Przywiązanie Jarosława Kaczyńskiego i jego nieżyjącego już brata Lecha, do polskiego przemysłu, było wprost proporcjonalne do zbliżających się wyborów. Podobnie jak większości polityków. Polskich oczywiście.
Pupilki sanacji
Państwowe Zakłady Lotnicze (PZL), powstały w 1928 roku, w wyniku przekształceń, jakie miały miejsce w Centralnych Warsztatach Lotniczych (CWL). Początkowo PZL, nowy gracz na polskim rynku lotniczym zajmował się produkcją francuskiego samolotu myśliwskiego Wibault 70. Wibault 70 był całkowicie metalowym górnopłatem, który w przekonaniu francuskich specjalistów miał zastąpić przestarzałe samoloty Bleriot Spad S61C1. Zamówienie dla polskiej firmy opiewało na 50 maszyn, jednakże wkrótce, Departament Lotnictwa zmienił zdanie. Ostatecznie zbudowano tylko 25 Wibaultów 70 z silnikiem gwiazdowym. Doświadczenia, które nowa firma zdobyła przy realizacji pierwszego rządowego zamówienia, szybko znalazły zastosowanie przy budowie kolejnych maszyn, tym razem już krajowego projektu.
PZL P.7
Maszynami tymi były oczywiście niezwykle popularne samoloty myśliwskie, projektu Zygmunta Puławskiego. Samoloty myśliwskie PZL P.7 i PZL P.11 stały się symbolami polskiego przedwojennego lotnictwa, podobnie jak inne pochodzące z PZL samoloty wojskowe – niezwykle udany bombowiec średni Łoś, i lekki samolot bombowy Karaś. Niestety, wybuch II Wojny Światowej, pokrzyżował realizację wielu innych projektów PZL, przy których pracowali już jednak inni konstruktorzy.
Do tych niezrealizowanych należały min., projekt samolotu myśliwsko-pościgowego „Wilk” i jego dalsze wersje rozwojowe („Ryś”), lekki bombowiec „Sum” stanowiący następcę „Karasia” – we wrześniu wykorzystaną jednego „Suma”, na którego pokładzie do Warszawy dotarł oficer z poleceniem formowania ruchu oporu. Oprócz wyżej wymienionych w PZL narodził się również projekt średnio udanego następcy PZL P.11, P.50 Jastrząb.
Jak widać wytwórnia dostarczała większość wykorzystywanego przez polskie lotnictwo sprzętu latającego. Nie zawsze wynikało to z wybitnych właściwości projektów pochodzących z PZL. O wiele więcej do powiedzenia mieli politycy rządzącej sanacji, którzy świadomie blokowali rozwój innych firm lotniczych, min., RWD. Krajowi odbiorcy szybko znaleźli się w mało korzystnej sytuacji, w której „największy” państwowy producent samolotów zaczął odgrywać na krajowym rynku rolę monopolisty, przy silnym wsparciu władz państwowych. Działania te blokowały rozwój innych biur konstrukcyjnych i firm, sprowadzając je do roli podwykonawców, pracujących dla PZL. Rzecz jasna nie była to sytuacja korzystna dla rozwoju polskiego lotnictwa.
Wiele projektów np., LWS-4 Żubr, czy RWD-10 było mniej lub bardziej oficjalnie blokowanych, mimo iż stanowiły one ciekawe alternatywy dla sprzętu oferowanego przez PZL. Żubr według pierwotnych projektów miał stać się samolotem pasażerskim. Zanim jednak zakończono budowę prototypu, PLL LOT zakupiło trzy samoloty pasażerskie Douglas DC-2. Żubra zaczęto pośpiesznie przystosowywać do roli bombowca, co nie mogło skończyć się dobrze. Co prawda na świecie samoloty pasażerskie często stanowiły bazę dla maszyn bombowych (np. Heinkel He-111, czy wspomniany wyżej DC-2 dla B-18 Bolo), ale w przypadku Żubra nie była to trafiona decyzja.
