VivPalestina VivPalestina
84
BLOG

Trump czyni Izrael większym

VivPalestina VivPalestina Polityka Obserwuj notkę 0
W zeszłym tygodniu Donald J. Trump oświadczył, że jako prezydent Stanów Zjednoczonych uważa, że ​​ma „prawo robić, co chce”.

image

To oświadczenie jest istotne dla zrozumienia wątpliwego postrzegania przez Trumpa samego siebie i swojego urzędu i powinno stanowić ostrzeżenie, że należy spodziewać się dalszych nierozsądnych, egoistycznych działań. Najpoważniejsze zbrodnie Trumpa dotyczą polityki zagranicznej, a w szczególności jego współudziału w ludobójstwie Palestyńczyków przez Izrael oraz ciągłych dostaw broni na Ukrainę w celu przedłużenia konfliktu z Rosją. Obecnie Trump najwyraźniej planuje dostarczenie Kijowowi amerykańskich pocisków manewrujących dalekiego zasięgu, zdolnych do atakowania celów położonych głęboko w Rosji, w tym w Moskwie i Sankt Petersburgu.

W typowo kuriozalnym wybuchu Trump stwierdził, że Ukraina przegrywa, ponieważ znajduje się „w defensywie” i musi zmienić swoje myślenie na „ofensywne”, w czym Stany Zjednoczone najwyraźniej jej pomogą.

Trump nadal grozi sankcjami i działaniami militarnymi praktycznie każdemu, kogo spotyka na całym świecie. Czy III wojna światowa zbliża się wielkimi krokami, a na liniach frontu znajduje się broń jądrowa?

Do tego dochodzi ryzyko niesprowokowanej agresji w innych częściach świata, w tym bombardowanie Iranu i niedawne wysłanie trzech okrętów wojennych do Wenezueli. Czy któryś z tych krajów zagroził Stanom Zjednoczonym? Relacje z Indiami i Brazylią również pogorszyły się z powodu nacisków i obelg ze strony Waszyngtonu. Zawsze są też Chiny, zaciekły rywal, czekający na zmianę kierunku amerykańskiej potęgi militarnej, podczas gdy nawet Grenlandia nie jest bezpieczna, ponieważ Trump zadeklarował chęć jej zdobycia. W zeszłym tygodniu duńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora USA, aby poskarżyć się na wysiłki Waszyngtonu zmierzające do destabilizacji Grenlandii, która jest terytorium duńskim. Jakże trafne, że Trump chce zmienić nazwę Departamentu Obrony, nazywając go Departamentem Wojny!

Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia Trumpa, ku zaskoczeniu wszystkich, podczas przemówienia na posiedzeniu gabinetu, specjalny wysłannik Trumpa i partner biznesowy, Steve Witkoff, powiedział prezydentowi i obecnym w sprawie zbliżającej się Pokojowej Nagrody Nobla: „Życzę sobie tylko jednego: aby Komitet Noblowski w końcu opamiętał się i zrozumiał, że jest pan najlepszym kandydatem, jaki kiedykolwiek nominowano do tej nagrody. Pański sukces zmienia zasady gry w dzisiejszym świecie i mam nadzieję, że wszyscy to rozumieją”.

Słuszna uwaga, Steve, dlaczego więc poprzestać na pochlebstwach dla kogoś, kto nie jest zbyt błyskotliwy? Dlaczego nie objąć tymi pochwałami Departamentu Wojny Trumpa, zgodnie z sugerowaną już zmianą nazwy Centrum Kennedy'ego na jego cześć, a także Międzynarodowego Portu Lotniczego Dulles?

Prezydent Trump najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że są to instytucje publiczne i że nie ma prawa przyklejać do nich swojego nazwiska, by podsycać swoje ego. Spójrzcie też na Biały Dom, gdzie Gabinet Owalny został pozłocony, odzwierciedlając zły gust Trumpa i jego skrajną wulgarność, zamieniając go w wersję Mar-a-Lago. Portrety poprzednich prezydentów zostały nawet usunięte z widoku, zastąpione obrazami o jeszcze gorszym guście, przedstawiającymi wojowniczego i agresywnego prezydenta Trumpa w całej jego okazałości. Nawet budynki federalne w Waszyngtonie prezentują teraz ogromne banery z nachmurzoną twarzą Donalda Trumpa. A on dodatkowo ingerował w tak zwany Dom Ludu, gdzie jest co najwyżej tymczasowym rezydentem, niszcząc Ogród Różany i budując monstrualną salę balową za 300 milionów dolarów, która przyćmi oryginalny historyczny budynek Białego Domu. Bez wątpienia Donald J.

