Po 4 latach "misji stabilizacyjnej" sytuacja nieco się uspokoiła, ale obecne władze irackie [vide zabiegi ambasadora] nie są pewne swego, chyba boją sie powtórki z Wietnamu, kiedy niezbyt lubiany reżim upadł pod ciosami komunistów po wycofaniu się z teatru działań Amerykanów. Brytyjczycy uciekający z Basry sami mówią, że trzeba było pozostać jeszcze ze 2 lata [vide wypowiedzi żołnierzy z dzisiejszego Dziennika]. Smutna sprawa. Wyjść źle, ale i zostać też niedobrze. A gdy jeszcze spojrzy się na całą sprawę z perspektywy i wspomni się hurraoptymistyczne przewidywania z 2003 r.
O szybkim zwycięstwie demokracji, o gigantycznych kontraktach dla polskich firm, o nieustającej przyjaźni Amerykanów. To już nawet nie chodzi o słynne "Future is no visas" Kwaśniewskiego. Nie tak dawno czytałem, że hummvee dawane Polakom przez Amerykanów w Afganistanie to w niektórych przypadkach jakiś powypadkowy złom wycofany z innych frontów. Tak właśnie wygląda nasz sojusz. Potrzebny Bushowi jak piąte koło u wozu. Jako argument "ostatniej deski ratunku" w debacie z Kerrym [tym z żoną od keczupów, jakby ktoś zapomniał]. You forgot Poland. A no właśnie George, you forgot Poland.
W PiS też nieciekawie. Nawet nie warto o tym wiele pisać. Od wielkich nadziei do opozycyjności, przerywanej jękami "jak to nas media wykończyły". Smutna sprawa. Repeta z PC, tyle tylko, że PiS jest dużo silniejszy i przetrwa bieżące "rozłamiki". Kasa, kasa, kasa no i PiS to jedyna siła opozycyjna [= spore "okienko medialne"] . A rozłamowcy marnie skończą. Niestety.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)