Voit Voit
198
BLOG

Zygmuntowi Filipowiczowi - najlepszemu z przyjaciół

Voit Voit Rozmaitości Obserwuj notkę 16

To było dość dawno temu. Mieszkałam wtedy w luksusowym osiedlu w podwarszawskim Piasecznie. Przyszła do mnie malutka dziewczynka -  mogła mieć z pięć lat, z karteczką od mamy: "Proszę, niech Pani da mi trochę mleka i może bułkę. Ja oddam." Dziecko stało w przedpokoju, wciagnęłam ją do środka. Była czyściutka, ale najwidoczniej głodna. "Da pani? Mama nie ma pieniążka, ale ja przyniosę jak będę miała. Ja obiecuję..." Widać, że nie byłam pierwszą osobą, którą to dziecko odwiedziło. W rączce miała pustą reklamówkę.

Kilka dni później zapukała do mnie jakaś pani -  nedznie ubrana, ale czysta, najwyraźniej zażenowana. W ręku trzymała 50 złotych: "Ja wiem, ze to nie starczy, bo Zosia tyle jedzenia przyniosła... Ja na raty, dobrze? Niech pani weźmie, proszę." Nie mogłam odmówić, bo to byłby dla niej policzek. Umówiłam się, że Zosia i jej młodszy braciszek będą do mnie wpadać na obiady. 

Minęło kilka miesięcy, Zosi kilka dni nie było. Wiedziałam mniej więcej, gdzie mieszka, poszłam jej szukać. Trafiłam w miejsce, które przez wiele miesięcy śniło mi się po nocach-  straszna rudera, zamiaszkała przez jakiś potwornych meneli, z obsranym podwórkiem. Byłam wtedy lokaną dziennikarką z tego terenu, ale tam jeszcze nie trafiłam. Klatka schodowa cuchnęła, cała była pomazana napisami w stylu "Ziutek to chuj", na schodach porozbijane butelki, zza drzwi pijackie wrzaski, grzyb na ścianach, urwana poręcz i nieopisany brud. Zosię i jej mamę znalazłam w suterenie, której zagrzybione ściany przykrywały czyściutkie kilimki. Za umeblowanie robiło kilka drewnianych skrzynek po owocach i dwa stare materace, nakryte bazarowymi kapami. Idealny porządek, czysto, w kuchni chleb, margaryna i topiony serek.  Zamiast lampy pod sufitem goła żarówka. Mama Zosi leżała na materacu, obok niej leżały jakieś lekarstwa.

Zadzwoniłam do jedynego człowieka, na którego w takich sytuacjach mogłam liczyć zawsze, o każdej porze dnia i nocy -  do naczelnego lekarza uzdrowiska Konstancin i szefa tamtejszej Kliniki Rządowej Zygmunta Filipowicza. Nie musiałam długo czekac -  po pół godzinie pojawił się Zygmunt. Wszedł, usiadł na materacu i zaczął spokojnie rozmawiać z mamą Zosi. "Słuchaj -  wziął mnie na bok -  Ją trzeba natycchmiast do szpitala. To wyglada fatalnie. Ja jej do siebie teoretycznie zabrać nie mogę, ale praktycznie... Dasz radę pomóc mi ją donieść do samochodu?" No jasne, że mogłam i tak mama Zosi z sutereny przeniosła sie do luksusowych konstancińskich wnętrz. Zosia z braciszkiem przenieśli się do mnie.

Mama Zosi wyszła ze szpitala Zygmunta miesiąc później. Nie wróciła do sutereny, bo dzięki akcji lokalnych gazet (przy okazji chciałam za to serdecznie podziękować Bognie i Igorowi Janke) gmina załatwiła jej znacznie lepsze mieszkanie. A Zygmunt odwiedzał ją codziennie, sprawdzając postępy rehabilitacji: "Tu ma pani leki. Nic pani nie płaci, przecież ja za darmo dostaję -  mówił, wręczając jej reklamówki ze specyfikami, kupionymi w najbliższej aptece -  A tu... Zosia, daj tę skarbonkę, to ci jakiś drobnych wrzucę, tylko mi kieszenie obciążają."

Zygmunt... Lekarz, który znał wagę Przysięgi Hipokratesa, człowiek, który był przy mnie zawsze, kiedy działo się źle i wtedy, kiedy działo się dobrze. Zygmunt -  mój najstarszy i najlepszy przyjaciel. Gawędziarz, zawsze uśmiechniety, nawet kiedy się waliło i paliło. Dżentelmen, z zawsze wyciągniętą ze spodni koszulą opiętą na pokaźnym brzuchu. Ile takich spraw załatwiliśmy? Społecznik, znawca filozofii (pamiętasz te nasze nocne spory?), erudyta, bibliofil, wielbiciel psów, kotów i wszelkiego stworzenia. Zakochany w Konstancinie.

Tyle lat minęło od Jego śmierci -  ponad 6 - a ja do dzisiaj łapię za słuchawkę, kiedy chcę sie komuś wygadać... A naszło mnie dlatego, ze potrzebuję Twojej rady. Pogadamy wieczorem, na mojej werandzie?

Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Rozmaitości