Trump to ignorant, który zrobi wszystko, co w jego mocy, by zniszczyć Konstytucję Stanów Zjednoczonych i naszą republikę, zanim opuści urząd. Tak, może zrobić wszystko, nawet wysłać wojska federalne, by okupowały nasze miasta pod pretekstem nadmiernej przestępczości.

Istnieje tylko jeden wyjątek od powszechnego wrażenia, że ​​Trump biega po Waszyngtonie i całym kraju, kiedy nie gra w golfa ze swoimi znajomymi z biznesu, z piłą łańcuchową gotową zniszczyć i posiekać wszystko na kawałki. Wyjątkiem jest jego traktowanie Izraela, konsekwentne schlebianie interesom państwa żydowskiego i wewnętrznym naleganiom lobby izraelskiego. Dopływ broni dostarczanej przez USA do Izraela jest stały, podczas gdy premier Benjamin Netanjahu dokonuje ludobójstwa, którego celem jest nic innego jak eksterminacja narodu palestyńskiego. W zeszłym tygodniu Izrael zabił pięciu dziennikarzy międzynarodowych i piętnastu pracowników medycznych w ataku na szpital, który był jednym z niewielu pozostałych ośrodków medycznych w Strefie Gazy.

Trump i jego ambasador w Izraelu, Mike Huckabee, nie podjęli żadnych działań w odpowiedzi. Huckabee jasno dał do zrozumienia, że ​​wierzy, iż Żydzi są „wybrani przez Boga” i mogą robić, co chcą, bezbronnym Palestyńczykom. Kiedyś ambasadorzy USA byli wybierani na podstawie ich zdolności do reprezentowania amerykańskich interesów. To już przeszłość za Donalda Trumpa!

Kolejny niedawny epizod osobiście powiązany z Trumpem pochodzi z Francji, gdzie Trump mianował ojca swojego zięcia, Charlesa Kushnera, ambasadorem w Paryżu.

Kushner jest skazanym przestępcą, który ma tylko jedną zaletę: jest nieodwołalnie Żydem i ma proizraelskie poglądy polityczne. Jest oczywiste, że Kushner nie powinien w ogóle piastować tego stanowiska: spędził dwa lata w więzieniu za unikanie płacenia podatków, nielegalne darowizny na rzecz Partii Demokratycznej i zastraszanie świadków. Zaatakował nawet swoją siostrę, która była świadkiem przeciwko niemu, płacąc prostytutce za uwiedzenie jej męża i sfilmowanie całej sytuacji, aby go szantażować.

Były gubernator New Jersey, Chris Christie, prowadził śledztwo w sprawie Charlesa Kushnera, i określił sprawę jako „jedną z najbardziej odrażających i obrzydliwych zbrodni”, z jakimi kiedykolwiek się zetknął. Kushner został ułaskawiony przez Trumpa w 2020 roku.

W zeszłym tygodniu ambasador Kushner wywołał oburzenie we francuskim rządzie, publicznie potępiając to, co określił jako narastający antysemityzm we Francji. 24 sierpnia Kushner opublikował w „Wall Street Journal” „List do Emmanuela Macrona”. W liście znalazł się następujący fragment: „Piszę, aby wyrazić moje głębokie zaniepokojenie gwałtownym wzrostem antysemityzmu we Francji i brakiem wystarczających działań ze strony jego rządu w tej sprawie”.

"Antysemityzm od dawna naznacza życie we Francji, ale eksplodował po barbarzyńskim ataku Hamasu z 7 października 2023 roku. Od tego czasu ekstremiści i radykalni aktywiści popierający Hamas prowadzą kampanię zastraszania i przemocy w całej Europie. We Francji nie ma dnia, aby Żydzi nie byli atakowani na ulicach, synagogi i szkoły nie były niszczone, a żydowskie firmy nie były dewastowane. W dzisiejszym świecie antysyjonizm to po prostu antysemityzm. Prezydent Trump i ja mamy żydowskie dzieci i wnuki. Wiem, co sądzicie o antysemityzmie, podobnie jak wszyscy Amerykanie… Wzywam was do zdecydowanego działania: bez wyjątku egzekwowania przepisów dotyczących przestępstw z nienawiści, zapewnienia bezpieczeństwa żydowskim szkołom, synagogom i przedsiębiorstwom, ścigania sprawców naruszeń z najwyższą surowością oraz zaniechania środków, które legitymizują Hamas i jego sojuszników".

