"Żebyż to kurwa szlag jasny z nieba trafił - rzęził Rysio, machając na syna - Weźmnij i do księdza idź, coby za pogodę dla rolnika indywidualnego się pomodlił! Znaczy się dla chłopa! Co gały wytrzeszczasz! A tu masz - do popa idź, niech do Boga gada, możeć go wysłucha! A i pastor krowie spod ogona nie wypadł, uczony człowiek, idź, niech gada! A one tam msze mają?! Jak nie mają, niech sam gada - zawodził Rysiu, wyciagając kolejne pięcdziesiątki z kieszeni - Ino mi na piwo za to nie idźta, bo kurwa nogi z dupy powyrywam! "
Sianokosy w tym roku nie dość, że późne, to jeszcze w deszczu. Tragedia kompletna, bo skoszone i przewracane pilnie siano namakało wodą i nawet na kiszonkę się nie nadawało. Nic dziwnego, że Rysio wpadł w desperację kompletną. Prawie 100 krów i pokos z ponad 40 hektarów poszedł na marne.
"Rzodkiewka wygniła, sałata tyż, a ogórki to se z gnojowiska wyciagaj, kiej chcesz - oznajmiła Marysia, do której co roku przyjeżdżam po nowalijki. Sąsiad Marysi biadał nad straconymi truskawkami, kolejny z rozpaczą patrzył na mizerne, karłowate czereśnie. "Ludzie przyjeżdżają, zda się by sprzedać, a tu masz - pokazywał na drzewa. "Jakie ludzie?! - wtrąciła się właścicielka pensjonatu agroturystycznego, która niedawno w kozy zainwestowała, żeby turystów na "wsiowt klimat" zwabić - Toż kurwa nikogo nie ma! Ino w łikend na Boże Ciało przyjechali, a teraz puściutko!"
Mazury jak na zbawienie czekaja na pogodę. To dla nas być, albo nie być. Może przyjdzie - są w końcu rzeczy na niebie i ziemi, o ktorych nie śniło się naszym filozofom. A póki co wszyscy gemialnie zasilają kasę wszelkich miejscowych światyń. Może się uda?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)