400 kilometrów dróg na 5 lecie... Zmierzyli, podliczyli, zsumowali, no i teraz się chwalą... Przy okazji okrągłej rocznicy okazuje się , że w ciągu naszego członkostwa drogowcy wybudowali i wyremontowali ponad 400 kilometrów dróg, a zapłaciła za to Unia. No i proszę niedowiarki Unia jednak buduje nam drogi...
5 lecie polskiego bytności w Unii przypada akurat na majówkę, a to też dobry moment, żeby te drogi za unijne pieniądze wypróbować. No i dobra będziemy próbować! Walizki do bagażnika, żona też się już do samochodu zapakowała i w drogę – jedziemy testować unijne drogi, a że wybraliśmy się do Berlina przetestowaliśmy też unijne drogi u naszych sąsiadów. Droga z Warszawy do Łodzi – horror, ale już z Łodzi do Poznania, a nawet za Poznań – no prawie luksus... majówkowy humor coraz lepszy... Przed granicą z Niemcami znów się pogorszyło, ale już w Bundesrepublik Deutschland jedziemy jak po stole – no po prostu ekstra!!! Wjeżdżamy do Berlina i co widzimy autostrady w mieście, obwodnica goni obwodnicę, zero sygnalizatorów świetlnych, nie zatrzymujemy się ani na chwilę, w okolicach hotelu dopiero zjeżdżamy z tej drogi jak marzenie. Wjeżdżamy w miasto, a tam pusto... Ten kto nie musi nie zjeżdża z obwodnic. Ja – kierowca jestem w raju.... Chociaż przez trzy dni poczuję smak unijnych dróg...
Weekend się kończy czas wracać do naszej unijnej stolicy, im bliżej Warszawy tym humor coraz gorszy... Ale co tam, nie dam się – naładowałem akumulatory i tego będę się trzymał!
Nie da się! Polskie unijne drogi popsują wszystko... Człowiek miał wrócić z majówki z dobrym humorem, optymistycznie nastawiony, a tu już następnego dnia rano całe majówkowe optymistyczne nastawianie się trafił szlag. Wystarczyło tylko wyruszyć na warszawskie drogi... także i te za unijne pieniądze. Wystarczyło wyruszyć, żeby godzinami stać w korku. Dlaczego? Bo Warszawa nie ma nawet jednej obwodnicy, jakich Berlin ma na pęczki.
Zły jak bąk pytam minister rozwoju regionalnego gdzie te autostrady za unijne pieniądze? I czego się dowiaduje? Dopiero zaczynamy budować, bo był problem z biurokracją, a właściwie to jest nadal... Minister przyznaje z rozbrajającą szczerością - robi biedna co może, z mieczem wojuje i kiedy tylko jedną obetnie to za chwilę pojawia się kolejna głowa smoka biurokracji.
Mam pomysł i ogłoszenie – potrzeba u nas urzędnika na miarę szewczyka... Dratewki!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)