Przeprowadzone niedawno sondaże wykazały, że większość Amerykanów uważa Baracka Obamę za niedoświadczonego. To przeświadczenie jest zapewne skutkiem negatywnej kampanii eksponującej brak doświadczenia senatora z Illinois na wysokich stanowiskach i jego relatywnie młody wiek. O politycznej niedojrzałości Obamy mówi się szczególnie często w kontekście polityki zagranicznej.
Złośliwi wypominają mu chociażby fatalną gafę, którą popełnił mówiąc o prezydencie Kanady. Ale jego przeciwnicy wytykają mu przede wszystkim zbytnią miękkość w podejściu do polityki zagranicznej i obronnej. Wypowiedź Obamy o tym, że jako prezydent gotów byłby zainicjować rozmowy dyplomatyczne z Iranem bez warunków wstępnych wywołała uśmiechy politowania i sceptyczne komentarze ze strony republikańskich polityków i wielu ekspertów. W przypadku polityki obronnej różnica pomiędzy kandydatem Republikanów i Demokratów jest zdecydowana. John McCain stawia raczej na siłę militarną USA. Barack Obama natomiast chce bardziej wykorzystywać potencjał amerykańskiej dyplomacji.
Czy negocjacje z Iranem to naiwne mrzonki? Zanim odpowie się na to pytanie warto wziąć pod uwagę fakt, że Iran czuje się jak kraj oblężony. Sąsiaduje z Irakiem, który jest kontrolowany przez USA. Znajduje się też blisko Izraela, który, co jest tajemnicą poliszynela, dysponuje bronią atomową. Właśnie te dwa czynniki – wrogość ze strony USA i Izraela – oprócz względów prestiżowych popychają Teheran do inicjowania programów jądrowych. Im więcej gróźb ze strony USA, tym większa motywacja do ich rozwijania… Jeśli w ten sposób popatrzymy na relacje amerykańsko - irańskie, to rozmowy bez warunków wstępnych wydają się niegłupim pomysłem.
Zwolennicy Obamy zwracają uwagę na fakt, że z racji swego pochodzenia i kart w życiorysie jest on predestynowany do tego, by prowadzić politykę otwartą na partnerów nawet z bardzo egzotycznych krajów. Mają nadzieję, że jego prezydentura opierałaby się na współpracy z innymi państwami, w przeciwieństwie do działań podejmowanych wbrew ONZ i wielu znaczącym krajom przez George’a W. Busha. Według nich przemawia za tym chociażby krytykowanie przez Obamę wojny w Iraku, wspomniana już deklaracja gotowości do rozmów z Iranem czy bardziej koncyliacyjny ton w stosunku do Rosji i Chin niż retoryka McCaina. Jednak zupełnie inna jest perspektywa nawet znaczącego polityka niż głowy państwa. Dlatego Obama zapowiedział niedawno, że jeśli zostanie prezydentem, nie wycofa od razu wojsk z Iraku. Podobnej weryfikacji mogą ulec jego zapowiedzi negocjacji z wrogimi USA państwami.
Zawieść się mogą także ci, którzy mają nadzieję, że wygrana senatora z Illinois będzie oznaczała bardziej wyważone podejście USA do konfliktu bliskowschodniego. Jego wypowiedź o tym, że Jerozolima powinna stać się stolicą Izraela, wywołała oburzenie w świecie muzułmańskim, a wśród ekspertów komentarze, że był to ukłon w stronę żydowskiej części elektoratu.
Nie każdemu odpowiada także polityka dialogu, jaką Obama pragnie stosować wobec Rosji i Chin. Kiedy Obama mówił o znaczeniu pomocy Rosji dla powstrzymania atomowych ambicji Iranu, agencja Reutera podała, że Teheran otrzymuje od Kremla nowoczesne rakiety ziemia-powietrze S-300 – napisał Gary Kasparow w artykule dla Wall Street Journal. Te słowa były reakcją na krytykę, jakiej Obama poddał zaproponowane przez McCaina wykluczenie Rosji z G8. Kasparow zaapelował do demokratycznego kandydata o twardszą postawę wobec Moskwy.
Ewa Dryjańska
Podobne:
- Świat według Johna McCaina - część I, część II
- Wolny handel według McCaina i Obamy
- Wywiad: Polityka zagraniczna USA - wyzwania i zadania - część I, część II
- Książka: Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych w latach 2000-2004
- Kandydaci na celowniku aktywistów internetowych
- Kandydaci o Tybecie


Komentarze
Pokaż komentarze (8)