Królowa popu nie może przyćmić święta Królowej Kościoła... Koncert Madonny w Warszawie nie może się odbyć 15 sierpnia, kiedy to każdy porządny katolik obchodzi święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Takiego zdania jest radny sejmiku mazowieckiego i były działacz Ligii Polskich Rodzin Marian Brudzyński. Duchownym co prawda nie jest, a jedynie politykiem i to z szeregu... no na pewno nie z czołówki, a nawet z kręgu tych znanych. Pan radny postanowił modlić się o to, żeby koncert Madonny został odwołany, a do modlitwy zachęca także pobożnych warszawiaków.
Coś mi się wydaje, że widowisko będzie niecodzienne - przed warszawskim Ratuszem mają być odprawiane msze polowe, odmawiany różaniec i koronka do miłosierdzia bożego...
Socjologowie tymczasem pukają się w czoło, bo przecież dla marketingowców Madonny (tej od popu) taka reklama to skarb od Boga. Przecież wiadomo nie od dziś, że sama piosenkarka kontrowersji raczej już nie wzbudza, chyba że ktoś sam wzbudzi je wokół niej. Tak jak robi to teraz pan pobożny radny. Co ciekawe radny chce sprawdzić jakim prawem Madonna dostała pozwolenie na organizację koncertu właśnie 15 sierpnia, chce zgłosić się nawet do CBA, żeby sprawdzili czy nie śmierdzi tutaj korupcją. A ja tak się zastanawiam czy może nie jest odwrotnie i czy przypadkiem pan radny nie dostał jakiejś sumki za zrobienie antyreklamy Madonnie. A jak wiadomo prawa rynku są takie, że nie ważne czy mówi się źle czy dobrze - ważne żeby w ogóle się mówiło i temat nakęcało. Czy w takim razie pan radny nie stąpa po śliskim gruncie?
Jest jeszcze jedna ciekawa sprawa, bo przyznać trzeba, że pan radny okazuje się być bardziej papieskim od samego Papieża. Na przykład biskup Piotr Jarecki z Konferencji Episkopatu Polski w zasadzie nie ma nic przeciwko koncertowi Madonny. Jak mówi, gdyby koncert był specjalnie zorganizowany tak, żeby utrudnić katolikom świętowanie Wniebowzięcia to byłoby źle, ale on sam nie wie czy tak jest, a może data została wybrana zupełnie przypadkiem...
To byłoby ciekawe gdyby Madonna układała sobie trasy koncertowe na podstawie świąt kościelnych w różnych krajach...
Wygląda na to, że obie te królowe poblemu nie mają, ma go jedynie pewien radny, który kiedyś należał do obozu Romana Giertycha, a teraz zamarzyło mu się, żeby zaistnieć w mediach! Tylko jakim kosztem? Kosztem dobrego wizerunku katolików, na których - dzięki panu radnemu - inni mogą patrzeć jak na wariatów! I ja jako katolik nie zgadzam się na to!!!
Mogę iść do kościoła na mszę, a potem na koncert! I kto mi tego zabroni?


Komentarze
Pokaż komentarze (26)