Obama nie zdecydował się wobec Chin na tak zdecydowaną retorykę jak McCain. Choć krytykował Pekin za pacyfikację marcowych demonstracji w Tybecie, nawoływał do wprowadzenia w regionie faktycznej autonomii i apelował do George’a W. Busha, by uzależnił wyjazd na ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich od chińskich działań w kwestii przestrzegania praw człowieka, to nie spotkał się z Dalajlamą tak jak jego rywal. Częściej postulował konstruktywną współpracę ze wschodnioazjatyckim mocarstwem niż poddawał je krytyce.
Koncyliacyjny ton ewentualnego przyszłego prezydenta wobec Moskwy i Pekinu będzie korzystnie wpływał na wzajemną współpracę, ale jednocześnie może stanowić zagrożenie. Jeśli Barack Obama będzie unikał krytyki tych dwóch państw w obawie przed pogorszeniem się stosunków, to może tym samym sprzyjać pogłębianiu się w nich szkodliwych z amerykańskiego punktu widzenia procesów.
Wydaje się jednak, że w większości przypadków nastawienie Obamy na współdziałanie z zagranicznymi partnerami będzie przynosiło pozytywne skutki. Świadczą o tym nie tylko deklaracje zerwania z aroganckim stylem administracji Busha, ale także uznanie konieczności międzynarodowej współpracy w walce z globalnym ociepleniem, a nawet przejęcia przez USA inicjatywy w tej kwestii. Pozytywnie można także ocenić zawarte w programie wyborczym Obamy zapowiedzi podjęcia bardziej zintensyfikowanych i zdecydowanych działań w sprawie zakończenia ludobójstwa w Darfurze.
W świetle międzynarodowej współpracy mniej korzystna może się natomiast wydawać zapowiedź rewizji NAFTA. Choć senator z Illinois nie kwestionuje korzyści płynących z traktatów wolnego handlu i organizacji międzynarodowych, które przyczyniają się do jego liberalizacji, to jednak krytykuje ich dostosowanie jedynie do potrzeb wielkiego biznesu i twierdzi, że jego beneficjentami powinna się stać także amerykańska ulica. Te deklaracje, które mają zapewnić Obamie głosy klasy robotniczej, mogą być zapowiedzią tendencji protekcjonistycznych w ewentualnej nowej administracji Stanów Zjednoczonych. Kontrastują także z wypowiedziami Johna McCaina, który uważa, że protekcjonizm nigdy nie przyniósł niczego dobrego.
Odwoływanie się do unilateralizmu i multilateralizmu przy opisywaniu tegorocznej kampanii wyborczej w USA jest o tyle trafne, że pojęcia te wyjątkowo dobrze pasują do wizerunku kandydatów. Jednak kiedy spojrzymy na ich programy, to okaże się, że kontrast nie jest aż tak zdecydowany jak ich wizerunki medialne. Należy także wziąć pod uwagę fakt, że jak zauważa wielu ekspertów, zarówno John McCain jak i Barack Obama celowo uwypuklają nawet nieznaczne różnice programowe, by zdobyć większe poparcie upatrzonej przez siebie części elektoratu. Ostatecznie to perspektywa Gabinetu Owalnego zaważy o tym, jaka część prezydenckiego programu zostanie zrealizowana.
Podobne:
- Świat według Baracka Obamy - część I
- Świat według Johna McCaina - część I, część II
- Wolny handel według McCaina i Obamy
- Wywiad: Polityka zagraniczna USA - wyzwania i zadania - część I, część II
- Książka: Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych w latach 2000-2004
- Kandydaci na celowniku aktywistów internetowych
- Kandydaci o Tybecie
- Wyborcze reality show - sztuka kreacji - część I, część II
- Związkowcy popierają Baracka Obamę


Komentarze
Pokaż komentarze