Jako byt polityczny, Izrael jest czarownicą. Jego postępowanie jest niezgodne z cywilizacją XXI wieku.
Niezależnie od tego, jak bardzo Izrael kiedykolwiek je posiadał, nie ma już prawa do istnienia.
Cyniczne wykorzystanie przez rząd Netanjahu nalotu Hamasu z 7 października 2023 roku to ostatnia kropla goryczy. Z radosną, nieograniczoną żądzą krwi Izrael celowo wymordował setki tysięcy niewinnych Palestyńczyków. Zrównał tętniący życiem teren z wieżowcami i nadmorskimi kurortami z ziemią pełną gruzów. Bezlitośnie wprowadził blokadę dostaw paliwa, wody i żywności, co doprowadziło do wybuchów epidemii dawno wytępionych chorób, takich jak polio i zapalenie opon mózgowych. Doprowadził do sztucznie wywołanego głodu kilka mil od miejsc, gdzie Izraelczycy spotykają się w restauracjach przyjaznych osobom LGBTQ, by jeść obfite posiłki i pić słodkie wino fermentowane z winogron uprawianych na okupowanych ziemiach.
Argument, że Izrael, czy jakiekolwiek inne państwo narodowe, ma niezbywalne „prawo do istnienia”, zawsze był absurdalny. Od starożytnych imperiów, takich jak Partia, po twory XX wieku, takie jak Czechosłowacja, państwa istnieją tak długo, jak długo potrafią ustanawiać i bronić swoich granic. Kiedy nie potrafią, znikają.
Czasami kraj staje się tak uciążliwy dla sąsiadów, że społeczność międzynarodowa uznaje, iż – niczym domniemana czarownica – należy go wytępić, aby osiągnąć spokój.
Nienasycony ekspansjonizm imperialnej Japonii i nazistowskich Niemiec był tak destrukcyjny, że rywale o diametralnie różnych systemach gospodarczych i politycznych, w tym USA i ZSRR, zawarli sojusze, aby je zniszczyć. Wojny napoleońskie zjednoczyły mocarstwa o sprzecznych interesach, takie jak Wielka Brytania (monarchia konstytucyjna), Rosja (imperium autokratyczne), Austria i Prusy, ponieważ klęska Napoleona była postrzegana jako niezbędna do powstrzymania destrukcyjnej dominacji Francji i przywrócenia porządku regionalnego.
Rządy często działają bez zgody swoich obywateli. Dotyczy to bezpaństwowców z Gazy. Ostatnie wybory Hamasu odbyły się, gdy większość mieszkańców Gazy jeszcze żyła.
Gdyby rząd Izraela nie reprezentował woli swojego narodu, można by mu wybaczyć. Izrael jest jednak demokracją. Netanjahu, prawicowy ekstremista, pełni funkcję premiera od ponad 17 lat, przez wiele kadencji, co czyni go najdłużej urzędującym przywódcą Izraela. Jego brutalne traktowanie Palestyńczyków w okupowanej przez Izrael Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu cieszy się popularnością wśród wyborców. Sondaż z czerwca 2025 roku wykazał, że 76,5% izraelskich Żydów „uważa, że Izrael w ogóle nie powinien brać pod uwagę cierpienia ludności cywilnej lub powinien brać je pod uwagę jedynie w stosunkowo niewielkim stopniu” w planowaniu wojskowym. „Pomimo rozpaczliwego kryzysu humanitarnego, badanie przeprowadzone w maju przez Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym Uniwersytetu w Tel Awiwie wykazało, że 64,5% izraelskiego społeczeństwa w ogóle lub nieznacznie nie jest zaniepokojone sytuacją humanitarną w Strefie Gazy” – donosi „The New York Times”.
Biorąc pod uwagę, że izraelska opinia publiczna popiera ludobójstwo w Strefie Gazy, fakt, że rzecznicy Sił Obronnych Izraela odrzucają medialne zdjęcia głodujących, wychudzonych palestyńskich dzieci jako „fake”, napawa optymizmem. Kiedy Netanjahu mówi, że „w Strefie Gazy nie ma głodu”, przynajmniej jest na tyle świadomy opinii międzynarodowej, że czuje się zmuszony do kłamstwa.
Słyszy się o demonstracjach w Tel Awiwie przeciwko Netanjahu. Ale te protesty nie są wyrazem agitacji przeciwko ludobójstwu Palestyńczyków. Nieliczni izraelscy lewicowcy, którzy protestują przeciwko Netanjahu i wojnie, skupiają się na około 20 pozostałych zakładnikach Hamasu i cierpieniu izraelskich żołnierzy.
Izraelczykom odizolowanym kulturowo, których oficjalnym językiem jest hebrajski, łatwo jest ignorować zbrodnie wojenne popełnione w ich kraju. „Główne krajowe media informacyjne rzadko w barwny sposób relacjonowały kryzys humanitarny w Strefie Gazy” – zauważa „Times”. Izrael, ostatni ocalały relikt brytyjskiego imperializmu, to państwo apartheidu, które stale ignoruje rezolucje Organizacji Narodów Zjednoczonych, której w wyjątkowy sposób zawdzięcza swoje powstanie, i ignoruje negatywną opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych, od której zależy jego przetrwanie gospodarcze, militarne i dyplomatyczne. Podobnie jak Niemcy w latach 30. i 40. XX wieku, znormalizował bezprawie, dehumanizował i mordował ludzi, aby ukraść ich ziemię, i zaangażował się w agresywną ekspansję militarną bez końca.
Izrael jest śmiertelnie chorym społeczeństwem.
W przeciwieństwie do Niemiec, które zostały zdziesiątkowane pod koniec II wojny światowej, pogodziły się z porażką i oczyściły się poprzez dekady pokuty za nazizm, Izrael raczej nie zostanie zmiażdżony militarnie ani duchowo odrodzony. Ma nikłe szanse na rehabilitację.
Izrael jest niebezpieczny. Tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy Izrael zbombardował Iran, zbombardował i przeprowadził bezładne ataki bombowe z pagerów w Libanie, jeszcze bardziej ośmielił faszystowskich „osadników” na Zachodnim Brzegu do mordowania palestyńskich cywilów, a także obalił rząd Syrii, gdzie w niewytłumaczalny sposób wprowadził na miejsce świeckiego przywódcę radykalnego byłego dżihadystę Al-Kaidy – a następnie ponownie zbombardował Syrię. Nawet według standardów Bliskiego Wschodu żaden inny gracz nie jest tak destabilizujący ani brutalny jak Izrael. Jak długo jeszcze potrwa, zanim Netanjahu lub jego następca użyją jednej z nielegalnych izraelskich broni jądrowych?
Państwo Izrael to uciążliwa wiedźma. Musi zniknąć.
Powiedzmy sobie jasno. Zniesienie Izraela – zapewnienie, że Palestyna od rzeki do morza będzie wolna – nie oznacza ani nie wymaga usunięcia któregokolwiek z jej mieszkańców.
Żydzi, Arabowie, chrześcijanie i inne grupy żyły pokojowo obok siebie w Palestynie za czasów Imperium Osmańskiego. Naród niemiecki przetrwał upadek Hitlera i prosperuje do dziś. Naród radziecki przetrwał upadek w 1991 roku. Tak samo będzie z narodem państwa narodowego, które powinno stać się dawnym państwem Izrael prędzej czy później.
Ted Rall
Inne tematy w dziale Polityka