Jest million powodów, dla których możemy uznać Johna F. Kennedy’ego za bohatera, ale jeden z nich według doktora Andreasa Etgesa z Free University of Berlin jest wybitnie amerykański: żaden inny prezydent nie pojawiał się tak często w komiksie o Supermanie. W czasie trwania jego tragicznie zakończonej kariery, występował w serii o superbohaterze cztery razy, w tym latem 1964 roku, prawie rok po zamachu.
John F. Kennedy i Superman
Historia zaprezentowana w komiksie nie miała być pośmiertnym hołdem- została narysowana przed wydarzeniami w Dallas, ale po śmierci Kennedy’ego wydawcy nie chcieli jej opublikować, gdyż nie chcieli urazić rodziny prezydenta. Komiks został wydany jedynie dzięki Lyndonowi B. Johnsonowi, który podobno wydał osobiste polecenie do dyrektorów DC Comics, by uczcić w ten sposób pamięć swojego poprzednika. Historia rozgrywa się na przyjęciu zorganizowanym przez Biały Dom, na które zaproszony jest zarówno Superman jak i Clark Kent. Przeczuwając, że nieobecność jednego z nich będzie bardzo podejrzana Człowiek ze Stali ujawnia Kennedy’emu swoją drugą tożsamość w prywatnej rozmowie. Prezydent doskonale rozumie problem Supermana i znajduje rozwiązanie – podczas przyjęcia sam przebiera się za Clarka Kenta, żeby zachować tajemnicę. Superman przyjmuje prezydencką propozycję i deklaruje, że darzy przywódcę narodu wielkim szacunkiem – wyobraźcie sobie, że mówi to do Johnsona albo Nixona. Jak wspomniałem wcześniej, historia nie miała być hołdem dla JFK, ale nadal pozostaje jednym z najdziwniejszych przejawów jego uwiecznienia.

Misja Supermana dla prezydenta Kennedy'ego
A teraz coś z zupełnie innej beczki: Część ludzi w Stanach Zjednoczonych, szczególnie kobiety, nadal nie może się pogodzić z wyborczą klęską Hillary Clinton. Doktor Janet Martin z Bowdoin College w Maine, która wydaje się być jedną z nich, ma nadzieję na to, że nie wszystko jeszcze przepadło i że zwolennicy Clinton znajdą sposób na to, by zmienić finał konwencji, a nawet rozbić ją w razie potrzeby. Trudno jest sobie wyobrazić możliwy scenariusz, który mógłby doprowadzić do nominacji Hillary, ale determinacja tych ludzi jest przerażająca. W każdym razie - dobrze dla McCaina.
Maciej Józefowicz
Podobne:
- Niespodziewana zamiana ról - relacja z Wittenbergi II
- Prezydent to taka kiepska wersja polskiego króla - relacja z Wittenbergi (I)
- Kampanie sprzed lat: 1960
- Nixon kontra Kennedy
- Trzynaście dni Kennedy'ego
- JFK


Komentarze
Pokaż komentarze (2)