Nic więc dziwnego, że list Kushnera ukazał się zaledwie kilka dni po tym, jak premier Izraela Benjamin Netanjahu napisał coś podobnego do Macrona, potępiając go za deklarację uznania przez Francję państwa palestyńskiego. Francja natychmiast odrzuciła oskarżenia Kushnera i wezwała go przed oblicze Macrona i francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ale Kushner nie stawił się i odmówił przeprosin. „Francja stanowczo odrzuca te najnowsze oskarżenia” – oświadczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych , dodając, że „oskarżenia ambasadora są niedopuszczalne”.

Donald Trump i Senat USA, który zatwierdził nominację Kushnera, mogą się zastanawiać, dlaczego ambasador USA we Francji bardziej skupia się na lobbingu na rzecz Izraela niż na ochronie interesów USA. To pytanie należy zadać zarówno Kushnerowi, jak i Huckabeemu w Izraelu.

Ostatnia wiadomość, która, miejmy nadzieję, zaszokuje wielu czytelników, dotyczy nowych dowodów na potężny wpływ Izraela na rząd USA i wszystko, co z nim związane. Kilku amerykańskich żołnierzy publicznie oświadczyło, że byli prześladowani i karani za dzielenie się z przyjaciółmi krytycznymi poglądami na temat trwającej masakry Palestyńczyków w Strefie Gazy. Zauważono, że wolność słowa gwarantowana przez Pierwszą Poprawkę istnieje w Stanach Zjednoczonych tylko dopóty, dopóki nie krytykuje się Izraela, ale godne ubolewania jest to, że żołnierze przysięgający bronić Konstytucji są pozbawiani podstawowych praw obywatelskich. Jeden z żołnierzy, Jonathan Estridge, sierżant armii z dwudziestoletnim stażem, został wezwany do biura oficerskiego i poinformowany, że jest badany jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego za publikowanie krytyki Izraela w mediach społecznościowych. Jak zauważył, odmówiono mu prawa do krytykowania polityki obcego państwa tylko dlatego, że tym państwem jest Izrael.

Drugim żołnierzem, który został ukarany, był członek Zielonych Beretów elitarnego oddziału spadochronowego Sił Specjalnych. Opisał, że został wezwany przez funkcjonariusza i poinformowany, że nie może już być członkiem grupy, ponieważ wypowiadał się przeciwko Izraelowi. W sprawie swoich twierdzeń udzielił wywiadu dziennikarzowi Greyzone, Maxowi Blumenthalowi.

A jeśli to nie wystarczy, by cię zszokować, co powiecie na najnowsze wieści od sędziego federalnego Trevora McFaddena z Krainy Wolnych i Domu Odważnych ? McFadden orzekł, że spalenie flagi USA jest wyrazem wolności słowa, natomiast spalenie flagi Izraela jest „dyskryminacją rasową”, czyli „zbrodnią z nienawiści”. Sędzia uznał Gwiazdę Dawida na fladze Izraela za symbol „dziedzictwa rasowego”, podnosząc symbol polityczny obcego państwa do rangi świętej tożsamości rasowej, stawiając go na równi z amerykańskimi prawami obywatelskimi. Decyzja ta oznacza, że ​​to, co normalnie byłoby protestem politycznym przeciwko Izraelowi, może teraz zostać uznane w Stanach Zjednoczonych za rasizm i uznane za nielegalne, ze szkodą dla wolności słowa i Pierwszej Poprawki.

Jak na ironię, Donald Trump właśnie podpisał rozporządzenie wykonawcze, które uznaje skazanie za spalenie flagi amerykańskiej za przestępstwo, za które automatycznie grozi kara roku więzienia. Wygląda na to, że różne części amerykańskiego rządu nie mogą dojść do porozumienia w żadnej kwestii poza ochroną Izraela i jego szanownego premiera Benjamina Netanjahu.

Philiph Girardi

Pogromca trolli

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka