Nadrabiając zaległości moja refleksja w kontekście nadchodzącego pokoju w wojnie Rosyjsko Ukraińskiej.
Donald Trump rozpoczął swoją kadencję między innymi hasłem "drill baby, drill" A ma ono dość duże konsekwencje . Paradoksalnie nie musi ono oznaczać bardzo dużego wzrostu wydobycia ropy w USA. Ułatwienia polityczne to jedno, a ekonomia to drugie. A ropa w USA to w znaczącym procencie łupki. Ropa pozyskiwana tą technologią jest droga, droższa o dobre naście dolarów od ropy saudów. Już od jakiegoś czasu ropa z łupków pełni doskonałą rolę stabilizującą. Cena rośnie - wydobycie rośnie - cena spada - wydobycie spada. Z drugiej strony wojna wyeliminowała z części legalnego rynku Rosjan. Jeżeli będą chcieli na rynek wrócić,będą też walczyć ceną. Czym oczywiście wkurzą Saudów. A na rynku jest też Wenezuela i być może Syria. I kółko się zamyka. Podsumowując ropa raczej będzie tania. Ciekawie robi się też po stronie popytowej.
Na rynku Chińskim, który ostro pompuje elektryfikację transportu widać będzie zmniejszenie zapotrzebowania na paliwa płynne. Podobnie ta tendencja będzie widoczna w USA i Europie. Czy zostanie to zrekompensowane zapotrzebowaniem na inne produkty ropopochodne? Chińskie prognozy mówią, że tak. Ale chińskie oficjalne prognozy bazują na fakeowych statystykach. A chiński popyt wewnętrzny spada, a wojna celna z USA się rozkręca.
Generalnie specjaliści i profesjonalni analitycy oficjalnie twierdzą, że do 2030 r. zobaczymy szczyt światowego zapotrzebowania na ropę. Moim zdaniem 5 lat to bardzo ostrożna prognoza. I nie zmienią tego Indie i Afryka.
W tym kontekście zakończenie wojny może być dla Rosji równie kosztowne jak jej kontynuowanie...


Komentarze
Pokaż komentarze