Prezydent Calvin Coolidge (1923-29) raczej nie cieszy się sympatią europejskich historyków. Po prezydenturze Woodrowa Wilsona (1913-21), który na kilka lat uczynił z Ameryki aktywnego gracza na globalnej scenie politycznej, administracja Republikanina Coolidge’a upłynęła pod znakiem bardzo zachowawczego, a nawet lekko izolacjonistycznego podejścia do polityki zagranicznej. Jedyną pamiętaną do dziś, ważną inicjatywą jego dyplomacji był wypracowany wspólnie z Francją Pakt Brianda-Kelloga, pierwszy w dziejach akt prawa międzynarodowego jednoznacznie potępiający wojnę jako metodę działania w stosunkach między państwami. Zupełnie inaczej na postać tę patrzyli jednak współcześni prezydentowi amerykańscy wyborcy.
Coolidge doszedł do władzy w 1923 roku za sprawą przepisów o sukcesji prezydenckiej. Warren Harding, u boku którego był wcześniej wiceprezydentem, zmarł przed końcem kadencji. Coolidge zajął jego miejsce, ale rok później przyszła pora na wyborczą weryfikację.
U progu kampanii wyborczej jego sytuacja wyglądała obiecująco. Chociaż był blisko związany z prezydentem Hardingiem, zdołał zerwać z wizerunkiem ekipy nieskutecznej i uwikłanej w skandale – a tak wielu ludzi postrzegało poprzednią administrację. Dodatkowo pomagała mu kwitnąca gospodarka, na którą – jak przystało na byłego gubernatora mekki amerykańskich liberałów, stanu Massachusetts – nie zamierzał nakładać zbędnych ograniczeń. Coolidge nie był typem medialnej gwiazdy – miał raczej cichą i niezbyt wylewną naturę – ale wielu wyborców, zwłaszcza z amerykańskiej klasy średniej, postrzegało go jako jednego z nich i utożsamiało się z nim.
To wszystko sprawiło, że zgromadzeni na konwencji w Cleveland republikańscy delegaci z całego kraju nie mieli większych dylematów i gremialnie poparli prezydenta jako nominata swej partii. Kandydatem na wiceprezydenta został Charles Dawes, znany wcześniej jako jeden z głównych architektów programu reparacji po I wojnie światowej.
Jak zwykle w takich sytuacjach, znacznie bardziej zacięta walka o nominację rozegrała się po stronie partii opozycyjnej. W obozie Demokratów dwoma najważniejszymi pretendentami byli William McAdoo, niegdyś sekretarz skarbu, oraz Al Smith – gubernator Nowego Jorku, a prywatnie zięć ostatniego demokratycznego prezydenta, wspomnianego już Wilsona. Szybko doszło do głębokiego podziału. Zwolennikami Smitha okazali się głównie wyborcy z dużych miast i regionów uprzemysłowionych, w dużej części katolicy i przeciwnicy obowiązującej wówczas prohibicji. McAdoo miał za sobą protestancką prowincję, która zakaz sprzedaży alkoholu raczej popierała.

Wszelkie negocjacje między przeciwnymi obozami nie przynosiły rezultatów, zaś konwencja przeciągała się coraz bardziej, by w końcu stać się najdłuższą tego rodzaju imprezą w dziejach USA. Po ponad dwóch tygodniach ciągłych głosowań i targów, zdesperowani delegaci zaczęli szukać kogoś trzeciego, aby tylko przerwać wyniszczającą wojnę między Smithem a McAdoo. Kompromisowym kandydatem okazał się kongresman z Wirginii Zachodniej, były ambasador w Wielkiej Brytanii, John Davis. Wiceprezydentem miał zostać Charles Bryan – brat gubernatora Nebraski, Williama Jenningsa Bryna, jednego z liderów frakcji prowincjonalnej. Jego nominacja była próbą zasypania wewnętrznych podziałów.
Nie wszystkich wybór Davisa zadowolił. Wypominano mu, że reprezentuje prawe – bliższe Republikanom - skrzydło swej partii. Senator Robert La Follette – sam będący dotąd Republikaninem - dostrzegł, że w tej sytuacji zabraknie kandydata, którego mogliby poprzeć wyborcy o jednoznacznie lewicowych sympatiach, chociażby środowiska związków zawodowych. Postanowił to wykorzystać – stanął w prezydenckie szranki jako kandydat Partii Postępu.
Wszystkie te wysiłki na nic się jednak nie zdały. Wyborcy zdążyli już odebrać jasny komunikat: Demokraci są głęboko podzieleni, a tymczasem Republikanie mają silnego, dającego się lubić przywódcę, który sprawdził się już jako prezydent. Dlatego jesienna kampania przypominała mecz do jednej bramki, nad boiskiem zaś unosiło się skandowane przez kibiców (trudno przetłumaczalne ze względu na grę słów), chwytliwe hasło Republikanów: Keep Cool with Coolidge.
Ameryka posłuchała tego wezwania. Urzędujący prezydent wygrał w 35 stanach i zebrał 382 głosy elektorskie. O skali jego triumfu świadczy chociażby fakt, że były to ostatnie wybory prezydenckie aż do teraz, gdy kandydat republikański wygrał na terenie miasta Nowy Jork. Kandydat Demokratów był górą tylko w 12 stanach posiadających 136 głosów. Senator La Follette zebrał 16% wszystkich głosów, ale amerykański system większościowy jest nieubłagany. W Kolegium Elektorskim mógł liczyć tylko na 13 głosów ze swojego rodzinnego Wisconsin.
- Kampanie sprzed lat: 1996
- Kampanie sprzed lat: 1992
- Kampanie sprzed lat: 1988
- Kampanie sprzed lat: 1980 - część I, część II
- Kampanie sprzed lat: 1976
- Kampanie sprzed lat: 1968 - część I, część II
- Kampanie sprzed lat: 1960
- Kampanie sprzed lat: 1952
- Kampanie sprzed lat: 1948 - część I, część II
- Kampanie sprzed lat: 1932
- Kampanie sprzed lat: 1920


Komentarze
Pokaż komentarze