Wzięłam kredyt dla bezrobotnych w wysokości mojej dawnej pensji. Nic to, ważniejsze, co z tym fantem zrobić? Od dwóch lat jeżdżę stara fiestką, niemiłosiernie poobijaną, z dziurami w błotnikach, której jedyną zaletą jest świetny silniczek. No cóż - postanowiłam kupić samochód, bo mój syn wstydził się podjechać naszym pojazdem do przedszkola.
Unia Europejska, która wspólfinansuje mój kredyt, zażądała, żeby samochód miał homolagację dostawczą do 3 i pół tony. Nie ma sprawy, ale na dokładkę dowiedziałm się, że na samochód mogę przeznaczyć z unijnej kasy jedynie 5 tysięcy złotych. W tej cenie samochodu z homolagacją nie ma. Dowiedziałam się, że samochód na ciężarówkę można przerobić - kosztuje to 5 stów za włożenie lipnej kratki i 363 złote za pieczątkę. W dowodzie jakas tajemnicza róznica musi być minimum pół tony. Zgroza. Nic z tego nie rozumiem.
Kupiłam pasata kombi, 1,6, diesel. Teoretycznie wszystko się zgadza - róznica między czymś, a czymś przekracza pół tony. Zapłaciłam za niego 4000 złotych - nie na papierze, tylko zwyczajnie. Passat ma jednak swoją historię, bo inaczej nie byłoby o czym pisać.
Po bezskutecznym przeszukiwaniu ogłoszeń, postanowiłam zasięgnąć porady u mojego sąsiada. "Młoda, kurwa, trzeba po komisach pojeździć. Pojeździmy, zobaczymy. - orzekł sasiad. Umówiliśmy się na następny dzień na 6 rano. Sąsiad zameldował się o 5, razem z synem. Jedziemy - ja zaspana, oni jak skurwionki. Samochód sąsiada, syn jeździ jak rajdowiec. Po przekopaniu kolejnych komisów i rajdzie do Olsztyna, uznaliśmy, że to nie ma sensu. Sąsiad zaordynował jazdę do tajemniczego kolegi. Jedziemy.
Na podwórku kilku facetów rozbiera jakieś samochody. W stodole stoi cysterna bez kół, pełna benzyny. "Mietek, ta młoda, to kurwa samochód chce, co nie? - wrzasnął sąsiad - A trutkę na szczury masz? To ja dwa worki wezmną. Potem ci zapłacę. I śruty dorzuć z pięć worków. Ropa u ciebie po ile?" Ogłupiała łaziłam po podwórku. Naliczyłam 6 pracowników na czarno i za dwa tuziny klientów. "Młoda, co chcesz? - zapytał właściciel tego przybytku - mam kombiaka, passata, w dobrym stanie i nie szczepiony. Kolor ma parszywy, ale glanc maszynka. 4 tysiaki chcę. Bierzesz?" Obejrzałam - 12 letni samochód w kolorze strażackim, bez śladu rdzy. Wzięłam. Zapłaciłam. Wyjechałam. W bagażniku wiozłam śtrutę, trutkę na szczury i jakiś złom, który mój sąsiad uszabrował na miejscu.
Do kombiaka dołożyłam nowy akumulator. Chodzi fantastycznie. teraz albo muszę się modlić, żeby znieśli kratke, albo przerobić go na ciężarówkę. W rewanżu za zacny zakup wzięłam do siebie krowy sąsiada - ganiają po moim sadzie, między żeremiem bobrów a starym warsztatem. Jutro mają przyjechać trzy kozy. Nic to - kombiak fajny, a że z 93? Wazne, że jeździ.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)