Wybrałam się byłam po zakupy do Rucianego - tłumy, knajpy zawalone ludźmi. Upał jak jasna cholera, na przemian popaduje i paruje z chodników i asfaltu. Wojtak po chwili był kompletnie mokry, z czerwoną z upału buzią, mimo T-shirta i krótkich majtek. "Mama, chodź na lody..." Wyczaiłam znajomą knajpkę, udało nam się znaleźć jakiś stolik. Obok nas siadło małżeństwo z trójką dzieci. Zamówili lody i jakieś picie. Oprócz dwojga wymordoanych wakacjami rodziców przy stoliku zasiadła młoda dama, coś jakby odmiana Emo, w wieku lat może 16, chłopaczek - tłuścioszek w opadających spodniach i bejsbolówce i dziewczynka w rózowej plastikowej sukience, na około 6 letnia.
Szalenie miła młoda kelnerka przyniosła nam lody, a właściciel knajpki, zaprzyjaźniony ze mną od dawien dawna dołożył Wojtkowi w prezencie balonik i lizaka. Na zamówienie czekaliśmy może 5 minut, podobnie jak nasi sąsiedzi.
"Ale wiocha - zawrzasnął chłopaczek w bejsbolówce - Szajs taki dają!" Przed nim w całkiem ładnym pucharku piętrzyły sie wielokolorowe lody, przesypane gęsto bakaliami i udekorowane biotą śmietaną. Jego starsza siostra ze znudzoną miną rysowała palcem umaczanym w coca-coli esy-floresy na czystym obrusie. "Ależ Kubusiu - zaczęła ze zrozpaczoną miną matka młodego cżłowieka - Jak ty sie zachowujesz..." "Milcz, jak do mnie mówisz - filozoficznie odparł dzieciak, wywalając lody na stół. "Do matki mówisz! - usiłował ratować resztki godności ojciec rodziny. "No i co ci do tego - zainteresował się chłopaczek. Rodzice, wyraźnie sterroryzowani, nic nie odpowiedzeli, a dzieciak perorował dalej: wiocha, chamy, chłam, badziewie... "Ty! - wrzasnął na kelnerkę - Przynieś mi inne lody, bo te są do dupy!" "I obrus brudny - mruknęła żeńska odmiana Emo. "A tamten to dostała balona! Ja też chcę! - wydarł sie chłopczyna, pokazując brudnym palcem mojego syna. "Daj mu, bo bedzie wrzeszczał - scenicznym szeptem powiedział Wojtek - Lizaka tez mu daj, ale on oblizany..." Kubusiu, jak możesz - zaczęła swoje matka gromadki.
Do stolika rozwrzeszczanej rodzinki podeszła młoda kelnerka. Spojrzała na zdołowanych rodziców, czerwonych ze wstydu, bo cyrkowi przysłuchiwała się pełna ludzi knajpka. Z kamiennym spokojem wzięła chłopaczka za ucho i ku osłupieniu rodziców i publiczności, zaprowadziła go na zaplecze, widoczne zresztą z sali jadalnej. Do rodziny podszedł właściciel knajpki - "Ona ma dziewięcioro rodzenstwa, prosze chwilę poczekac, to nie potrwa długo." Rodzice nie protestowali. Po 5 minutach z zaplecza wyszedł chłopaczek ze zwieszoną głową. Bez słowa zgarnął rozwalone lody ze stolika i z pomocą kelnerki zabrał brudny obrus. Zniknął na zapleczu. Po chwili przyniósł czysty, pod czujnym okiem kelnerki rozłożył go starannie. "Oni z niego niewolnika robią, a wy nic - wydarła się starsza siostra. Rodzice siedzieli zahipnotyzowani. "Płacicie, a oni..." "Siedź cicho - warknął ojciec. O dziwo - panienka usłuchała. Chlopaczek usiadł, jakiś odmieniony. "Wydaje mi się, że miałeś coś powiedziec - przypomiała kelnerka. "Przepraszam - powiedział dzieciak do matki - Naprawdę, bardzo cię przepraszam."
"Proszę pani, ja nie wiem... - zaczął oficjalnie ojciec gromadki - No, nie wiem.... Ja... Ile jesteśmy winni?" "Będzie nas bardzo miło gościc Państwa w pzryszłości - powiedziała z uśmiechem kelnerka - A zwłaszcza Kubę, prawda? A ty masz na imię Ewa, tak? - zapytała młodą Emo - Do twarzy ci w tych włosach, ale makijaż powinnas chyba troche stonować. Kasiu, czy życzysz sobie jeszcze czegoś? - zwróciła się do najmłodszej panny. "Nie, dziękuję pani - odparło dziecko.
Rodzice wparowali na zaplecze, z gestów sądząc, cos mówili właścicielowi knajpki. Rozstali się cali w uśmiechach.
"Mama, co ona im zrobiła? - zapytała zadziwony Wojtek. Sądząc po minach publiki, wszyscy chcieli dostać odpowieź na to samo pytanie. "Pojęcia nie mam- odrzekłam - Ale jak będziesz niegrzeczy, to wpadniemy tu na obiad."
Ta opowieść jest zupełnie autentyczna, a wrzucam ją jeszcze w lekkim szoku.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)