Za takim finałem sprawy „Żubra” stały władze państwowe, które przygotowywały grunt pod wprowadzenie równie nie udanego projektu samolotu pasażerskiego rodzimej produkcji, jakim był PZL 44 „Wicher”, jak sama nazwa wskazuje produkowany przez państwowego producenta. Aż do wybuchu wojny PZL mogło liczyć na pełne poparcie władz. Z całą mocą można powiedzieć, że PZL było pupilkiem władz sanacyjnych, które decydowały o zamówieniach dla wojska. Co za tym idzie, odpowiednie władze państwowe mogły zapewnić chleb swoim ludziom, którzy w tym wypadku pracowali w PZL.
CSS i rozwój firmy
Okres władzy komunistycznej przyniósł zakładom PZL odbudowę ze zniszczeń wojennych i zmianę nazwy. Miejsce PZL zajęło Centralne Studium Samolotów (CSS). Jednocześnie następował szybki rozwój firmy, która wkrótce wróciła do nazwy wytwórnia i przyjęła nazwę WSK. Pomimo nowego skrótu w projektach nadal stosowano tradycyjną nazwę PZL. W okresie tym, PZL/WSK również miało dużo szczęścia do utalentowanych konstruktorów.
Lim-2
Niestety, takie, a nie inne warunki polityczne doprowadziły do sytuacji, w której czołowa przedwojenna wytwórnia samolotów wojskowych musiała zacząć produkcję maszyn rolniczych i sportowych. Jednym z niewielu wyjątków było produkowanie na radzieckiej licencji samolotów myśliwskich Mig 15 (LiM 1 i LiM 2) oraz Mig 17 (LiM 5 i LiM 6). Plany uzyskania licencji na samoloty Mig 21, zdecydowanie nowocześniejsze od „siedemnastek” i „piętnastek” pozostały jednak tylko w sferze planów. Pomimo narzucenia Polakom konieczności zaopatrywania się w sprzęt lotniczy produkcji radzieckiej, udało się przeprowadzić realizację pewnego niezwykle udanego projektu, za którym stał inżynier Tadeusz Sołtyk.
Wielką zasługą Sołtyka było nie tylko stworzenie wielu udanych projektów samolotów szkolnych z napędem tłokowym, ale także zaprojektowanie pierwszego polskiego samolotu odrzutowego, przeznaczonego dla wojska, od początku do końca budowanego w Polsce, według polskiego projektu. Mowa oczywiście o TS-11 Iskra, która szybko stała się niezwykle popularnym samolotem szkolno-bojowym. Maszyny tego typu znajdowały się na wyposażeniu nie tylko Polskich Sił Powietrznych, ale także lotnictwa indyjskiego, które w latach 70., zakupiło 50 maszyn tego typu. W Polsce „Iskry” są wykorzystywane do dnia dzisiejszego, mimo, że samolot powstał w latach 60. Świadczy to o bardzo dobrych właściwościach „Iskry”, której produkcję zakończono w 1987 roku.
Powojenne lotnictwo polskie to także zakłady lotnicze w Świdniku, gdzie powstawały niezwykle udane śmigłowce Mi-2, które na stałe wpisały się w krajobraz naszego kraju i przez wiele lat pozostawały najpopularniejszymi śmigłowcami w kraju. Wykorzystywała je armia, policja, firmy i przedsiębiorstwa państwowe. Obecnie wiele z nich znajduje się w rękach prywatnych właścicieli. Do niedawna w Zgierzu jeden ze śmigłowców Mi-2, znajdował się na jednym z ogródków działkowych.
PZL opuściły również niezwykle udane konstrukcje sportowe i rolnicze. Wśród tych pierwszych wymienić można choćby PZL – 104 Wilga, wśród samolotów rolniczych odrzutowego PZL M-15 Belphegor. Belphegor był konstrukcją jedyną w swoim rodzaju. Wystarczy spojrzeć na zachowane zdjęcia tej wspaniałej maszyny by stwierdzić, że drugiego takiego samolotu nie znajdziemy. M-15 był drugim w historii lotnictwa dwupłatowym odrzutowcem. W dodatku jedynym produkowanym seryjnie. Samolot miał dobre osiągi i był eksportowany do ZSRR.
