Voit Voit
66
BLOG

Bezstresowo

Voit Voit Rozmaitości Obserwuj notkę 7

Wybrałam się byłam po zakupy do Rucianego -  tłumy, knajpy zawalone ludźmi. Upał jak jasna cholera, na przemian popaduje i paruje z chodników i asfaltu. Wojtak po chwili był kompletnie mokry, z czerwoną z upału buzią, mimo T-shirta i krótkich majtek. "Mama, chodź na lody..." Wyczaiłam znajomą knajpkę, udało nam się znaleźć jakiś stolik. Obok nas siadło małżeństwo z trójką dzieci. Zamówili lody i jakieś picie. Oprócz dwojga wymordoanych wakacjami rodziców przy stoliku zasiadła młoda dama, coś jakby odmiana Emo, w wieku lat może 16, chłopaczek -  tłuścioszek w opadających spodniach i bejsbolówce i dziewczynka w rózowej plastikowej sukience, na około 6 letnia.

Szalenie miła młoda kelnerka przyniosła nam lody, a właściciel knajpki, zaprzyjaźniony ze mną od dawien dawna dołożył Wojtkowi w prezencie balonik i lizaka. Na zamówienie czekaliśmy może 5 minut, podobnie jak nasi sąsiedzi.

"Ale wiocha -  zawrzasnął chłopaczek w bejsbolówce -  Szajs taki dają!" Przed nim w całkiem ładnym pucharku piętrzyły sie wielokolorowe lody, przesypane gęsto bakaliami i udekorowane biotą śmietaną. Jego starsza siostra ze znudzoną miną rysowała palcem umaczanym w coca-coli esy-floresy na czystym obrusie. "Ależ Kubusiu -  zaczęła ze zrozpaczoną miną matka młodego cżłowieka -  Jak ty sie zachowujesz..." "Milcz, jak do mnie mówisz -  filozoficznie odparł dzieciak, wywalając lody na stół.  "Do matki mówisz! -  usiłował ratować resztki godności ojciec rodziny. "No i co ci do tego -  zainteresował się chłopaczek.  Rodzice, wyraźnie sterroryzowani, nic nie odpowiedzeli, a dzieciak perorował dalej: wiocha, chamy, chłam, badziewie... "Ty! -  wrzasnął na kelnerkę -  Przynieś mi inne lody, bo te są do dupy!"  "I obrus brudny -  mruknęła żeńska odmiana Emo. "A tamten to dostała balona! Ja też chcę! - wydarł sie chłopczyna, pokazując brudnym palcem mojego syna. "Daj mu, bo bedzie wrzeszczał - scenicznym szeptem powiedział Wojtek - Lizaka tez mu daj, ale on oblizany..." Kubusiu, jak możesz - zaczęła swoje matka gromadki.

Do stolika rozwrzeszczanej rodzinki podeszła młoda kelnerka. Spojrzała na zdołowanych rodziców, czerwonych ze wstydu, bo cyrkowi przysłuchiwała się pełna ludzi knajpka. Z kamiennym spokojem wzięła chłopaczka za ucho i ku osłupieniu rodziców i publiczności, zaprowadziła go na zaplecze, widoczne zresztą z sali jadalnej. Do rodziny podszedł właściciel knajpki -  "Ona ma dziewięcioro rodzenstwa, prosze chwilę poczekac, to nie potrwa długo." Rodzice nie protestowali. Po 5 minutach z zaplecza wyszedł chłopaczek ze zwieszoną głową. Bez słowa zgarnął rozwalone lody ze stolika i z pomocą kelnerki zabrał brudny obrus. Zniknął na zapleczu. Po chwili przyniósł czysty, pod czujnym okiem kelnerki rozłożył go starannie. "Oni z niego niewolnika robią, a wy nic -  wydarła się starsza siostra. Rodzice siedzieli zahipnotyzowani. "Płacicie, a oni..." "Siedź cicho -  warknął ojciec. O dziwo -  panienka usłuchała. Chlopaczek usiadł, jakiś odmieniony. "Wydaje mi się, że miałeś coś powiedziec -  przypomiała kelnerka. "Przepraszam - powiedział dzieciak do matki - Naprawdę, bardzo cię przepraszam."   

"Proszę pani, ja nie wiem...  - zaczął oficjalnie ojciec gromadki -  No, nie wiem.... Ja... Ile jesteśmy winni?" "Będzie nas bardzo miło gościc Państwa w pzryszłości -  powiedziała z uśmiechem kelnerka -  A zwłaszcza Kubę, prawda? A ty masz na imię Ewa, tak? -  zapytała młodą Emo -  Do twarzy ci w tych włosach, ale makijaż powinnas chyba troche stonować. Kasiu, czy życzysz sobie jeszcze czegoś? -  zwróciła się do najmłodszej panny.  "Nie, dziękuję pani -  odparło dziecko.

Rodzice wparowali na zaplecze, z gestów sądząc, cos mówili właścicielowi knajpki. Rozstali się cali w uśmiechach.

"Mama, co ona im zrobiła? -  zapytała zadziwony Wojtek. Sądząc po minach publiki, wszyscy chcieli dostać odpowieź na to samo pytanie. "Pojęcia nie mam- odrzekłam - Ale jak będziesz niegrzeczy, to wpadniemy tu na obiad."

Ta opowieść jest zupełnie autentyczna, a wrzucam ją jeszcze w lekkim szoku.

Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Rozmaitości