124 obserwujących
697 notek
783k odsłony
  555   6

4 maja 2021 skończył się w Polsce J.Kaczyński, czyli do czego był nam potrzebny Prezes

1.

Nie ma. Nie było go dzisiaj. Nie wystawił głowy ze swego psychotycznego azylu. Nie wstał znad swoich chińskich szachów partyjnych, z których ojczyzna ma tyle... co kot napłakał. Jego kot. Nie podniósł się, kiedy przewracano ojczyznę, gdy dzień po rocznicy Konstytucji 3 maja krajowi naszemu nałożono kajdany naoliwione niezwykłą chytrością. Nie rzekł nic, zwykłego, trafnego, dającego nadzieję, odbierającego ją. NIC. Nie chcę być brutalny, ale on tak naprawdę nie wie co się dzieje. Co najmniej od kilku lat, jeśli nie od... 2010 r., albo od...

Datę symbolicznego końca Jarosława Kaczyńskiego będzie się łatwo pamiętało. Przez analogię do 4 czerwca 1989 r. i pamiętnych, niegdyś wzniosłych, dzisiaj humorystycznych słów J.Szczepkowskiej: "Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm". I poprzez to, iż 4 maja następuje po rocznicowym 3 maja. 

Sala sejmowa przedstawiała dziś znamienny widok. Zresztą może nie tyle o widok chodzi, ile o odczucie. Osierocony, okupowany coraz bardziej kraj, naród i jego rzekomi reprezentanci. Obcy ludzie, oderwani od narodu, żyjący w swoim wyimaginowanym świecie realnych dochodów pobieranych za pośredniczenie w zniewalaniu narodu. Za stręczycielstwo. Bo pośrednik to stręczyciel, opiekun kobiety "puszczającej się". Stręczą przechodniom i sąsiadom ojczyznę... Stręczą Matkę.

2. 

Do czego nam był Prezes potrzebny? Po Smoleńsku, oczywiście. Bo przed Smoleńskiem był zwykłym graczem partyjnym. Po Smoleńsku nasza tęsknota za przywódcą prawdziwym, za mężem stanu znalazła sobie ekran do projekcji. Czy coś dało nam i Polsce to, że rzutowaliśmy swoją miłość do ojczyzny na niego jak na ekran. Biały, czysty. Mówią, że dzięki temu rzutowaniu "patrioci" przetrwali ciężki okres kalumni i drwin ze strony apatrydów. Mówią, że zjednoczył prawicę. Mówią. Czego to ludzie nie mówią... Parę lat temu dla powierzchownego obserwatora mogło to tak wyglądać. 

Wielkość konceptu tego ludzkiego ekranu polegała na tym, że nie było obowiązku projektowania nań jednego i tego samego filmu. Przeciwnie, tak nas wciągnęły te projekcje dlatego, że każdy z nas mógł na kompletnie bezbarwnym, szarym ekranie, na Jarosławie Kaczyńskim - wyświetlać sobie swój ulubiony film bogoojczyźniany. Orgia filmów... Indywidualnych, osobistych, fantazmatycznych każdy na inny sposób.

Patrioci nie przetrwali. Żyją, lecz zmienili się w odrealnionych sekciarzy. Niezdolnych czegokolwiek wymagać i egzekwować od swoich idoli udających obóz narodowy. Narodziny nowego pokolenia patriotów zablokował swą ślepą, partyjną zazdrością.

Prawicy nie zjednoczył. Raczkujące nowe podmioty narodowe zwalczał. Może chwilowo zjednoczył pretendentów do odgrywania, symulowania roli prawicy. Zjednoczył za pomocą szantażyków i gierek, bo na pewno nie za pomocą autorytetu, wizji i znaczącej osobowości. Osobowości obejmującej rzeczywistość panoramicznym, dogłębnym spojrzeniem. Naszą rzeczywistość, czyli Polskę w Europie. W świecie. 

Więc czy coś nam i Polsce dał? Poza oczywiście swoim "dziełem życia" :), czyli kuriozalnym premierem, z którego ani historyk, ani ekonomista, ani polityk, ani... X, przy X dążącym do nieskończoności. Więc, czy dał nam Prezes coś poza bezbłędnym "wygaszaczem oczekiwań" Polaków, wielkim imaginatorem i konfabulatorem, wielbicielem osobowości i metod Macrona i Merkel? 

Tak. Dał. Dał nam coś mocnego jak cholera. Coś nie dającego się zniszczyć. Złudzenie. Złudzenie, czyli byt zajmujący w naszej psychice i w świecie miejsce, które powinien zajmować BYT REALNY, a więc wręczył naszej psychice BYT BLOKUJĄCY MIEJSCE, fantom, widmo, atrapę, dekorację kartonową, wycinankę stajenki w której rodzi się ojczyzna i jej elity. Wycinankę, którą możemy sobie postawić pod zdjęciem Marszałka lub zdjęciem samego JK lub kogoś z jego rodziny (brata, matki).

Wielkie Złudzenie poruszające zmysły i zabijające myśl. Wycinankę z katarynką. 

Dał nam rozległą jak panorama racławicka fatamorganę. Odrealniającą i doprowadzającą do tego, że umieramy dziś na tej pustyni z pragnienia pijąc... piasek. Z pragnienia i oczekiwania Kogoś, osobowości, męża stanu, polityka dużej rangi. Z pragnienia grupy ludzi, partii potrafiącej grać na całego z maksymalnym poświęceniem i odwagą o dobrostan i równy - pośród profesjonalnych państw - status naszej poniewieranej ojczyzny. 

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale