Pomimo ogłoszonego przez stronę rosyjską zawieszenia broni wojna w Gruzji jest obecnie tematem numer jeden na półkuli północnej. Konflikt na tyle skutecznie wstrząsnął światową opinią publiczną, że przyćmił Igrzyska Olimpijskie w Chinach. W obliczu rosyjskiej inwazji na Gruzję i wielu ofiar, także cywilnych, głos musieli zabrać w tej sprawie także kandydaci na prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Zarówno Barack Obama jak i John McCain potępili wkroczenie wojsk rosyjskich do Gruzji i określili je mianem agresji. Postulowali wydanie w tej sprawie rezolucji przez ONZ i zapewnienie pomocy humanitarnej gruzińskim ofiarom konfliktu. Zaapelowali także do Kremla o szybkie wycofanie swoich oddziałów, podjęcie negocjacji i wprowadzenie do Osetii Południowej międzynarodowych sił pokojowych. Tak kandydat Republikanów jak i reprezentant Demokratów podkreślił konieczność objęcia Gruzji Planem na rzecz Członkostwa w NATO (Membership Action Plan – MAP).
Jak widać obaj politycy są zgodni co do podstawowego planu działania i podobnie oceniają sytuację, jednak kiedy porówna się oświadczenia obu polityków w tej sprawie uderza różnica w tonie. Rosyjski prezydent Miedwiediew i premier Putin muszą zrozumieć jak poważne, długotrwałe negatywne konsekwencje będą miały poczynania ich rządu dla stosunków Rosji ze Stanami Zjednoczonymi i Europą. Nadszedł czas, abyśmy podjęli stosowne kroki – ostrzegał w swoim przemówieniu John McCain. Oskarżył Moskwę o podejmowanie działań w celu powstrzymania prozachodniego kursu jej sąsiadów. Zalecił dyplomatyczną aktywizację Rady Sojuszu Północnoatlantyckiego i europejskich członków G7. Według niego amerykańska dyplomacja powinna także podjąć działania zmierzające do zabezpieczenia suwerenności Ukrainy oraz wraz z Turcją i Azerbejdżanem zadbać o bezpieczeństwo rurociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan.
Tymczasem Barack Obama wypowiadał się w sposób bardziej koncyliacyjny. Pomimo krytyki Moskwy i zapowiedzi odpowiednich działań chciał odwołać się do tego co łączy Rosję z Zachodem: Pragniemy współdziałania z rosyjskim rządem w przyszłości i przyjaźni z rosyjskim narodem. Chcemy, aby Rosja odgrywała należną jej rolę wielkiego państwa – ale z odgrywaniem takiej roli wiąże się odpowiedzialność, aby działać jako siła postępu w nowym wieku, a nie wracanie do konfliktów z przeszłości. Dlatego też Stany Zjednoczone i społeczność międzynarodowa muszą silnie opowiedzieć się przeciw agresji na rzecz pokoju i bezpieczeństwa.
Oba oświadczenia spotkały się już z krytyką komentatorów. McCainowi zarzucono zbyt ostry ton w stosunku do Rosji, który zapewne będzie miał wpływ na późniejsze relacje amerykańsko-rosyjskie, jeśli kandydatowi uda się zostać głową państwa. Obamie z kolei wytknięto zachowawczość jego oświadczenia. Eksperci zwracają uwagę, że wypowiedzi kandydatów w sprawie konfliktu są bardzo podobne w swej wymowie do ich wcześniejszych wystąpień w sprawach międzynarodowych.
Wojna gruzińsko-rosyjska jest kolejną sytuacją, w której zachodni decydenci stoją przed dylematem jak zareagować na kolejne ekspansywne poczynania Rosji. Czy przymykać oczy na jej działania na obszarach uznawanych przez nią za jej strefę wpływów w imię dobrych stosunków czy też walnąć pięścią w stół? A może raczej kiedy walnąć w stół. Jedną z cech dobrego decydenta, w tym prezydenta Stanów Zjednoczonych, jest właśnie umiejętność właściwej oceny takiej sytuacji. Język dialogu jest pożądany w rozmowie z każdym partnerem, niezależnie od różnicy percepcji i przekonań, ale w razie potrzeby musi on w porę ustąpić miejsca bardziej zdecydowanym postawom.
- Świat według Baracka Obamy - część I, część II
- Świat według Johna McCaina - część I, część II
- Wolny handel według McCaina i Obamy
- Wywiad: Polityka zagraniczna USA - wyzwania i zadania - część I, część II
- Książka: Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych w latach 2000-2004
- Kandydaci na celowniku aktywistów internetowych
- Kandydaci o Tybecie


Komentarze
Pokaż komentarze (5)