Voit Voit
79
BLOG

Świt

Voit Voit Rozmaitości Obserwuj notkę 3

Rankiem obudził mnie potworny łomot czegoś dziwnego. W mazurskiej głuszy łomoty zdarzają się nad podziw rzadko, więc spanikowana wyskoczyłam z łóżka, żeby w razie potrzeby ewakuować rodzinę i zwierzęta. Ledwo nazruciłam sweter, łomot ucichł. Zapaliłam papierosa, zrobiłam kawę i nasłuchiwałam. Cisza. Położyłam się do łóżka i łomot natychmiast się powtórzył, tym razem stawiając na równe nogi także mojego syna. Polazłam szukać źródła atrakcji -  okazało się, że mój nowy sąsiad zza płotu uznał godzinę 5 rano za najlepszą porę do "tworzenia form skalnych ogrodu w stylu japońskim". Źródłem łomotów okazały się potężne wywrotki pełne kamieni, z metalową klapą, która zamykała się z mrożącym krew w żyłach hukiem. 

Zabawa z sąsiadem trwa od kilku lat -  najpierw powstał zadziwiający "dom w stylu mazurskim", czyli kanadyjka obita imitacją bali. Potem pojawiła się brama, jako żywo przypominająca wjazd do hutoru -  ogromna, kilkumetrowej wysokości, bogato rzeźbiona z dużą ilością balasków. Potem pojawiła się piwnica na wino, kamienna drewutnia z panoramicznym oknem i kilka stert głazów. Wreszcie wybrukowano podjazd, a resztę częściowo wysypano żwirem - który ciężarówki natychmiast rozjeździły -  a częściowo wysypano ziemią ogrodniczą. Na koniec pojawiła się firma ochroniarska, zakładając zbublowane alarmy, które wyły całymi nocami i pani inżynier od ogrodów.  Ta ostatnia nie wyła, tylko pilnie rozrysowywała orientalne plany. W ten sposób pod pseudomazurską chałupą niebawem zaczną w stawku pływać złote rybki, a na rabatkach rosnąć tuje, które jak wiadomo są ulubioną rośliną Kraju Kwitnącej Wiśni. Zabawa trwa długo, bo rozmach inwestycji przekroczył już dawno możliwości finansowe właściciela. Dzięki temu mamy przyjemność od czasu do czasu wysłuchiwać awantur między kolejnymi niedopłacanymi ekipami, a sąsiadem.

Opieprzyłam ekipę od kamieni, wróciłam do domu, ale sen jakoś wrócić nie chciał. I dobrze, bo po chwili przywędrowała Uma. Uma w naszej wsi ma szczególną pozcję -  leczy, doradza, ochrzania, rozsądza spory. Z jakiś przyczyn mnie polubiła i często sobie przychodzi.  Dzięki temu mój status we wsi znacznie wzrósł, bo wizyta Umy to zaszczyt. Łażąc w swetrze naciągniętym na piżamę przygotowałam gościowi "większy stakańczyk" księżycówki, która przywędrowała do mnie kilka dni temu zza rzeczki, znalazłam wczorajszy chleb na zagrychę (Uma nic innego nie uznaje) i wysłuchałam najnowszych wiejskich plotek, z której najważniejszą była wiadomość o domniemanej ciąży 14-latki mieszkającej za młynem. Uma wypiła, zakąsiła, podziękowała z Bogiem, zostawiła mi maść na otarcia u koni i poszła, w drzwiach zapowiadając wizytę Kazika od krów. Skąd wiedziała, że przyjdzie -  diabli wiedzą, ale chwilę potem w kuchni zmaterializował się Kazik. Sprawa była zagmatwana -  Kazik ma drewnianą chałupę i trzy obory, potężne, murowane. Zabawa polega na tym, ze o ile na walącą się chałupę ma zezwolenia, o tyle na obory nie. Znalazł się jakiś życzliwy, który doniósł gdzie trzeba, no i do Kazika przyjachała kontrol. Kazik trochę się wkurzył i dla postrachu złapał za kłonicę. Od słowa do słowa i zrobiła się potężna awantura, a jedna z pań biorąca udział w zadymie oskarżyła Kazika o pobicie urzędnika na służbie. Dowodem rzeczowym miała być połamana kłonica i cielesne obrażenia. Po Kazika przyjechała policja na rowerze i jak zbrodniarza zaprowadziła go na posterunek. Gorzej, że kolarz-policjant w cywilu był Kazikowym szwagrem. W sumie sytuacja nie do pozazdroszczenia. Szwagier Kazika wypuścił, a pani czym prędzej oskarżyła go o coś strasznego, tak strasznego, że Kazik nie mógł sobie przypomnieć, jak to straszne słowo brzmiało. Metodą prób i błędów doszliśmy do wniosku, że chodzi o nepotyzm. Kazik bardzo się sprawą przejął i przyszedł po ratunek.  Zadzwoniłam do znajomego adwokata, który akurat przyjechał na weekend na Bełdany i umówiłam mu klienta. Kazik -  chłop wielkości gdańskiej szafy, z rękami jak polana i gębą recydywisty -  zarzekał się, że jego charakter nie pozwala babie kłonicą przyrżnąć. Pięścią tak, bo baba respekt czuć musi, ale żeby dobrą kłonicę na babę marnować?! Co to, to nie. Z Kazika jest dobry gospodarz i sprzętu marnować ani myśli. A poza tym każdy by się zdenerwował, gdyby mu brzydkiemi wyrazy w oczy rzucać, jakby jakimś -  za przeproszeniem -  posłem był. A on przecież porządny człowiek jest.

Uffff... Pozbyłam się załamanego obrazą Kazika, przeniosłam koty (jest 6) do garażu, wybudziłam syna, który w tym czasie zasnął snem sprawiedliwiego. Przy okazji zauważyłam, ze koszona trzy dni temu trawa znowu porosła. Na szczęście koszenie dzisiaj mnie ominie, bo leje jak z cebra. Dzisiaj Rysio dokłada mi kolejne krowy na pastwisko, bo u nich za rzeką wszystko dokumentnie wyliniało od suszy. Zapowiada się fajny dzień, z rodeo w tle.

Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości