A teraz siódmy argument. Nie znamy do końca procesu tłumaczenia przekazu. Podobno były tam jakieś powtórzenia, oraz zbędne znaki. Podczas tłumaczenia programista natrafił na błędy. Jeśli ciąg był nieczytelny, dopasowywał go tak, aby pasował do słowa. To nie jest tłumaczenie, to interpretacja pod czyjąś tezę.
Programista przyznał, że spora część kodu binarnego w notatniku była nieczytelna. Zamiast liter wychodziły ciągi znaków specjalnych, nawiasów i symboli, które nie układały się w słowa.
Ponadto wiele fragmentów z tych 16 stron, to były identyczne powtórzenia tych samych sekwencji.
Do tego, na skanach notatnika widać, że zapis binarny nie jest równy. Są tam skreślenia, poprawki i miejsca, gdzie ciągi cyfr nagle się urywają.
Skoro z 16 stron wyciśnięto tylko 2 strony przetłumaczonej treści, to znaczy, że około 90% rzekomego „przekazu” wylądowało w koszu na śmieci.
A więc, w mojej ocenie, to nie było żadne rzetelne tłumaczenie, a jedynie skrócona interpretacja tego, co uważam za nieudacznie sklecone bohomazy.
Natomiast 90 % danych było po prostu błędnie zakodowane przez autora. Ani Kosmici, ani ludzie z przyszłości, by takiej fuszerki nie odwalili.
Po ósme. Bernatowicz namawiał ufologów z kilku krajów do podróży po podanych lokalizacjach. I nikt nie podjął tego pomysłu. Widocznie uznali, że ta historia jest niewiarygodna. Jedynie Robert uwierzył w tę bajeczkę.
Po dziewiąte. Punkty lokalizacji wzięte są od czapy....
Ciąg dalszy na: https://youtu.be/mwVQdhx6ll8



Komentarze
Pokaż komentarze