W moim sadzie zalęgły się bobry. Mnie one specjalnie nie przeszkadzają, za to zatapiają Jureczków. W piwnicy woda po pas. Najpierw padł pomysł - odstrzelić cholerstwo. No tak, ale nie daj Bóg, zeby ktoś doniósł. Leżymy. Bobry wycięły grąd i świezo zasadzoną przeze mnie wierzbę energetyczną. Żeremie ma dobre 6 na 3 metry z czubkiem, razy dwa.
Po okolicznych lasach wyjką wilki. Niedawno zapędziły krowy Rysia w krag i zarznęły co słabsze sztuki.
Lisów i zajęcy, które jeszcze kilka dni temu uskakiwały spod nóg, u nas nie uświadczysz. Dziki ryją buchtowiska, ale saren jak na lekarstwo.
Co się dzieje?
Przegięliśmy, jak zwykle. Bobry już powinny pójść do odstrzału, wilki tez. Nie wiem, dlaczego dalej to tałatajstwo trzymamy.
Kilka dni temu przyjechał do nas Majster Bieda - leśnik, ojciec przyszłych leśników, człowiek patrzący na naturę spokojnie, bez histerii. Bardzo spokojny i wywazony w swoich sądach, który który wiele butów zdeptał na leśych szlakach. Majster Bieda wie, kim jestem i czyta mojego bloga, za co Mu serdecznie dziękuję. Trzeba mieć cierpliwość.
Zaloguj się i pogadamy o ekologii.
Wysłuchajcie głosu rozsądku.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)