Prokurwatura wojskowa jest zabawna jak maly kotek.
Albo jak kot Schrodingera.
Prokurator mowi, wyraznie, po polsku, drukowanymi literami, ze urzadzenia wykryly czasteczki trotylu, ale nie oznacza to, ze znaleziono slady materialow wybuchowych.
Wiec wedlug tego zolnierzyka, trotyl to nie material wybuchowy. To zapewne cos, co podaje sie kotu do mleka...
Wtedy kot albo przezyje, albo nie przezyje, zaleznie od tego kto patrzy.
Ja widze, ze kot zdechl totalnie, zszedl byl, przekrecil sie, kopnal w kalendarz, padl...
Pan zolnierzyk prokurwator widzi, ze kot miauczy, lize sie, goni myszke, mruga i chce wiecej trotylu.
Juz pomijam kwestie, czy obecnosc czastek trotylu jest dowodem na zamach czy nie - to dorosli i spokojni ludzie moga dyskutowac, rozwazac, zastanawiac sie nad tym w kontekscie innych dowodow.
Ale chodzi o to, ze prokurator nie potrafi odroznic czy narobil w majtki i ma klopot, czy narobil i udaje ze uzywa nowej wody po goleniu. Nie potrafi odroznic '1' od '0', nie wie czym sie rozni 'miec a nie miec'...
Ale , pardon my French, ja mam w doopie to co pan prokurwator wie, potrafi, moze....
Ja chce miec do czynienia z kims normalnym, kims, kto potrafi mowic rzeczy zblizone chociaz do rzeczywistosci, kims, kto ma sladowe zasoby inteligencji.
Ci faceci, szkoleni w Moskwie chyba, w dodatku gdzies w kanalach, pod ziemia, gdzie nie ogladali Slonca, jednak spelniaja misje, jaka im powierzono dawno temu: traktowac Polakow jak idiotow albo jak grzyby, czyli trzymac w ciemnosciach i karmic gownem...


Komentarze
Pokaż komentarze (12)