6 obserwujących
61 notek
78k odsłon
  1166   0

Dodatek solidarnościowy czyli kiełbasa Andrzeja Dudy

Gazeta.pl
Gazeta.pl

Andrzej Duda walczący o kolejne 5 lat prezydentury, postanowił pomóc osobom bezrobotnym, którzy w tym roku stracili zatrudnienie z powodu epidemii koronawirsua. Dziś Senat rozpatrzy prezydencki projekt ustawy o tzw. dodatku solidarnościowym.


Ten projekt ustawy jest materialnym, spisanym czarno na białym dowodem jak przodujący w sondażach kandydat na prezydenta traktuje składane przez siebie obietnice. Scenariusz zawsze jest ten sam. Najpierw z hukiem i wielką oprawą obiecuje się coś spektakularnego i dopiero potem przechodzi się od słów do czynów. Najpierw szumny i kolorowy pomysł pozbawiony szczegółów, na który rzucają się media, a potem szara rzeczywistość w postaci konkretnego projektu ustawy.


I tak było też 1 maja, w święto pracy, kiedy to Andrzej Duda w widowiskowy sposób podczas wielogodzinnej konwencji mówił jak pomoże każdemu, kto stracił zatrudnienie z powodu epidemii COVID-19.


Co obiecał wówczas Andrzej Duda? „Mówię jednoznacznie. Zasiłek dla bezrobotnych musi zostać podniesiony do kwoty 1300 złotych” – oto słowa Prezydenta. Proste, jednoznaczne i czytelne: zasiłek dla bezrobotnych musi być wyższy i wynosić 1300 zł. Obok wyższego zasiłku obiecał również wprowadzenie dodatku solidarnościowego w kwocie 1200 zł miesięcznie dla każdego kto stracił pracę w wyniku epidemii przez trzy miesiące. Też jasny i prosty przekaz. Prawda? Co tu interpretować? Zasiłek 1300 zł plus dodatek przez 3 miesiące dla każdego kto stracił prace przez skutki walki z koronawirusem.


Sprawdźmy zatem jak Andrzej Duda dotrzymuje słowa. Projekt ustawy o dodatku solidarnościowym przyznawanym w celu przeciwdziałania negatywnym skutkom COVID-19 trafił do Sejmu 3 czerwca, a na drugi dzień ustawa została już uchwalona bez skierowania projektu do właściwej komisji. Projekt musiał być zatem albo doskonały (skoro posłowie tak szybko go uchwalili), albo to co w projekcie się ostatecznie znalazło nie miało absolutnie żadnego znaczenia, bo to tylko element trwającej kampanii wyborczej.


Na początek sprawdźmy co z zasiłkiem dla bezrobotnych wszak Andrzej Duda jednoznacznie deklarował podniesienie jego wysokości do 1300 zł. I tu pierwsze rozczarowanie: owszem zasiłek zostanie podniesiony ale nie do obiecanej przez Prezydenta kwoty 1300 zł miesięcznie ale do 1200 zł (i tylko przez pierwsze 90 dni posiadania prawa do zasiłku) oraz do kwoty 942,30 zł miesięcznie w okresie kolejnych dni posiadania prawa do zasiłku. Ale na tym nie koniec złych wieści, ponieważ nowa wysokość zasiłku dla bezrobotnych zacznie obowiązywać dopiero od września. Widocznie Prezydent uznał, że bezrobotni mogą jeszcze poczekać kilka miesięcy na podwyżkę.


Kolejne rozczarowanie to sam dodatek solidarnościowy czyli crème de la crème prezydenckiej obietnicy. Dobra wiadomość jest jedna: dodatek będzie wyższy od obiecanego przez Andrzeja Dudę - zamiast obiecanej kwoty 1200 zł miesięcznie przez 3 miesiące będzie 1400 zł. Czyli zmiana na plus co również trzeba przyznać.


Jednak na tym dobre wieści się kończą. Andrzej Duda, który zwłaszcza ostatnio często powtarza, że zawsze dotrzymuje danego słowa, tym razem ponownie rozczarował osoby, które straciły zatrudnienie w związku z epidemią. Po pierwsze dodatek solidarnościowy nie będzie żadnym dodatkiem jak sugeruje jego nazwa. Pierwotnie obietnica prezydencka rozumiana była w ten sposób, że bezrobotni, którzy w wyniku walki z koronawirusem straciły pracę dostaną obok zasiłku dla bezrobotnych dodatkowe pieniądze. I tu kolejny zawód, bo dodatek solidarnościowy będzie samodzielnym świadczeniem wypłacanym zamiennie z zasiłkiem, na zasadzie: albo dostajesz zasiłek dla bezrobotnych albo dodatek solidarnościowy  


O wiele większym rozczarowaniem jest zakres podmiotowy ustawy, czyli komu to wielkie wsparcie od Prezydenta będzie przysługiwać. Prezydent w maju zapowiadał, że każdy kto stracił pracę w wyniku epidemii przez zostanie objęty wsparciem. Niestety Andrzej Duda i tu nie potrafił wywiązać się ze złożonej obietnicy. Zgodnie z art. 3 ustawy, dodatek otrzymają tylko te osoby, które były zatrudnione na podstawie umowy o pracę (bez względu na jej wymiar). Natomiast ci, którzy pracowali na śmieciówkach czyli np. na umowę zlecenie zobaczą figę z makiem. Według projektu Pana Prezydenta osoba, która pracowała na umowę zlecenie w pełnym (jak na etacie) wymiarze godzin nie zasługuje na wsparcie, nawet jeśli straciła swoje jedyne źródło utrzymania. Dodatek otrzyma natomiast osoba zatrudniona np. na jedną piątą etatu, która przychodziła do pracy tylko w poniedziałki, pod warunkiem, że miała umowę o pracę. Czy Prezydent myśli, że pracownicy na śmieciówkach opływają w dostatki i im nic się już nie należy?

Lubię to! Skomentuj62 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka