Ufka przypomniała mi o jedynej we wsi rodzinie łemkowskiej, wyznania grekokatolickiego. Dawno temu wpadłam do nich, żeby załatwić dostawy krowiego mleka. Gospodarz - z siwą brodą, pełen dostojeństwa - przepytał mnie na okoliczność mojej rodziny. Kiedy dowiedział się, że Ojciec urodził się w Wilnie, zaczął opowieść. Postaram sie ją streścić, chociaż pewnie nie do końca mi się to uda.
Stary już jestem, dużo przeżyłem. Za dużo. Czasami chciałoby się wcześniej umierać.
Moi dziadowie przenieśli się na Ukrainę. Ach! Jakie tam ziemie były! Jak masło! Potem przyszła wojna. Ojciec trafił do obozu. Ziemia wyżywiła i z głodu nie umarlim. Lekko nie było, bo na gospodarce tylko kobiety i dzieci zostały. Ojcowie albo po obozach, albo po lasach. Fronty się zmieniały, raz ruski, raz Niemiec, a raz nasze, z partyzantki. Wasze też przychodziły. Nie wiedzieć, kto gorszy. Panów my mieliśmy - Polaków. Ty takie nazwisko masz, że też pewnie z nich jesteś. Nasi ich rżnęli, Polaki się mściły. Wojna była, co tu mówić. Bóg nas rozsądzi.
Głodu po prawdzie nie było - kontrybucje przyjeżdżały, zabierały. Raz na wojsko, to znowu dla władzy ludowej. Taki los. Róznie bywało - kazali brody starym golić i od żydowinów wymyślały. Los taki. My nie żydowiny, ino tak było, że stare brody mieli.
Pan u nas był. Polak. Ludzki człowiek, ale czas taki. Trza mu było głowę położyć. Syna jego pamietam - taki jako i twój. Krzyczał do ojca, to mu kolbą dali. Już się nie podniósł. Matka się wyrywała, nogi jej rozłożyli... Co tu mówić. Czasy takie. Los taki.
Potem my się tułalim. O Akcji Wisła wiesz? Nam szczęście pisane i tu przyjechalim. Ziemia marna, krowinę jeno uchowaliśmy, ale przeżyć się dało. Po wojnie, jak kołchozy, co to spółdzielnie nazywali, zakładali, wieś nie pozwoliła i ziemię ocalilim
Dzieciak był, jako i twój. A matka taka biała.
Myślisz ty, że ja sumienia nie mam. Mam. Ikona tam wisi, modlę się do niej za nich. Krzywdy nie robili, ale Polacy byli. Od rezunów nas wyzywają teraz. taki los. Pytasz jak tutaj jest? Ano my tutejsze. Teraz tu, jutro tam, co za różnica. My tu ziemię mamy, mój wnuk ją przejął za rentę moja niby. A teraz ty - pani - siedzisz ze mną na przyzbie i gadasz. Tamci tak nie gadali. Czasy takie.
A ja świeczkę pod ikoną palę, bo mi ten obraz spać nie daje. Ja nie rżnął, ale stryjek, wujek... A teraz z tobą na przyzbie siedzę...
Czy wybaczyłam? No cóż - wiele wody w Wiśle upłynęło. Tak, przebaczyłam. Moja rodzina pochodzi z Litwy. Może dlatego było mi łatwiej?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)