Sława Kornacka Sława Kornacka
106
BLOG

Gilotyna na bazarze, czyli paragrafem w skarpetkę

Sława Kornacka Sława Kornacka Polityka Obserwuj notkę 4
Świat wielkiej polityki i szklanych ekranów rzadko miewa brudne buty. Grzegorz Jankowski, w blasku studyjnych świateł, zdaje się nie dostrzegać, że między jego "wynajętą księgową" a mrozem na bazarowym stoisku o piątej rano rozciąga się przepaść, której nie zasypią żadne deklaracje o uszczelnianiu podatków. Od marca 2026 roku polski mikroprzedsiębiorca nie walczy już tylko z pogodą i konkurencją – walczy z systemem SENT, który potraktował go jak przemytnika paliw.

Urzędniczy absurd wagi ciężkiej

Zgodnie z nowymi przepisami, przewóz zaledwie 10 kilogramów ubrań – co w tej branży jest ilością wręcz śmieszną – wymaga logowania do cyfrowego labiryntu. Dziennikarz pyta: „Jaki to problem zważyć?”. Problem jest fundamentalny. Kupiec na bazarze kupuje towar na sztuki, a nie na tony. Musi teraz stać się logistykiem, operatorem systemów IT i wagowym, podczas gdy jego jedynym grzechem jest chęć uczciwego zarobienia na życie. 
W systemie SENT pomyłka nie kosztuje pouczenia. Tu kary zaczynają się od 20 tysięcy złotych. Dla wielkiego importera, który "zapomniał" oclić kontener z Azji, to koszt wpisany w ryzyko. Dla kupca, który od świtu do zmierzchu drży o każdy grosz, to wyrok śmierci cywilnej. 

Wykorzystanie systemu SENT – stworzonego przecież do walki z mafiami paliwowymi – przeciwko sprzedawcom skarpet to klasyczny przykład użycia armaty na muchę. Z tą jednak różnicą, że ta armata nie tylko chybia celu, ale niszczy życie konkretnych, uczciwych osób. To zabranie dochodu nie z jednego dnia, ale z wielu miesięcy ciężkiej pracy w deszczu i upale. 

Pancerne serca i krótkowzroczne oczy

Dlaczego państwo, zamiast uszczelniać celne sita na granicach, przez które wjeżdżają miliony sztuk nieoclonej odzieży, woli kontrolować busa jadącego na lokalny targ? To klasyczny przykład przerzucania ciężaru odpowiedzialności na najsłabszych. Ci ludzie płacą podatki, wystawiają paragony, trwają na swoich stanowiskach, gdy inni śpią. Są krwiobiegiem budżetu, a traktuje się ich jak potencjalnych przestępców. 

Najbardziej bolesny jest jednak kontrast. Gdy politycy "topią" miliony w nietrafionych inwestycjach czy źle zarządzanych projektach, nikt nie nakłada na nich kar w wysokości rocznego zarobku. Oni nie boją się kontroli przy drodze. Oni tworzą ustawy, które biją w tych, którzy nie mają siły przebicia w mediach ani pieniędzy na sztaby prawników.

Czas na obywatelski rachunek

Drobny handel to nie jest "szara strefa" – to strefa przetrwania. System SENT w obecnym kształcie to nie narzędzie kontroli, to gilotyna zawieszona nad głowami tysięcy rodzin. Jeśli dziennikarska elita nie potrafi dostrzec różnicy między korporacją a człowiekiem z bazaru, to znaczy, że ich "szerokie horyzonty" kończą się na progu własnego biura. Musimy upomnieć się o prawo do pracy bez strachu, że jedna para skarpetek przeważy szalę sprawiedliwości na korzyść bezdusznego urzędu. 

Coda: 
Prawdziwa twarz kraju nie odbija się w wypolerowanych blatach ministerialnych biurek ani w blasku studyjnych świateł. Znajdziesz ją o świcie, na betonowym placu, w dłoniach, które pachną rześkim powietrzem i uczciwym trudem. To tam bije serce gospodarki – 
i to serce zasługuje na ochronę, a nie na gilotynę paragrafu.

Prawniczka z powołania, która w literach paragrafów szuka sprawiedliwości, a w wersach poezji – ocalenia dla ludzkich emocji. Jako publicystka niestrudzenie staje w obronie tych, których głos jest zagłuszany przez wielką politykę i medialny szum. Pisze w: Salon24.pl  oraz  www. facebook.com/publicystka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka