Byłem krótko we Francji. Na lotnisku w Nicei zaskoczyła mnie reklama biura nieruchomości. Sprzedają chatki na lazurowym wybrzeżu - fajnie. Co mnie zaskoczyło w tej reklamie. Ano - jezyk. Rosyjski. Na lotnisku. We Francji. Bilboard taki.
Nic to - międzynarodowo jest. Europa. Różne języki. Może i po polsku coś będzie ?
Ciekawiej było w Cannes. Tam, gdzie ten festiwal. Dużo sklepów jubilerskich w 'głównej/bogatej' części.. Takich, gdzie nie ma cen. Jeden mi się w oczy rzucił szczególnie. Blisko tego hotelu, w którym wszystkie gwiazdy się zatrzymuja. Zawierał na drzwiach przywitanie klientów. Jak na francuzkie miasteczko, odwiedzane przez cały świat kina - w jedynym słusznym języku. Rosyjskim. Tylko. Nic po francuzku, nic po angielsku. Sklep dla Rosjan.
Spacerki wieczorne po wąskich uliczkach. Antibes. Nadmorsko, starówkowo. Jak z pocztówki. Tylko jakoś tak ciemno w oknach. I pusto, i głucho. Nikt prawie nie mieszka. Tubylec włóczący się z nami mówi
- tu miejscowi nie mieszkają. Najpierw wykupowali bogaci Anglicy - ale oni chociaż odwiedzali na pare tygodni w roku - a teraz wykupują to bogaci Rosjanie, by wyprać pieniądze. Oni tu nawet raz na rok nie przyjeżdżają. A miejscowi muszą się wyprowadzać, bo za drogo, poza tym już wszystko wykupione, i mieszkań nie ma.
W rozmowach z miejscowymi przejawiało się jedno - drogo tu, nie stać nas na mieszkanie tu, nie stać nas już powoli na knajpy w naszym mieście. A mówili to dobrze zarabiający inżynierowie IT.
To było kilka tygodni temu.
Zastanawiam się, za ile lat na południu Francji pojawią się zielone ludziki. I referendum kiedy będzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)