Telewizja TVN 24 doniosła dzisiaj rano o tragedii. W stołecznej dzielnicy - Warszawa Praga, spłonęła kamienica, w sumie 24 mieszkania. Budynek nadaje się w zasadzie do rozbiórki. Co ciekawe, właścicielem nieruchomości przed pożarem było miasto, a niedługo po "kataklizmie" została ona przekazana, zgodnie z wyrokiem sądu, prawowitemu właścicielowi. Zabawny zbieg okoliczności - jeszcze do niedawna ów właściciel się, nomen omen, do przejęcia budynku "nie palił". Teraz sprawa jest prosta. W przejętej nieruchomości nikt nie mieszka, a lokalizacja (niedaleko powstaje druga nitka metra) daje nadzieję na spore zyski.
Mieszkańcy spalonego domu, zgodnie z zasadą Cui Bono, rzucili medialną potwarz na nowego właściela kamienicy. I tak prawdę mówiąc sądzę, że jest to wielce prawdopodobne. Ale w odróżnieniu od poszkodowanych za całą sprawę nie zamierzam obwiniać prawowitego właściciela, ale państwo [Poczułem w sobie pasję Glena Becka z FOX TV].
Jak bardzo absurdalna jest sytuacja, w której prawowity właściciel spętany regulacjami, które mają chronić prawa lokatorów, nie ma możliwości dysponowania własnym mieniem? W konsekwencji jest zmuszony do wyczekiwania (żeby nie powiedzieć sprowokowania) katastrofy - pożaru, trzęsienia ziemi, wybuchu gazu, Godzilli? - która skutecznie wypłoszy zamieszkujących jego własność ludzi.
Nie zdziwię się doprawdy jeśli najbliższe miesiące / lata, będą "gorącym czasem" dla mieszkańców budynków, po które zgłaszają się prawowici właściciele, a to dzięki regulacjom dbającym o "dobro" ich mieszkańców.


Komentarze
Pokaż komentarze