Voit Voit
72
BLOG

Urzędnik z ludzką twarzą

Voit Voit Rozmaitości Obserwuj notkę 8

Urzędy mnie nieodmiennie przerażają. Boję sie jedynie księgowych i urzędników -  zawsze chcą ode mnie czegoś, czego nie mam, albo o czym nie mam pojęcia. Na szczęście trafiłam na normalnych ludzi. Szok kompletny.

Po raz kolejny dam pole do popisu wyszukiwaczom danych osobowych -  mieszkam w powiecie piskim, wcześniej - w piaseczyńskim.  Poprzednio udawało mi się wszystko zalatwiać bezkolizyjnie, w drodze vipowskiej, teraz jestem szarym człowiekiem, na którego czekają kolejki i niechętne miny.

Jakiś czas temu wysłałam deklaracje podatkową. Troszku dziwną, bo nie bardzo wiedziałam, jak cholerstwo wypełnić. Dostałam wezwanie do skarbówki, korzystając z okazji postanowiłam przerejestrować samochód.

Panie w skarbówce powitały mnie załamując ręce -  nie dość, że nie ten papierek wypełniłam, to jeszcze pomyliłam NIP, pesel i regon. Co wiecej -  rozliczyłam się za rok 2009, kiedy to miałam rozliczyć się za 2008.   Suma też była zastanawiająca, bo nie wpadłam na to, zeby używać przecinka i w ten sposób zera nieco się przesunęły. Ogólnie bajzel nieziemski. Panie pomedytowały, napisałam jakieś oświadczenie i mój znakomity PIT został anulowany. "Anulujemy, bo inaczej musiałybyśmy karę karno-skarbową naliczyć. Po co ma pani płacić? -  oznajmiła szefowa skarbówki. Poleciałam do kolejnego okienka -  tam miła kobieta powiedziała mi co i jak wypełnić, żeby zapłacić podatek od samochodu. Wodziła za mną palcem i jakoś udało mi się wybrnąć z opresji.

Potem wydział komunikacji -  samochód przerejestrowałm bez żadnych problemów, gorzej z odzyskaniem prawa jazdy (kilka lat temu spaliło się podczas wypadku).  Sytuacja prawna mojego prawka jest skomplikowana i panie mogły spokojnie odesłać mnie z kwitkiem -  w Warszawie zapewne usłyszałabym, że mam przynieść poprzednie prawo jazdy, podać wszelkie dane -  kiedy i gdzie byłam zameldowana,  kto mi prawko ostatnie wystawiał. Tu nie -  panie obdzwoniły wszelkie możliwe miejsca wystawienia pierwszego prawka, przeszukały archiwa (tak... stara jestem), obdzwoniły wydziały od meldunków w kilku miejscach i wreszcie bingo! Znalazły. Dodajmy do tego, że kilka rozmów było zaoceanicznych, w grę wchodziło prawo jazdy z Antypodów, do tego zmiany nazwisk...

Wszystkie sprawy załatwiłam w godzinę, w dwóch różnych punktach miasta. Bez nerwów, bo panie były bardziej przejęte ode mnie. Przy okazji dopadła mnie pani ze skarbówki, wyjaśniając mi zawiłości dokumentów składanych przy zakładaniu działalności gospodarczej. Bez pytania -  usłyszała nazwisko i przybiegła: "Po co mam panią wzywać, jak pani jest -  zdziwiła się niepomiernie moim zdziwieniem.

Dziękuję. Serio. Wizyta u Pań to przyjemność. Chyba zrewiduję moje poglądy na księgowe i urzędników.

Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości