Najnowsza książka Madeleine Albright, opatrzona podtytułem Reflections on America, God, and World Affairs, nie ukazała się jeszcze po polsku, w przeciwieństwie do poprzedniej publikacji Pani sekretarz stanu, wydanej w roku 2005. Oczywiście samej autorki nikomu przedstawiać nie trzeba, gdyż ze względu na zajmowane stanowisko powinna ona być dobrze znana większości Polaków, nawet tym średnio interesującym się polityką Stanów Zjednoczonych. Nikomu również nie trzeba przedstawiać prezydenta Billa Clintona, który napisał wstęp do publikacji.
Dlaczego zatem ta książka zasługuje na uwagę? No cóż, mnie zainteresowała ze względu na poruszaną tematykę - jest to kolejna książka, po Our Endangered Values prezydenta Jimmy'ego Cartera, która łączy dwie bardzo ciekawe cechy - traktuje o religii i została napisana przez decydentkę polityczną bardzo wysokiego szczebla.
Książka Albright pozwala uświadomić sobie jak olbrzymią rolę w polityce odgrywa moralność i system wartości, a przede wszystkim religia. Znaczenie religii najtrafniej chyba określił ksiądz Richard John Neuhaus stwierdzając: Polityka jest przede wszystkim funkcją kultury, w sercu kultury znajduje się moralność, a w sercu moralności jest religia. I o tym właśnie traktuje książka Madeleine Albright.
Książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich God, Liberty, Country zawiera bardzo wiele przemyśleń autorskich, ma zdecydowanie bardziej osobisty charakter niż pozostałe dwie części. Sekretarz stanu analizuje w niej miejsce religii w polityce i dochodzi do wniosku, że podstawowym błędem, jaki występuje zarówno w tradycyjnych szkołach dyplomacji, jak i w dyplomatycznej praktyce jest zdecydowane niedocenianie religii. Albright twierdzi: Dyplomaci moich czasów nauczyli się unikać kłopotów, a wydaje się, ze właściwie żaden inny temat nie jest tak zdradliwy jak religia. Jednocześnie analizując historię Albright wskazuje na bardzo wiele błędów, które były skutkiem niedoceniania religii - przede wszystkim irańska rewolucja, której nie przewidziano oraz samospalenia - protesty mnichów buddyjskich, które wstrząsnęły opinia publiczną w czasie wojny w Wietnamie.
Część druga Cross, Crescent, Star poświęcona jest analizie najważniejszych współczesnych konfliktów gdzie czynnik religijny odgrywa ważną rolę, jak i samym trzem wielkim religiom monoteistycznym. Moim zdaniem najciekawszy jest jednak rozdział poświęcony polityce George’a W. Busha. Madeleine Albright oczywiście krytykuje Busha, jednak sama krytyka oparta jest prawie wyłącznie na argumentach religijnych, co czasami może wydać się kuriozalne (np. gdy autorka zastanawia się czy urzędujący prezydent nie popełnił grzechu, gdy w odpowiedzi na wydarzenia 11 września 2001 roku cytował Kazanie na Górze). Nie sposób jednak nie uznać, że w wielu miejscach Albright tą religijną retoryką trafia Busha mocniej niż ktokolwiek inny. Wszak to dzięki głosom 80 milionów ewangelików Bush zasiada w Białym Domu.
Wreszcie ostatnia część to podsumowanie naznaczone apelem, aby decydenci polityczni przykładali większą wagę do spraw religijnych, albowiem bez zrozumienia ich zawiłości niemożliwa jest bardzo często prawidłowa ocena sytuacji międzynarodowej.
Reasumując - jest to kolejna wartościowa książka wpisująca się w nurt krytyki ewangelickiego podejścia do spraw wiary i polityki, które cechuje nadmierna prostolinijność i militaryzm, z pozycji liberalnego chrześcijaństwa. Książka świetnie pokazuje, że religijność nie jest równoznaczna z fanatyzmem.
Podobne:
- Seymour M. Lipset: Wyjątkowość amerykańska - broń obosieczna
- Jimmy Carter: Nasze zagrożone wartości. Kryzys moralny Ameryki
- Marta Troszyńska: Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych w latach 2000-2004
- Peter C. Whybrow: American Mania
- Kitty Kelley: Rodzina
- Sebastien Fath: Religia w Białym Domu


Komentarze
Pokaż komentarze (7)