Droga przez moją wieś wygąda jak po bombardowaniu. Te kilka kilometrów do przedszkola mojego syna, to slalom między nieprawdopodobnymi dziurami. Niedawno przyjechał "fufik" - facet z beczkowozem, w gumofilcach, obsługujący jakąś dziwną rurę, która najpierw cos wydmuchiwała, a potem wdmuchiwała jakiś żwir pomieszany z asfaltem. Wszystko to w ulewnym deszczu.
Szanowniu Decydenci, miejcie na uwadze 5 władzę. Ja tej drogi nie odpuszczę. Zawieszenie pies trącał - naprawię, z Wami się procesować nie bedę. Gorzej, jeśli włos z głowy spadnie mojemu dziecku. Wtedy rozjadę kazdego. Zostawcie w spokoju nasze lipy, bo będzie afera, jakich dawno tu nie było - w tym z rozkoszą pomogę - a zamiast faceta z fufikiem po prostu zróbcie coś z drogą. Sensownego. Z pominięciem naszych drzew. One mogę spokojnie tu sobie stać. Nikogo nie zabiły, a nasza droga nie musi być szersza.
Panie Starosto, to Pańska droga...
Kolejny adresat - komendant powiatowy policji, którego nie znam i na oczy nie widziałam. Czy Pan, Panie Komendancie wie, co tu się dzieje? Na prostej do naszej wsi rozpędzają się TIR-y i osobówki. Była kiedyś umowa, ze bedziecie tu stać i plnować. Nikogo nie widziałam przez trzy lata. Jest ograniczenie szybkości. Na przysiółku mieszkają dzieci. Panie Komendancie, co Pan na to?
Naszego starostę znam i o dziwio - szanuję. Z poprzednim - tym z Piaseczna - miałam na ostrym pieńku. Po kolejnym zarwanym podwoziu szlag mnie trafił. Nie wiem, czy mnie czyta - to taki apel w powietrze.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)