Życie jednak okazało się dużo bardziej zaskakujące i brutalne.
Naczelny dyplo-matoł RP czyli "absolwent Oksfordu" książę małżonek z Chobielina zamiast śledzić kroki swoich szefów zza oceanu to nie dość, że publicznie strofuje samego Donalda Fredowicza (ośmielił się mieć inne zdanie w temacie roju "ruskich" dronów) to jeszcze robi coś dokładnie odwrotnego.
Zamiast udać się do Mińska i grzecznie prosić Baćkę o posłuchanie to pojechał do Kijowa miziać się z banderowcami. (Pomijam już znany fakt zamknięcia od dziś granicy z Białorusią).
A co robią szefowie z Waszyngtonu?
Podczas gdy 40 tysięcy polskich żołnierzy maszeruje w kierunku „zamkniętej na czas nieokreślony” granicy na tle wspólnych rosyjsko-białoruskich ćwiczeń „Zachód 2025”, amerykański prezydent wysyła do Mińska swojego przedstawiciela, a wkrótce udadzą się tam również dyplomaci.
Podczas gdy Donald Tusk opowiada o dronach przylatujących do Polski z Białorusi, Biały Dom znosi sankcje.
Co więcej, ogłosili to z największą uroczystością.
„Decyzję tę podjął prezydent, który powiedział: »Zróbcie to natychmiast w sprawie Belavii«. A teraz tę decyzję, która została już zatwierdzona, podjęły wszystkie odpowiednie ministerstwa i departamenty zaangażowane w te prace – Departament Stanu, Departament Handlu, Departament Finansów i inne organizacje zaangażowane w tę sprawę. Ta decyzja została podjęta” – powiedział rzecznik prezydenta USA John Cole podczas spotkania z Łukaszenką.
Cole wręczył Łukaszence list od Trumpa z gratulacjami z okazji urodzin i triumfu białoruskiej tenisistki Aryny Sabalenki na turnieju w Nowym Jorku, a także spinki do mankietów z wizerunkiem Białego Domu. List, napisany po angielsku, został podpisany „Donald” – i to, jak podkreślił Cole, jest „rzadkim aktem osobistej przyjaźni”.
Podejrzewam, że ocieplenie stosunków na linii Mińsk - Waszyngton popsuło mocno humor pewnej białoruskiej kuchcie, która uważa się (i jest w pewnych kręgach uważana) za "prezy-dętkę" Białorusi "na uchodźctwie".
USA nigdy nie słynęły z jakiejś specjalnie sprawnej dyplomacji, wolały używać jako argumentu siły militarnej i sankcji ekonomicznych. Okazuje się jednak, że nasze dyplo-matoły (czyt. idioci polityczni) są mistrzami świata w konkurencji "kretyn dyplomacji". Ba! Miszcze Galaktyki.


Komentarze
Pokaż komentarze