Firma zajmowała się również produkcją Antonowów AN-28, w Polsce produkowanych pod nazwą PZL M-28 Skytruck. Samolot jest niezwykle udaną konstrukcją, o czym świadczy ilość maszyn wyprodukowanych z myślą o Związku Radzieckim – ponad 1200 zamówionych maszyn. Niestety, w wyniku coraz trudniejszej sytuacji zarówno PRL, jak i ZSRR umowa została zerwana. Wyprodukowano w sumie 191 Antonovów An-28, a także ponad 176 PZL M28 Skytruck, które trafiły na wyposażenie Polskich Sił Powietrznych, Polskiej Marynarki Wojennej, Armii Wenezueli i Amerykańskiego Air Force Special Operations Command (Dowództwo Specjalnych Operacji Sił Powietrznych).
Transformacja
Przemiany gospodarcze i polityczne, które nastąpiły w Polsce w 1989 roku dotknęły również największą polską firmę lotniczą, która po upadku komunizmu podjęła próbę powrotu do budowania maszyn bojowych dla polskiego lotnictwa wojskowego. Pierwszym zadaniem przed, którym stanął PZL było opracowanie projektu nowego samolotu szkolno-bojowego. Tak oto narodziła się Iryda.

"Iryda" w locie
Projekt „Irydy” przewidywał stworzenie samolotu, który byłby w stanie zastąpić wysłużoną Iskrę, opracowaną w latach 60. Projekt „Irydy” narodził się pod koniec lat 80., niestety trudna sytuacja polityczna nie pozwoliła na realizację projektu. Do prac nad następcą „Iskry” powrócono na początku lat 90. Powstało kilka egzemplarzy, które zostały wyposażone we francuskie systemy elektroniczne opracowane przez firmę SAGEM. Niestety zabrakło czasu, wytrwałości i pieniędzy na dokończenie testów prototypu całkiem sympatycznego samolotu.
Prototypy nie gotowe jeszcze do użytku skierowano do jednostek wojskowych na testy. Niestety, takie mało odpowiedzialne zachowanie doprowadziło kilku katastrof, w wyniku, których projekt „Iryda” otrzymał czerwone światło od władz wojskowych. W między czasie pracownicy PZL opracowali kolejny projekt nowego samolotu bojowego.

PZL 230 Skorpion
Nowa maszyna miała bardzo ciekawy kształt i według założeń konstruktorów miała mieć bardzo dobre właściwości. Dość powiedzieć, że obwieszony bombami, rakietami, amunicją i paliwem samolot miał utrzymywać się w powietrzu przy prędkości minimalnej 100 km/h. Projekt zakończył się jednak w 1992 roku, na zbudowaniu drewnianej makiety, którą przedstawiono do wglądu władzom wojskowym. W oględzinach nowej maszyny wziął udział min., ówczesny vicepremier. Niestety kolejny rząd wycofał się z finansowania projektu. Kolejny niezwykle ciekawy projekt trafił do lamusa. Nie dlatego, że był on błędny, lub nie spełniał postawionych przed nim wymagań. Zadecydowała wielka polityka, która zakładała, że lepiej kupować zagraniczne maszyny niż wspierać rodzimą konstrukcją.
Iryda, samolot zdecydowanie mniejszy niż „Skorpion” powracał kilkakrotnie, aż do chwili, gdy w 2004 roku ostatecznie zrezygnowano z realizacji tego projektu. Zakłady PZL zaczęły cierpieć na coraz poważniejsze problemy finansowe. Podczas jednej z kampanii wyborczych przed wyborami prezydenckimi, w zakładach pojawił się kandydat na prezydenta Lech Kaczyński, który mówił wiele o wsparciu dla PZL.
