Wybrałam się byłam do lasu - daleko nie mam, ledwie kilkaset metrów i zaczyna się autentyczna puszcza. Minęłam stadko sąsiadek zbierających jagody, powędrowałam w stronę mojego ulubionego miejsca - niesamowitego, zarośniętego paprociami jaru. Strasznie lubię tam sobie posiedzieć - cisza, zieloność wszędzie, taka puchata i majestatyczna. Drzewa wygadają, jakby rosły tam od zawsze. Kilkadziesiąt metrów dalej jezioro - jedno z piękniejszych w moim rejonie, obrośnięte wokół starodrzewem, z bobrowymi żeremiami. Woda błekitna, przezroczysta, widać piaszczyste dno. Oj tak... Warto dla takich miejsc przyjechac na Mazury i dla nich tu zostać na stałe.
Zeszłam na dno mojego jaru i potknęłam sie o kibel. Trochę zużyty. Stał sobie w otoczeniu paproci. Wygladał całkiem interesująco. Nieopodal, pod ogromną sosną wzrok przyciagała lodówka - przechylona, oparta o urwane drzwiczki, z lekka pordzewiała. Zaczynało być ciekawie. Poszłam kawałek dalej - wersalka w prążki, z zapadniętym siedziskiem. Wokół wersalki malowniczo porozrzucane butelki, torebki i śmieci wszelakie. Smaczku kompozycji dodawały zardzewiałe sprężyny od jakiegoś tajemniczego urządzenia. Do kompletu odnalazłam deskę sedesową. Pewnie odpadła od kibla w trakcie transportu. Zaczęłam rozglądać się wokół, bo trzeba nie lada pomysłowości, żeby duże w końcu graty wtachać aż tutaj. W zboczu jaru wyryty był spory rów, wydarte mchy i połamane paprocie.Widać tamtędy to wrzucano... Weszłam na górę i znalazłam leśną drogę, o której istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Biegnie nad samym brzegiem jaru. Droga wygladała jak pobojowisko - pomięte kartony, puszki, plastikowe butelki, torebki i worki ze śmieciami, rozwłóczonymi przez leśne zwierzęta, stary telewizor z wykopanym kineskopem, połamany, laminowany stół... Wszystko rozciągnięte wzdłuż drogi, która jak się okazało, biegnie nad brzeg jeziora.
Błekitna woda nadal jest błekitna, wokół nadal stoją sosny. Zamiast raków, przy brzegu pływają butelki. Ktos rozpalił ognisko pod wiekową sosną, osmalając jej pień. W paprociach "bieliły" się skrawki papieru toaletowego.
Przypomniałam sobie o zapalonym leśniku. Znalazłam jego telefon, dzwonię. "No tak, te śmieci to prawdziwy problem - zadumał sie leśnik - na jgorzej jest w wakacje, bo turyści wyrzucają co popadnie..." Turyści?! Wieźli z drugiego końca Polski kibel, lodówkę i wersalkę w prążki, żeby wywalić ją do jaru, którego nie ma na mapie?! Wariaci jacyś?! "No tak - zmitygował się leśnik -wersalka to może nie turyści. Ale śmieci w workach to oni!". Dobra, mniejsza o większość - co z tymi śmieciami? "No tak, śmieci - zamyślił się leśnik - To duży problem, ale przeprowadzamy liczne akcje uświadamiające. Nie wiem, czy zauważyła pani nowe tablice ostrzegawcze: "Nie rozpalaj ognia w lesie, bo to może skończyć źle się", albo te mocne: "Zakaz wyrzucania śmieci pod kara administracyjną". To powinno przynieść skutek. Ludzie wiedzą, że my wiemy, że oni wyrzucają śmieci i palą nielegalnie ogniska. No i niebawem otworzymy ścieżkę dydaktyczną, z odpowiednimi tablicami opisującymi rośliny i zwierzęta. To da wszystkim do myślenia. Prowadzimy też bardzo interesujące pogadanki w szkołach, a nawet kupujemy młodzieży rękawiczki i worki na Sprzątanie Świata. Zawsze potem organizujemy ognisko. To kształacące. W ten sposób wychowujemy młode pokolenie. Część śmieci ulega zresztą samoistnej biodegradacji. A gdzie były te śmieci? O! Tak mi przykro! To nie mój rejon - głowę bym dała, że słyszę radosny rechot w tle - Nie mój, niestety nie mogę pani pomóc. Poza tym własnie wybieram się na obchód mojego rewiru, bo niektórzy mieszkańcy - może pani sobie to wyobrazić! - zbierają jagody grzebieniami! To może niech pani zadzwoni.... no, do nadleśnictwa na przykład. Tak, do nadleśnictwa."
Do nadleśnictwa się nie dodzwoniłam, bo zamiast pani w centrali odzywał się głos "nie ma takiego numeru". Może ich gdzieś przenieśli?
Nic to - we wrześniu dzieciaki ruszą na Sprzątanie Świata i może jakoś tę wersalkę wyciągną. A jak nie - ulegnie biodegradacji. A poza tym jak miło posiedzieć sobie w jarze na wersalce, z lodówką i kiblem pod bokiem, czytając w skupieniu tablicę o ogniu i karze administracyjnej... Człowiek się dokształci w miłej i przyjemnej atmosferze.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)