vipp
KRAINA CYTAT - Silva Rerum
5 obserwujących
102 notki
17k odsłon
  120   0

#RruspolnischeWirtschaft - kto zawinił

(  )

 #rruspolsza -  z Ziemiami Odzyskanymi zrobiła mniej więcej to co małpa robi z zegarkiem. Zniszczono i infrastrukturę kulturalną i transportową. Miasta, które były aglomeracjami rozproszonymi mającymi dzięki tej infrastrukturze w swym zasięgu nawet 200-300 tys. ludności, po upadku systemu transportu stały się 40- 50-tysięcznymi miastami średniej wielkości. Przestały być regionalnymi centrami, jak przed wojną. Ludność przestała podróżować, przynajmniej na te dłuższe dystanse. Wielkomiejskość nagle stąd prysła.
Europejskość też. Kicz zastapił przedwojenną elegancję i smak. Po niemieckiej stronie jest ładnie, po polskiej wygląda jak w Meksyku- wszędze strip landscape: krajobraz nieokiełznanych szyldów i tablic reklamowych, parkingów, centrów handlowych. Po niemieckiej stronie pejzaże amerykańskich przedmieść również istnieją, ale nie zdominowały miast tak doszczętnie jak po polskiej stronie. W Niemczech wciąż są wielkie obszary zwykłej miejskiej estetyki.


Upadła turystyka. Do Karpacza przed wojną przyjeżdżało po kilka pociagów dziennie z Berlina i jeden z Amsterdamu. Dziś na torach rosną drzewa, kolejka narciarska na Kopę to pojedyncze krzesełko niezmienione od 30 lat, poruszające się z prędkością emeryta, jakieś 3 km/h. Narciarze na to nie mają czasu, dziś z Europy, a nawet z Polski jeździ się do Czech. Po polskiej stronie został skansen, w którym rzeczy zmieniają się o wiele za wolno.

https://zary.naszemiasto.pl/kolejarze-wstydzcie-sie-85-lat-temu-latajacy-slazak-jechal/ar/c15-8279838
Gdyby te tereny dziś powróciły do Niemiec, przypuszczalnie nasz zachodni brat przysłałby sztab profesorów, którzy przypuszczalnie przeszczepiliby tu na powrót to co było tu przed wojną, a oni nadal mają zaraz za zachodnią granicą. Przypuszczalnie podobnie jak za Odra i Nysą, do wiosek, miast i miasteczek znów zaczęłyby kursować pociągi co kilkadziesiąt minut, i znów ładowanoby pieniądze w opery i teatry na głębokiej prowincji, zorganizowane w niemieckim stylu, bazujące na teatrach przyjezdnych. Po spektaklach w nich, a jakże, pasażerowie zdążyliby jeszcze załapać się na ostatni pociąg do swojej wioski- przedmieścia, tak jak dziś jest w Niemczech.


Może to nie jest opłacalne, ale nie wiedzieć czemu tym akurat różnimy się od Niemców. Tam nawet na wsiach i w miasteczkach czuć wielkie miasta, musicale, opasłe gazety codzienne przy których najgrubsze polskie to zwykłe tabloidy. Wiem, bo wiele lat mieszkałem w jednej z niewielkich wiosek po niemieckiej stronie granicy.


A dziś te regiony są wciąż zarządzane "z Warszawy". Tu dalej decyzje są rozstrzygane z obcej, przede wszystkim kulturowo, perspektywy. Niemcy to federalizm, tam "centrala" bierze tylko swój udział w podatkach, ustala przepisy ramowe. Resztę robią landy, od telewizji publicznej (a jakże, regionalnej) po program nauki w szkołach. Rola niemieckiej "Warszawy" jest zminimalizowana. Być może i tu byłyby "polskie Niemcy" gdyby nie polski centralizm.
Autor

CAŁOŚĆ

image

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale