Od rana zaczęłi mnie napastować telemarketerzy Tepsy, usiłując mi wcisnąć neostradę z telewizją. Wreszcie zmordowana kolejnym nachałem zadzowniłam pod Błękitną Linię, bowiem według mojego rozeznania, przy zabójczej szybkości mojego łącza (256) telewizja nie przejdzie. Do telefonu na Błękitną Linę natchnął mnie jeden z telesprzedawców, który sprawdził, że mogę sobie podwyższyć prędkość.
Na błękitnej Linii miła pani, zmagając się z komputerem i ogólną Tepsową niemocą z trudem przyjęła moje zamówienie, dokładając drukarkę HP w ramach (chyba) zadośćuczynienia za korzystanie z usług Tepsy: "Nie ma problemu - mamy możliwości na dwójkę na tym łączu. Ale będzie pani musiała czekać do zakończenia umowy - powiedzała - Chyba, że... Może pani założyć Neostradę z telewizją i wtedy podwyższymy pani prędkość natychmiast. Tylko musi pani zazwonić pod inny numer. To ja anuluję to zamówienie, a pani u nich załatwi. Szybciej będzie, ale drukarki od nas pani nie otrzyma, niestety..." Trudno się mówi - drukarek ci u mnie dostatek. Dzwonię, w celu założenia netu z telewizję. Odbiera antypatyczna, obrażona panienka.
"Pani nie ma możliwości - oznajmiła panienka - mieszka pani w pipidówie, a tam takie prędkości nie chodzą. Dwójka?! No nie... Zaraz, a może przejdzie, ale chyba nie. Chociaż... To ja mam sprawdzić?... Ale pani jest zdecydowana, tak? No, to sprawdzę, ale to sensu nie ma, bo nie przejdzie - jęczała panienka, zmuszona przeze mnie do ciężkiej i niewdzięcznej pracy - No to ja to zamówienie przyjmę, co nie? Musi pani zaczekać i się nie rozłaczać."
Czekałam dzielnie, szamiąc jednocześnie obiad. Panienka nagle się odezwała: "Ale ja nie mogę tego zamówienia wprowadzić! - nie wiedzieć czemu wydarła sie na mnie - Nie mogę, bo system miał działać od 1 lipca, ale nie działa, może za miesiąc będzie działał! To pani zadzwoni, jak będzie działał! A skąd mam wiedzieć, kiedy będzie działał! A kierownika nie ma - wyszedł, pani wie, ktora jest godzina?! Może i oddzwoni! My to sprzedajemy od klku miesięcy, ale na tym systemie to od wczoraj! No wiem, że nie sprzedajemy, bo nie działa!" Panienka musiała mieć ciężko zszargane nerwy, bo cała konwersacja była przeprowadzana na bardzo wysokich obrotach. "Dlaczego pani mi od razu nie powiedziała, że tradycyjnie padł wam system - udało mi się wejść w słowotok. "Jak miałam powiedzieć, jak nie wiedziałam?! - wrzasnęła panienka - Mogę pani wprowadzić, jak będzie działał - nie wiem, za miesiąc może. A ten transfer jak nie przejdzie po kablu, to se pani antenę satelitarną założy - 29, 90 kosztuje. Talerz znaczy się! Sama se pani założy! My jesteśmy telekomunikacja, a nie anteny satelitarne! Może pani zamówić z założeniem - od 150 do 250 złotych to kosztuje! A skad ja mam wiedzieć, dlaczego jest taka różnica?! To bierze pani, czy nie?!"
I tak nadal nie będę mieć telewizji. No cóż - żadna strata. Gorzej z transferem. Poczekam, zamówię sobie transfer z drukarką (teraz to mi się zupełnie słusznie należy), a telewizor sobie kupię. Jak będę chciała, to nawet z talerzem.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)