Voit Voit
171
BLOG

Taki dzień

Voit Voit Rozmaitości Obserwuj notkę 14

Rano odkręciłam kran w kuchni i zalałam wszystko. Dokumentnie. Zamiast zakręcić, stałam i z osłupieniem przyglądałam się potokom wody płynącym spod zlewu. Rozmontowanie syfonu dało tyle, że nie dał się w żaden sposób zmontować. Nie ma rady - jadę po nowe ustrojstwo.

W sklepie hydraulicznym zakupiłam dziwną kolekcję plastikowych rurek pod nazwą Pyramid. Przywiozłam to do domu i zaczęłam zabawę. Rurki udało się złożyć we w miarę logiczną całość, ale z każdej złączki woda sikała pod sufit. Nic to -  rozmontowałam, poprzycinałam, złożyłam. Cieknie jak cholera. Jeszcze raz -  uszczelki, nakrętki, kolanka, złączki... Nic. Cieknie. W końcu urwał się gówniany, plastikowy gwint przytrzymujący sitko i szlag trafił całość. A już prawie mi się udało... Nie mam pojęcia, kto wymyśla takie dziwne łamigówki, ale zawsze widzę przed oczyma duszy mojej jakiegoś spoconego faceta, rozrysowującego pilnie kształtki na papierze milimetrowym, a w tle śpiewa Młynarski "Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie,? Co by tu jeszcze?"

Kolejna podróż do sklepu hydraulicznego. Przesympatyczna właścicielka na widok desperacji w moich oczach zaczęła przegrzebywać zapasy. W sukurs pobieżył jej mąż, z zawodu hydrauik. Klnąc na czym świat stoi siedzieliśmy na podłodze, grzebiąc w sitkach, uszczelkach i złączkach. Nic do siebie nie pasowało, ale w końcu spod stosu rurek wygrzebaliśmy syfon, taki normalny, jak to kiedyś bywały, udało nam się dopasować uszczelki (każdy typ rurki czy syfonu ma inne), wydłubaliśmy jakieś śrubki (te mocujące sitka mają nieprawdopodobnie gęsty gwint, zresztą różny w zależności od producenta, i wkręca się je pół godziny). Przy okazji rozmontowaliśmy baterię do wanny i nikt -  łacznie z mężem-hydraulikiem - nie wiedział, jak to złożyć do kupy.

Całość zapakowaliśmy w worek, pogadałam chwilę z właścicielką, zostawiając jej męża siedzącego na podłodze i główkującego nad jakimiś kawałkami baterii do wanny. Przywiozłam do domu ustrojstwo i zaczęłam zabawę po raz kolejny. Na szczęscie miałam stary syfon, ten który ciekł na początku, Pyramid i ten nowy. Udało się z tego złożyć coś, co powinno działać. Ze stosu gratów w warsztacie wyciągnęłam srebrną taśmę produkcji chińskiej i potężną tubę siloconu. Od sąsiada wycyganiłam pakuły i zabrałam się do pracy.

Po kolejnych dwóch godzinach błędów i wypaczeń udało mi się doprowadzić do tego, że ciekło tylko w trzech miejscach. Następna godzina i pół tuby siliconu - ciekło w jednym. Nie jest źle. Na nieszczęście pod zlew wlazła Duża Kota, przynoszac mi w prezencie rozmemłaną żabę i trąciła posklejany na co się dało syfon. Woda siknęła wszystkimi porami. Wylałam kota, rozmontowałam całość, wytarłam silicon, przy okazji załatwiając sobie mój ulubiony T-shirt. Złożyłam całość jeszcze raz i... Cisza. Nic nie kapie. Bez siliconu, pakuł i szarej taśmy. Cud... puściłam wodę raz, drugi, trzeci i napawałam się szczelnym ustrojstwem.  No nie kapie, cholera. Nic, ani kropli...  

Dumna i blada złapałam za kosiarkę -  w końcu trzeba skosić ten busz.... Szarpnęłam raz, nic. Drugi - załapało i zgasło. Jasna cholera. Świecę przeczyściłam, gaźnik też. Wyglada na zatkany filtr.Po kolejnej próbie spadł pasek klinowy. następna -  linka gazu. Co dzisiaj się dzieje z tymi ustrojstwami?   

Porzuciłam kosiarkę, postanawiając zająć się nią wieczorem. "Słuchaj, nie wiesz, co się stało z robotem? Nie tnie - zaraportowała moja mama. No nie tnie, cholera, bo się pasek zerwał... Skąd ja taki pasek wytrzasnę? "A! słuchaj, w lodówce... jakby nie mroziła. Nie wiesz, co jej jest?" Wiem,. trzeba kupić nową.

Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Rozmaitości