Voit Voit
160
BLOG

Moja panichida

Voit Voit Rozmaitości Obserwuj notkę 12

Przez najblizsze trzy dni, az do pogrzebu Umy, w jej domu będzie panichida, czyli czuwanie, połączone ze śpiewaniem psalmów i czytaniem Psałterza. Byłam tam dzisiejszej nocy, wpadłam tez po południu. Patrzyłam na Umę, taką spokojną, odswiętnie ubraną i przed oczami zaczęły mi migać obrazki z naszej dzwnej przyjaźni...

***

Kilka lat temu wyburzyliśmy starą stodołę i na jej miejscu postanowiliśmy zbudować dość duży warsztat. Rodzice - uciekinierzy z Warszawy -  chcieli tam załozyć stolarnię. Pierwsza ekipa budowlańców zajmowała się przeważnie soba i liczeniem pustych flaszek po piwie. Druga sobą się nie zajmowała, flaszkami tez, za to znikała jak kamfora, kiedy tylko odwrociło się wzrok. Czas nas gonił, więc zdesperowny ojciec poszedł do Ulego, zasięgnąć porady. Uli podumał i wysłał go do Umy. Nie bardzo wiedzieliśmy, w czym Uma może na pomóc, ale pojechaliśmy. 

Uma wysłuchała ojca, nie przerywając. Pomyślała chwilę, w końcu kazała nam wrocić do domu i niczym się nie przejmować.

Następnego dnia na podwórku pojawiła się Uma. Usiadła na ławeczce i zaczęła przyglądac sie brygadzie. Spokojnie, bez słowa. Ekipie robota palila się w rękach. Wieczorem Uma podeszła do majstra -  " Jutro tez mam przyjść, czy juz się nauczliśta? -  zapytała.

Uma do zakończenia budowy nie była u nas ani razu. Nie musiała. Warsztat stanął w iście stachanowskim tempie. Kiedy zapytałam, co zrobiła nierobom, usmiechnęła się: "Nic, zobaczyłam, popatrzyłam..."  

*** 

Kilka miesięcy temu, w nocy, zachorował mój syn. Sprawa wyglądala powaznie, karetka nie przyjezdzała, a ja spanikowana usiłowałam jakoś zbić maluchowi gorączkę. Na dworze mróz -20 stopni, wszystko zawiane śniegiem, na drodze koleiny. Do tego samochod nie chciał mi odpalić. Byłam sama, rodzice pojechali kilka dni wcześniej do Warszawy. Przy moim dziecku siedziała Jerenka, a ja szarpałam sie z akumulatorem i prostownikiem. Wpadłam do domu, zeby sie chwilę ogrzać. Z drzwi krzyknęłam do Jerenki, że jestem. Usłyszałam spokojne "Ja nie Jerenka, ino Uma". "Uma?! Skąd wy, toż przeciez kawał drogi do wsi?" "Ano wiedziałam, co mnie potrzebujesz, to przyszłam -  odrzekła Uma -  Ty lekarzów nie wzywaj,  starej posłuchaj." Całą noc okładałyśmy  dziecko pakunkami siekanej kapusty i plastrami ziemniaka. Rano mój syn sie obudził, szalenie zdziwiony, bez śladu gorączki.  Chwilę potem przyjechało pogotowie.

***

Koło naszego domu jest bocianie gniazdo. Pewnego dnia przyszła zasępiona Uma- "Boćka jajo wyrzuci, ty go mi daj". Wiedziałam, ze marzeniem Umy jest bocianie gniazdo na dachu, ale co do tego ma wyrzucone jajko? Nastepnego dnia Jureczek przywazył, że jajko wypadło. Odszukał, przyniosł je do mnie. Zawiozłam je do Umy. Pokiwała głową, zabrała.

Tydzien później w kuchni Umy siedział mały bociek i domagał się jedzenia.  

Bociek odleciał, a następnego roku na dachu chałupy Umy para ptaków załozyła gniazdo. Znajomy ornitolog, ktory do mnie zawitał, całą sprawę poddał w wątpliwość. Zawiozłam go na miejsce, przywitała nas Uma, jak zwykle małomówna. Posiedzieliśmy chwilę na ławce, w powrotnej drodze mój znajomy, jakiś zamyślony mówi: "Wiesz, ona to faktycznie zrobiła..."

***

Moje ostatnie spotkanie z Umą kojarzy mi się z sernikiem i miętą. Na chwilę siadłyśmy przed komputerem, bo Uma była strasznie ciekawa wieści z dalekiego świata. Uwielbiała ogladać wszelkie zdjecia morskich głebin, nieznanych zwierzakow, dziwnych ludzi. Zawsze miałam dla niej coś przygotowanego. Tata wpadł, zeby zamowić miod spadziowy, pogadał chwilę o swojej ukochanej Wilenszczyźnie i zostawił nas same. "To dla synoćka -  rzekła Uma, dając mi staroruskie wydanie Psałterza z nutami, zwanymi "krukawyje", przypominającymi lecące nad hortyzontem ptaki -  a ty mi uż  "wy' nie mów, ino tak ja mam - Uma. Myślisz, ze w tej skrzynce, to o mnie wiedzą? -  zapytała, wskazując na komputer.

***

Wiedzą, Uma. A to moja dla Ciebie panichida.

 

Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Rozmaitości