Kto pierwszy ten lepszy - narracja nie tyle policji co mediów była pierwsza, więc niektórzy mogą sądzić, że Wipler się tylko tlumaczy. Jednak jak już wiemy z napadu na Kubę (miał zakrwawioną twarz) relacja mediów nie zawsze ma coś wspólnego z rzeczywistością.
Wiem jedno - poseł Wipler podobno o czwartej był tak pijany, że nie mógł dmuchnąć w alkomat. Po dziewiątej rano już pisze bez literówek i błędów ortograficznych (zdarzają się wielu osobom i na trzeźwo) na twitterze. Został odwieziony po zbadaniu przez lekarza pogotowia - chyba nie zwolennika Republikanów? - do szpitala. Oddał krew, będzie jasne, czy był pod wpływem czy nie i czego. Na monitoring nie liczę - jak znam zycie akurat kamera była odwrócona w inną stronę, albo coś się zacięło. No i telefon też się znajdzie - pewnie ktoś go rzuci gdzieś na ulicy Mazowieckiej.
Doskonale wiemy, że policja potrafi pobić - przykładów aż za dużo. Mają niefart, że trafiło na posła. Bo jednak nie sądzę, aby to było zamierzone.
PS Nie będę zmieniała tytułu notki Napisałam - wierzę w wersję Wiplera, nie "wierzę Wiplerowi" Mam nadzieję, że sprawa zostanie wyjaśniona - jeśli naprawdę Wipler rzucał się na policjantów - to wg mnie jest skończony jako polityk. Jeśli jednak tylko dopytywał się o numery, nawet rzucał mięsem - to dalej uważam, że to nie jest podstawa do skopania człowieka. Widziałam twarz Wiplera, jego ręce. Nie muszę więcej.


Komentarze
Pokaż komentarze (307)