Mieczysław Kwieciński
cokolwiek byś uczynił, albo i nie uczynił - będzie to miało znaczenie, albo i nie będzie miało - dla twojej przyszłości.
4 obserwujących
154 notki
39k odsłon
  156   1

Byłem w Śródmieściu

Rzeczy wokół - spoza ekranu smartfona

W notce https://www.salon24.pl/u/twardek/1215123,brawo-pani-policjantko-tylko-dla-mlodych-mezczyzn - pochwaliłem się akcją na rzecz uchodźców z Ukrainy. Do opisanych tam początkowych kłopotów doszły dalsze, głównie związane z załatwieniem szeregu spraw socjalnych, szkoła dla dzieci i bezpłatne w niej posiłki, 500 +, wsparcie gotówkowe z ONZ, chyba coś tam jeszcze. Wypaliło wszystko i w tej chwili zaskoczył swoisty samograj. Jest nam razem dobrze. Dzieci grzeczne. W domu czysto, mam uprasowane koszule i całkiem niezłe obiady. Rekompensaty, jako gospodarz, jak narazie jeszcze nie dostałem i jedziemy z pewnym już trudem, znaczy się cienko.

Zdjęcie, które zamieściłem, to robienie pierogów przez całą ukraińską familię. Wyszły, pierogi, całkiem, całkiem.

I właśnie pierogi z kapustą i grzybami, które popijałem lekko podgrzanym buraczanym barszczykiem, były akurat tym, czego mi było trzeba po popijawie z kumplami jaką uskuteczniliśmy dzień wcześniej.

Jak zwykle, umówiliśmy się na nią (popijawę) w "swojej" knajpie. Już tylko we trzech, bo Janusz w styczniu odszedł. Panie, świeć nad Jego duszą. TW (nie, nie tajny współpracownik), AK (nie, nie Akowiec - lataliśmy wtedy w krótkich majtkach) i ja. Oczywiście, nie obyło się bez rozmowy o globaliach i detaliach. Ja i TW mamy zbliżony, niejednoznaczny stosunek do toczącej się wojny, przy czym ja, gdy chodzi o losy ludności, nie mam w przeciwieństwie do TW obciążeń z tragicznej retrospektywy rodzinnej, z czasów wołyńskiej "relacji" Polacy-Ukraińcy. To mi umożliwiło szczere przyjęcie wspomnianej we wstępie familii pod dach i przyjazne traktowanie. AK z kolei, mówiąc bardzo oględnie - ma uczulenie na Rosję. Fakty w rodzaju z przytoczonych przeze mnie z ciekawego artykułu Romana Pleszynskiego:

https://www.pokoleniex.com/spoleczenstwo/2022/03/06/geneza-dramatu-na-ukrainie-czyli-wysluchajmy-drugiej-strony/

zresztą nie wszystkie fakty z artykułu, bo od siebie też coś dorzuciłem - AK skwitował taktyczną zmianą wątku na Katyń/Czeczenię/Gruzję/Smoleńsk/, oczywiście, gdy chodzi o trzy ostatnie przypadłości - z ich interpretacją wg przyjętej w Polsce narracji rozpowszechnianej przez rzygowizje. Trzeba było mi rejtertować z konstatacją: "stary, odnotujmy różnicę poglądów, ale zauważ, że różnimy się pięknie! A poza tym przecież wiesz, że cię kocham". I odsapnęliśmy.

Byliśmy dopiero po zjedzeniu firmowego poczęstunku chlebkiem dwojakiego sortu i dwoma miseczkami past: z sera oraz mielonego mięsa, wobec czego podrzuciłem temat cen w spisie do jadła. Zaczęły się uważne studia, z rzednącymi nam stopniowo minami - po wykryciu, że cena np. golonki, za jedyne 8 zł, dotyczy porcji 100 g ! - co przekłada się, przy średniej wielkości golonki z kością, na znacząco ponad 100 zł ...). Z innymi pozycjami oferty, że nie wspomnę o antrykocie - podobnie. Ostatecznie wzięliśmy "Bramborak", relatywnie tańszy, ale smakiem nie powalający. Powaliła nas natomiast cena Blaubergera. Poprzednia cena jaką zapamiętaliśmy, to 75 zł. Dzisiaj ta butelka, to 110 zł. Wzrost o 57 %. Wygląda, że to już restauracja poważna.

