Obiecałam, że o tym napiszę, chciaż dla mnie to diabelnie trudny temat. Znałam jednego z morderców z Jedwabnego, chociaż nic o tym wtedy nie wiedziałam.
Mój dziadek, kiedy dostał Sprawiedliwego wśród Narodów Świata żachnął sie - "Ja nie Żydów ratowałem, tylko ludzi. Jak mi za to moga dawać medal, to bez sensu." W jakiś sposób stało się to moim credo i dlatego w moim domu nigdy nie pyta się "dlaczego", tylko daje się dach nad głową, jedzenie i ubranie. Nigdy się na tym nie przejechałam, Dziadek miał rację.
Dziadek nie wiedział, że tuż koło niego żył jeden z morderców z Jedwabnego. Ja też o tym nie miałam pojęcia, aż do przeczytania wstrząsającej książki Grossa. Przeczytałam i zamarłam - podawałam rękę mordercy z Jedwabnego. Niech to będzie motyw przewodni.
W drugiej połowie lat 70. moi rodzice - z zawodu hotelarze - objęli jeden z ośrodków turystycznych koło Pisza. Wcześniej prowadzili Dom Turysty na Krakowskim Przedmieściu, ośrodki wysokogórskie w Beskidzie... Wychowywałam sie w hotelach. To szczegół, ale istotny. Mieliśmy przystaniowego, Jasia - wiecznie pijanego, znanego z akcji typu "przejdę boso przez jezioro". Jasio miał ojca - spokojnego pszczelarza który na wiosnę przywoził do nas ule, a wraz z pierwszymi gośćmi ośrodka zabierał.
I tak pierwszy raz podałam rękę mordercy.
Ojciec Jasia przyjeżdżał do nas często - pamiętam smak plastrow miodu, taki lepki, rozgrzany słońcem. To jeden z braci Laudańskich. Nie muszę ukrywać jego danych - wszelkie massmedia już je podały. Bawiłam się wokół jego uli i podawałam mu rękę. To jeden z mordercow z Jedwabnego - spokojny, nikomu nie wadzący pszczelarz z zadziwiającymi - patrzę na to z perspektywy czasu - możliwościami.
Jasio już nie żyje, jego ojciec też. Żaden z nich nie dożył książki Grossa.
My z Jedwabnego - czasami, kiedy ktoś ze swadą o tym mówi, czuję się jedną z nich. Jestem w jakiś sposób skalana, bo podawałam rękę mordercy. Wiem, że gdyby przyszedł do mnie i powiedział, że ma kłopot i musi się schować, dałabym mu bez pytania dach nad głową i jedzenie. Bo jestem kompletnie naiwna - pamiętam Dzadka, pamiętam słowa Marka Edelmana. Te o człowieku któremu pomóc trzeba i nie należy zadawa żadnych pytań. Nie jestem Żydówką - moja rodzina wywodzi się z litewskiej arystokracji. A mimo to nie lubię o tym mówić.
Podawałam rękę mordercy z Jedwabnego.
Cieszę sie, że jest wolność prasy, wiem, co robiłam.
Wstrętnie mi. Od lat.
Podawałam rękę mordercy z Jedwabnego. Dziadku, co o tym powiesz?
Mój dom nadal jest otwarty...


Komentarze
Pokaż komentarze (84)