Prezydenta Kaczyńskiego dla lotnictwa wsparcie
PiS jako pierwsza od lat partia „prawicowa” u steru władzy szybko zaczęła budowanie własnego obrazu świata, w którym Polsce i Polakom przyszło funkcjonować. Jednym z pierwszych elementów budowy nowego obrazu świata, było jednoznaczne określenie kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Tym pierwszym były oczywiście Stany Zjednoczone, do wrogów zaliczeni zostali oczywiście Rosjanie.
Po przejęciu władzy przez PiS pojawiła się konieczność wymiany znajdujących się na wyposażeniu polskiego lotnictwa myśliwców Mig-29 Fulcrum, które zostały wówczas publicznie nazwane przestarzałym ruskim złomem. Nie jest to oczywiście prawda. Samolot Mig 29, nazywany w kodzie NATO Fulcrum jest radzieckim odpowiednikiem amerykańskiego myśliwca F-16. Następnie miało miejsce coś co w wielkim skrócie można określić jako przetarg.
Do przetargu na nowy samolot myśliwski stanęło kilka firm. Polakom oferowano myśliwiec szwedzkiego Saaba Jas39 Gripen niezwykle interesujący projekt, Mirage 2000-5 produkcji francuskiej oraz amerykańskiego F-16, które dziwnym trafem przetarg wygrały. Polacy wydali mnóstwo pieniędzy na samolot, który nie będzie produkowany w Polsce, pomimo najszczerszych chęci naszych polityków. Do dnia dzisiejszego z offsetu, który stanowił część umowy pomiędzy Polską, a USA polski przemysł nie uzyskał nic.
Na rozbudowie polskiego przemysłu lotniczego, polegającego na wprowadzeniu do służby dwóch polskich konstrukcji – „Skorpiona” i „Irydy” polskie firmy mogły zrobić poważne pieniądze. Jest bardziej niż pewne, że bardzo szybko wzbudziłyby one zainteresowanie innych odbiorców. Jeśli nawet, zamówienia nie złożyły by Polskie Siły Powietrzne, a jedynie państwa ościenne to już byłby to wielki sukces, który pozwoliłby na opracowanie kolejnych, zdecydowanie lepszych projektów, a także rozszerzenie oferty PZL. Niestety – brak wsparcia ze strony polskich polityków doprowadził do tego, że firma została przejęta przez kapitał zagraniczny i zamieniła się w montownię śmigłowców Blackhawk.
Prawdę mówiąc smutny los jaki spotkał PZL, który z największego dostawcy sprzętu lotniczego dla lotnictwa wojskowego, następnie jednego z największych producentów samolotów sportowych i rolniczych w bloku wschodnim, stał się montownią dla zagranicznych projektów nie jest zasługą tylko ostatnich rządów. Również poprzednicy nie zapewnili polskiemu przemysłowi odpowiedniego wsparcia. Jednakże wcześniej nikt wcześniej nie deklarował ratowania polskiego przemysłu i wzmocnienia polskiej armii, tak otwarcie jak robił to PiS. Stąd też oczekiwania wobec PiS były zdecydowanie większe niż względem innych partii politycznych rządzących wcześniej.
W kontekście smutnego losu PZL warto zastanowić się nad tym, czyje interesy realizują wszystkie rządy naszego kraju począwszy od 1989 roku. Na pewno nie są to interesy naszego narodu. Na pewno działania naszego rządu nie prowadzą do poprawienia losu Polaków, zwiększenia naszego potencjału obronnego. Gwarancję dla zrealizowania tych postulatów może dać tylko rząd nie złożony z przedstawicieli sprzedajnych i skorumpowanych partii politycznych. Gwarancję dla realizacji postulatu zwiększenia naszego potencjału obronnego może dać tylko rząd złożony z przedstawicieli organizacji narodowych w prezentowanych poglądach i radykalnych w działaniu. Organizacją taką jest Ruch Narodowy, który ostatnimi czasy staje się przedmiotem wielu bezpardonowych ataków ze strony tak zwanej prawicy i środowisk lewackich. Czas zastanowić się, czy smutny los PZL nie powinien być dla nas wszystkich przestrogą…




Komentarze
Pokaż komentarze (4)