- "Trąba dziwny dźwięk rozsieje,
- ogień skrzepnie, blask ściemnieje,
- w proch powrócą światów dzieje."
Oszalałem! Tu ku chwale znowu idzie, triumf grunwaldzki bedziem czcić! I się pławić w blasku chwały, i krzyżaka znowu bić!
Oszałałem! Miast się przyłączyć do chóru piewców, wdziać kawał blachy na łeb, okładać się drewnianym kijem na grunwaldzkim polu, pośród innych buraków cukrowych i pszenżyta, ku uciesze gawiedzi.
Ja zapytam: gdzie te Polaczki były, że na Malbork nie ruszyły? Co tchu? A kluczyły i się zamek ostał... A gdzie rozum pogubili, że nie roznieśli w pył Hohenzollernów, 100 (z górką) lat potem, a hołdów im się zachciewało? Hohenzollernowie odpłacili dobrem w 1772 i jeszcze kilka razy...
A we wrześniu, tak kole 12., każdy rok wypada czcić pod Wiedniem inną wielką wiktorię oręża polskiego. My, (nie)dzielni Polacy, uratowali tyłek Habsburgom (chronili my przecież chrześcijańską Europę przed muzułmańskim tłuszczą...), żeby 89 lat później ich, tych samych Habsrurgów, wdzięczności zaznać...
Tak, hulaliśmy po ulicach Moskwy, jako pierwsza armia w dziejach nowożytnych (i jedna z dwóch). I cóż z tego? Jaki efekt? No, nie licząc, łechcącego naiwnych, Dnia Jedności Narodowej. Aaa, i jeszcze, zaraz potem niejaki Romanow na tronie zasiadł. Oj, zdrowia jego zstępni dołożyli...
Co by jednak nie rzec, o tej nie przemyślanej, nie przygotowanej, byle jak przeprowadzonej - czyli typowo polskiej - awanturze w Moskwie, z początku XVII wieku, to jednego jej zarzucić nie idzie. Była to pierwsza i zarazem ostatnia, jedna i jedyna w ponad tysiącletnich dziejach, wojna agresywna, w której Najjaśniejsza była najeźdźcą. Złym, okrutnym, wstrętnym, ohydnym, znienawidzonym, przebrzydłym najeźdźcą. Który napadał, okupował, mordował, niszczył, palił, grasował i grabił.
Ale gdzie tam nam do Rzymian, Hunów, Wikingów? A gdzie nam do Turków, Szwedów, Francuzów? Gdzie do Rosjan, a gdzie do Niemców? Gdzie do Angoli, Hiszpanów, Portugalczyków? Nawet Waloni, a i Holendrzy zamorskie połacie okupowali, bogactwa swej ojczyźnie przydając. Kto ich dziś za te okropieństwa rozlicza, kto mówi "be, źli, niedobrzy, paskudni najeźdźcy". Aaa, rozumiem, ich własne sumienie narodowe żyć nie pozwala...
My Polaczki, zawsze, jeśli wojna, to bić się pierwsi, ale tylko w obronie granic. Zawsze sprawiedliwi, delikatni, prawi, humanitarni, humanistyczni. Za wolnosć Waszą i naszą! Nigdzie dalej, nigdy ostrzej. To nie wypada, to nie przystoi. Było tak kiedyś, tak jest i teraz, tak będzie po nas.
My tylko w jednej wojnie prym wiedziem bezsprzeczny. Polsko - polskiej. Tu wszystko wolno, tu all jest trendy. Każde łajdactwo, nie tylko ujdzie, ale miłe dla zmysłów, jest pożądane. To nasze, typowo polskie, mecyje.
A teraz, szanowni telewidzowie, radiosłuchacze, kochani czytelnicy, zapraszam na kolejną odsłonę: bitwę pod Krzyżem. A już za chwilę - nie odchodźcie do odbiorników! - bitwa pod Trumnami...
- "Idą na się zmartwychwstali –
- w oku mściwy skrzy się gniew (...)
- Z wyciem hyjen, z rykiem lwów,
- z psów szczekaniem, z rżeniem koni,
- które cugli nie zaznały,
- łkając, jęcząc, grożąc, klnąc,
- poszarpane miecąc skargi,
- pędzi tuman ludzkich żądz."
/fragmenty z "Dies irae" Jana Kasprowicza/




Komentarze
Pokaż komentarze