Długo nie musieliśmy czekać na wyjaśnienie, czy wpis M.Migalskiego z jego blogu („Luźne powyborcze i posobotnie refleksje”) był ironiczną prowokacją czy poważną wypowiedzią. Wywiad dla Rzeczpospolitej nie pozostawia wątpliwości, że to nie były weekendowe żarty. M.Migalski wysuwa sporo zarzutów i mało propozycji korekt. Nie są to żadne wielkie spory programowe. Są to słuszne bądź niesłuszne zarzuty M.Migalskiego tyczące się dwóch sfer.
1. błędne priorytety aktualnej działalności PIS-u
a) krzyż i Smoleńsk zamiast punktowania PO z jej obietnic wyborczych,
b) przejęcie przez jedną partię imperatywu wyjaśnienia „sprawy smoleńskiej” zamiast zaangażowania do tego całego państwa)
2. błędna i niesprawiedliwa polityka wewnątrzpartyjna PIS-u (niedocenianie autorów kampanii wyborczej, przy wyborze władz partyjnych preferowanie sprawdzonych i nieprzejednanych członków tej partii kosztem młodszych i bardziej inteligentnych).
Ad.1a.
Zarzut wydaje się być mało trafny, choćby z tego powodu, że obydwa działania nie wykluczają się. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wyjaśnianiu „sprawy smoleńskiej” towarzyszyło kontrolowanie PO z wywiązywania się z zapowiedzi wyborczych.
Ad.1b.
„Tragedię trzeba wyjaśnić, bo to katastrofa bez precedensu w historii Polski. Mamy obowiązek ją wyjaśnić, ale nie jako partia, lecz jako kraj.”Propozycja całkowicie nierealna. Żadna z partii (sam Jerzy Polaczek nie wystarczy) oprócz PIS-u nie wykazuje nawet minimalnego zainteresowania, odwagi ani determinacji w kwestii wyjaśniania wszelkich okoliczności i działań, które doprowadziły do katastrofy smoleńskiej jak i wszelkich błędów i zaniechań, które miały miejsce od 10 kwietnia. „Kraj” – używając języka M.Migalskiego, czyli konstytucyjne organa państwa polskiego są czynnikami sprawczymi tych wydarzeń, więc trzeba dużej dozy fantazji, by od nich samych domagać się autowyjaśnienia i samokrytyki. Chyba, że w zwrocie „jako kraj” Panu Markowi chodzi o jakieś organizacje i stowarzyszenia obywatelskie pozarządowe – choć wcale tego nie sprecyzował - ale takie już istnieją i z pewnością będą współpracować z komisją.
Ad.2.
Niezrozumienie nietrafności swoich zarzutów dotyczących sposobów wyjaśniania Smoleńska, może prowadzić u Pana Marka do...niezrozumienia takich a nie innych decyzji personalnych Jarosława Kaczyńskiego. I tak krąg „buntu” młodych i inteligentnych się zamyka.
Przy dokładnym przyjrzeniu się zarzuty M.Migalskiego wydają się być bądź chybione, bądź nie dużej rangi, którą z powodzeniem można próbować wyjaśniać w kuluarowych prywatnych rozmowach z członkami i władzami partii, bez zbędnego wywlekania ich na forum publiczne. Jak można się było spodziewać, upublicznienie tych „rozterek” spowodowało że media zaprzyjaźnione z oponentami politycznymi PIS-u podchwyciły z ogromną energią obszerne fragmenty wypowiedzi „niezrzeszonego schizmatyka” M.Migalskiego z blogu i z wywiadu dla Rzeczpospolitej z 26-07-2010. I mamy jeden z newsów tygodnia. TVN24 na okrągło przepisuje na ekranie fragmenty z obu teksów.
Skłaniam się ku przeczuciu Aleksandra Ściosa, że najprawdopodobniej jesteśmy świadkami kolejnego etapu rozgrywek na arenie politycznej zmierzających do prób podzielenia i rozbicia PIS-u i środowisk mu sprzyjających. Metody takiego inspirowania do „rozmnażania przez podział” prawdopodobnie są już od lat wykształcone. Znamy z historii nagłe pojawianie się schizm na prawicy (np.w obrębie UPR i ROP) połączone z głośną krytyką „stosunków wewnątrzpartyjnych” prawicowych partii dokonywaną przez niezwykle zainteresowane tym tematem media .
Oczywiście nie myślę, żeby Pan M.Migalski był tu czynnikiem „świadomie aktywnym”.
Są inne sposoby powodowania podziałów: wytwarzanie swoistej presji emocjonalnej, różne nieoficjalne sugestie i inspiracje w mediach i prywatnych rozmowach. Jeśli takie sugestie trafiają na podatny grunt, czyli kogoś częściowo zawiedzionego niedocenieniem swojej osoby – efekt mamy taki jak w ostatnich dniach.
A jeśli chodzi o samego Marka Migalskiego – abstrahując od kierunku, ku któremu być może niektórzy chcą go skierować - to uważam, że jest bardzo inteligentnym polemistą obdarzonym świetnym refleksem i potrafiącym poradzić sobie w prawie każdej debacie. Jest to osoba z której działalności PIS może mieć jeszcze duże korzyści.
A tak na marginesie, to wielokrotnie mówiono już o tym, że PO wykazuje zdecydowanie większą niż PIS „mądrość” pod względem świadomości tego, jak niezbędna jest zwartość i nieupublicznianie – obecnych przecież w każdej partii – konfliktów i rozbieżności wewnętrznych. Burza roszad partyjnych w wyniku afery hazardowej przemknęła przez PO bez żadnego publicznego ujawniania rozgoryczeń i skarg. Nawet najbardziej dociekliwi dziennikarze byli zmuszeni spekulować i domyślać się wielkości i zasięgu podwodnych przesunięć tektonicznych tylko po ruchu fal na powierzchni. Z wnętrza PO nie rozległa się żadna krytyka Donalda Tuska. Uczcie się także od przeciwnika sympatycy i członkowie PIS-u .
P.S.
A tak w ogóle to zgadzam się z prof.Staniszkis, że nie zaszkodziłoby, gdyby PIS bardziej zdecydowanie postawił na „młodych, dynamicznych i nowoczesnych”. Ale, czy to jest akurat ten moment na taką reorientację? Czynić to co słuszne w „niesłusznym” momencie jest tym samym co czynić źle.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)