Przerobiliśmy 2 butelki, a do deserku jeszcze karafkę "Domowego". W tonacji półsłodkiego. Dość dobrze komponowało się z deserem. Było nam dobrze, ale przyszedł czas rozstania. AK tramwajem na swój Mokotów, ja z TW metrem, on w kierunku Żoliborza, ja Ursynowa. Przy okazji zauważyłem na ścianie metra, za torem, słusznych rozmiarów bilboard, z poradą "nie ufaj nikomu, zwłaszcza własnej rodzinie". Sk.......y, pomyślałem - nawet w tytule filmu nie zaniedbują projektu rozpieprzenia rodziny. Zdjęcie kiepskie, bo moja Nokia ma 300 lat, a poza tym trochę się chyba ruszałem...

image

Po uzupełniającej gadułce z TW, wsiadłem wreszcie do swojego pociągu zajmując dobre miejsce z barierką, przy w/e/yjściu. W wagonie gdzieś około 50-ciu osób w tym ok. 40-tka smartfonów. Z przykrością stwierdziłem, że siedząca naprzeciw mnie młoda, bardzo piękna kobieta, też obrabia smartfon. Muszę tu przyznać, iż mimo, że jestem już b. starym wałachem (tylko hormonalnie!), to po kilku kielonkach z niekłamanym zainteresowaniem patrzę na ładne kobiety. Tutaj, z niejakim zafascynowaniem mogłem się spokojnie gapić na moją Smartfonkę, odczuwając jednak, gdzieś tam za uszami, coś w rodzaju nadziei - a nuż spojrzy na mnie ? Lubię odczyt w cudzych oczach...

Już traciłem nadzieję, a jednak! Złapałem jej, odwracany właśnie ode mnie wzrok. Zrobiło mi się miło, ale zaraz potem samokrytyczna refleksja: czy spojrzała na mnie dostrzegając wpierw starannie wyglansowane pantofle (właśnie takie, równie lśniące buciki, sama miała), czy też o Boże - dostrzegła strzępek kaleson? Rzecz w tym, że noszę spodnie wg mody sprzed iluś tam dziesiątek lat - nogawki, w pozycji stojącej, z przodu opierają się, (bez widocznej zmarszczki) na butach, natomiast, szyte w skosie - zakrywają z tyłu gdzieś połowę pięt. I teraz tak - jeżeli usiądziesz i podciągniesz lekko takie nogawki, to widać nogi do, dajmy na to 1/3 łydki (zależy jaka długa łydka). Ze względu na ucisk, i skarpetki i kalesony mam rozcięte, w związku z czym te ostatnie bez trudu wydobywają się z niepełnej obręczy ściągacza skarpetek i mogą być widoczne na pierwszym planie. Spojrzałem badawczo, czy nie zdradzi się chichotem, ale nie. Więc chyba jej uwagę przykuły - że zauważę skromnie - buty. Drugiego spojrzenia nie było, a dalibóg dziewczyna przednia. Macie ją na zdjęciu. Pochylona głowa, powoduje spłaszczenie owalu twarzy, ale wierzcie - jest super. Oczywiście, ktoś może nie podzielać mojego zachwytu. Rozumiem to. Hołduję bowiem prawdzie, iż jeden kocha  Szopena, a drugiemu pocą sie nogi (między nami, kocham Szopena...) 

image

Wysiadłem pierwszy. Później już tylko wschodnią, przyzwoitą odnogą "traktu Rafała", do czekającego na mnie autobusu. Gdy otwierałem furtkę do swojego obejścia, zadzwonili właśnie do mnie, czy wszystko w porządku. Troska stąd, że kiedyś, po naszej libacji, potwierdziłem przez taki telefon, że jestem już w autobusie. No i jakoś tak się zdarzyło, że w połowie jego trasy do mojej uliczki walnąłem w ramiona Morfeusza. Obudził mnie kierowca na pętli, na Okęciu, tej koło okęckiego OBI. Chryste Panie!

Tym razem dotarłem do domu planowo. Nazajutrz były pierogi, o których Wam napisałem, później zrobienie zdjęcia "traktu Rafała" i reszta dnia, która upłynęła spokojnie. W tym na standardowych zabiegach paramedycznych z moją zacną Małżonką.

---

Napisałem właściwie o niczym, ale przy tej codziennej obecnie wścieklicy, która wlewa się nam zewsząd do oczu i uszu lektura takiej sobie wypocinki może dać krótkie wytchnienie. A może też inspirację do uważniejszego przyjrzenia się światu wokół, spoza ekranu smartfona?

Wschodnią odnogę "traktu Rafała", zaaranżowaną całkiem przyzwoicie, dotarłem do strefy startu autobusów na ich pętli przy Wilanowskiej. Ta zachodnia odnoga natomiast, oddzielona parkingiem, jest na zdjęciu. Prowadzi ze strefy wyjścia z autobusów do stacji metra. Moi rodacy, niezawodni w swej racjonalności - z instynktownego wyboru pokierowali się kiedyś najkrótszą drogą do celu i w ten sposób wyznaczyli ścieżkę w błocie a później "trakt Rafała". Początkowa ścieżka została "zalegalizowana" ułożeniem kostki, tyle że na końcu pozostaje sforsowanie jezdni, przedzielonej podwójnym pasem. Czy można taką kombinację nazwać inaczej aniżeli "trakt Rafała"? To wszystko przyszło mi do głowy, gdy jechałem na spotkanie z kumplami. Miałem "wolną głowę" i patrzyłem sobie wokół, pieprząc wszystkie smartfony wszechświata. Klucząc potem po ścieżce - zajarzyło. Pozostawało tylko dobrać nazwę. Wypadło na "trakt Rafała".

Bądźmy zdrowi

image

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale