To zdecydowanie 1:0 dla przepisów - wojna wygrana, ale ile batalii trzeba było stoczyć i to w dodatku przez ponad 20 lat. Dzisiaj symbol niemocy urzędników zniknął.
Otóż jadę sobie ulicą Powstańców Śląskich w stolicy i co widzę - praca wre. Wreszcie zakończy się horror (zwłaszcza poranny) kierowców, którzy jadą w kierunku Połczyńskiej. Już w wakacje ulica nie będzie zwężała się z trzech do jednego pasa i w dodatku po którym przebiegały tory tramwajowe. Ale zanim nastał czas luksusu dla przejeżdżających feralną ulicą na Bemowie trzeba było męczyć się ponad 20 lat.
Jeszcze miesiąc temu jeśli ktoś przejeżdżał tamtędy przecierał oczy z zdumienia - podwórko na środku ulicy. Takie coś zdarzyć się może tylko w filmach (prawie jak w komedii "Zróbmy sobie wnuka"). Jak się okazuje zdarzyło się także w Warszawie. Kierowcy to miejsce przeklinali, przeklinali przy okazji także władze miasta, a te bezradnie rozkładały ręce. Mieszkająca tam rodzina Gmurków postanowiła, że nie sprzeda kawałka ziemii, póki nie zarobi na tym kroci. Miasto też nie chciało dać obedrzeć się z skóry. A kierowcy dalej stali w korkach i przeklinali kogo się da...
Absurd trwał ponad 20 lat aż wreszcie - jak to się mówi - przyszła kryska na Matyska. Pewnego pięknego majowego poranka w ruch poszły przecinaki, młoty i inny tego rodzaju sprzęt. Teraz już Gmurków nikt o zdanie nie pytał. Płot i garaż przesunęli, a jezdnię poszerzoną do użytku po wakacjach oddać obiecali.
Teraz pewnie wielu zachodzi po rozum do głowy cóż takiego nagle się wydarzyło. Otóż wreszcie widać, że rząd w końcu wziął się do roboty i może coś drgnie w temacie polskich dróg. W życie weszła specjalna specustawa, która mówi, że jeśli została zaplanowana jakaś droga i ona może przebiegać przez czyjąś działkę to właściciel ma obowiązęk ją albo jej część sprzedać.
"To historyczna chwila nie tylko dla Bemowa i dla Warszawy..." - cieszył się burmistrz Bemowa - "to pokazuje wszystkim, którzy chcą blokować inwestycje, że jest na nich sposób".
Może i tak, ale każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony chcemy jeździć po dobrych i szerokich drogach, ale jeśli już musielibyśmy oddać coś od siebie (nie za darmo) to wtedy zachłanność bierze górę...
P.S. Gmurkowie mieszkają nadal przy Powstańców Śląskich, tyle że mają trochę mniejsze podwórko.
53
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)