później USA miało problem - słabe rozpoznanie wywiadowcze. Nie mieli tam dobrej siatki szpiegowskiej, nawet biały wywiad mieli dosyć słaby. Po prostu - mieli mało możliwości oficjalnych przykrywek - tam są dosyć zamknięte społeczności, które wobec obcych są podejrzliwe. A interesów z USA aż tak dużo nie było. W każdym razie - Polacy mieli tamten teren świetnie rozpracowany, rozpracowany o wiele lepiej niż USA. Po pierwsze - polskie firmy budowlane przebywały tam od lat, a wraz z nimi nasz wywiad. Po drugie - wielu studentów w Polsce, po powrocie do takiego Iraku/Afganistanu nadal 'pałało sympatią' do nas, w każdym razie mieliśmy świetne możliwości werbunku. Podczas wojny w Afganistanie - tej robionej na szybko po ataku na WTC - okazało się, że USA nie ma odpowiedniego rozpoznania, musieli korzystać z danych Izraela, oraz właśnie naszych, nie tylko z danych, ale również z ludzi na miejscu. Podobnie do pewnego momentu było w Iraku - Polacy potrafili dowiedzieć się tego, czego nie dowiedzieli się Amerykanie. USA nie było w stanie z dnia na dzień zbudować takiej siatki, jaką mieli Polacy w tamtym regionie.
To była pierwsza karta - niestety, jest już mało aktualna, również przez to, że wielu naszych 'współpracowników' widząc, że ujawniamy nazwiska swoich agentów w różnych raportach, stwierdziło, że jak ujawniamy swoich, to ich też możemy ujawniać, i się słusznie wystraszyli. Poza tym raport o likwidacji WSI ujawniał również lokalnych agentów - wystarczyło się dowiedzieć, kto z 'lokalnych ludzi' kontaktował się z wskazanymi jako agenci Polakami.
Druga karta - w Polsce pewne instalacje, budynki - są z gruntu w bezpieczniejszej sytuacji, niż gdyby były w USA. Mamy dosyć jednolite kulturowo społeczeństwo, Islam nie przybiera radykalnych form, a 'obcych' rozpoznajemy na ulicy. Kręcący się po ulicy małego miasteczka Arab po prostu zwraca na siebie uwagę. Dlatego jesteśmy podejrzewani o 'więzienia CIA', dlatego również (nie tylko ze względów geograficznych) chcą robić tarczę u nas. Litwa - mimo, że jest małym krajem, jest pod tym względem w gorszej pozycji. Po pierwsze - wiele lat w ZSRR spowodowało pojawienie się ludności z republik, w których ludzie wyglądają jak Afgańczycy ;) Tam ewentualny arabski zamachowiec mniej zwróciłby na siebie uwagę. Po drugie - z podobnych powodów wywiad radziecki działa tam o wiele sprawniej, niż w Polsce. To Amerykanie też biorą pod uwagę. Po trzecie - o ile tarcza w Polsce, to dla Rosji problem, o tyle tarcza na Litwie, to dla nich cios w twarz. Amerykanie nie lubią prowokować bez potrzeby. Po czwarte - Litwa jest o wiele mniejsza od Polski, w razie konfliktu zbrojnego o wiele szybciej 'padnie', niż Polska, co osłabia korzyści płynące z tarczy antyrakietowej. W każdym razie - mamy korzystne 'podłoże kulturowo-etniczne', położenie geograficzne oraz wielkość z punktu widzenia jakichkolwiek instalacji/budynków USA w Polsce. Kraje porównywalne wielkością są po pierwsze bardziej zróżnicowane etnicznie, a poza tym Niemcy ani Francja nie chcą u siebie tarczy USA. Jak się spojrzy na mapę Europy, to widać, że albo my, albo któryś ze 'starych krajów Unii'. A nas łatwiej przekonać ;)
Kolejna sprawa - gdyby USA nie miało sojuszników takich jak Polska, to ich działania zbroje wyglądałyby bardziej imperialistycznie ;) Główny trzon armii w Iraku to armia USA - to jest bezsprzeczne, ale gdyby byli tam sami (albo tylko z Francją i Niemcami) - to nie byłoby to działanie międzynarodowe, tylko działanie paru potęg, które chcą sobie podporządkować resztę świata. I tak USA jest w tej chwili źle postrzegane, gdyby zostali bez 'maluczkich' sojuszników - kiepsko by na tym wyszli. Na pewno politycy w USA kiepsko by wyszli przed swoimi wyborcami.
Są pewne rzeczy, których pieniądze USA od razu nie załatwią. Taka potęga jak USA musiała korzystać z pomocy również polskiego wywiadu - bo nie miała wyjścia. Taka potęga jak USA wie, że pewne elementy tarczy antyrakietowej muszą być poza USA. Wiedzą też, że Polska jest najlepszym na to miejscem. I choćby nie wiem, jak byli bogaci - nie zmienią geografii.
Kolejna sprawa - z punktu widzenia bezpieczeństw USA, Rosja nadal jest brana pod uwagę jako ewentualny przeciwnik. Ze względu na wyżej wspomnianą geografię jesteśmy najlepszym przyczółkiem. Litwa - jest oskrzydlona przez Białoruś i Obwód Kaliningradzki, w razie konfliktu upadnie baaaardzo szybko. I to tez jest brane pod uwagę - gadki o Litwie to tylko robienie szumu, na który nabrać się może pani Fotyga, ale nie myślący rozsądnie ludzie. Inna sprawa - o wiele łatwiej będzie Rosjanom zakłócać działania radarów (u nas mają być niby wyrzutnie, ale radary też są potrzebne - mniejsze niż w Czechach) i innych urządzeń elektronicznych na Litwie, niż w Polsce - na mapę proszę spojrzeć.
Wracam więc do pytania - co daliśmy, co możemy dać USA, jakie mamy karty ?
Nie mamy co prawda asów, ale mamy damy potrzebne do meldunku (mam nadzieję, że niektórzy grają w tysiąca ;) ). Nie jesteśmy biednym krewnym, który może tylko liczyć na łaskę. Mamy coś, czego USA nie ma, co jest im potrzebne, a czego nie ma nikt inny. W wypadku tarczy antyrakietowej w Europie nie ma lepszego miejsca niż Polska. Nie ma tu równorzędnej alternatywy, są tylko inne - gorsze - opcje.
Nie trzeba być potęgą gospodarczo-wojskową, by mieć coś, czego nie mają inni. Wystarczy spojrzeć na Małysza, Kubicę, oscypki i talent do picia ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (31)