W kołchozie „Gigant" była mała, starożytna cerkiewka, ceglana. Wiernie służyła jako skład kołchoźniczych narzędzi. Taka sobie, niepokaźna, a była jakby centralnym miejscem wsi. I z odległości było ją widać. Bywało wracając, zobaczysz kopułkę, znaczy prawie w domu. Z dalekiej podróży, jakby sił dodawała. Gdy złożone tam narzędzia postanowiono przenieść do innego pomieszczenia, i została pusta, sam przewodniczący kołchozu machnął ręką:
— A niech stoi sobie dalej — zaproponował. — Czort z nią, niech będzie jak była.
Ale brygadier, Mikołaj Siergiejewicz Szurygin, chłop twardy, wystąpił z dialogiem:
— A cegłę na świniarnik! Lżej będzie niż wozić aż z cegielni.
— Ech, tam. Rozbierać cerkiew, to pięciu ludzi grzebać się będzie pół miesiąca czasu. Ona zbudowana jak lita. Cholera wie, jak oni wtedy te cegły kładli. Rzuć to.
Niee, Szurygin człowiek uparty. A po drugie chciał się odznaczyć, pamięć po sobie zostawić, jak każdy, dziełem jakimś wyróżnić się. Ot dzieci podrosną kołchoźnicze, wspominać będą: „przy nas cerkiew zwalili..." Swoim dzieciom będą opowiadać: „Wujaszek Kolia, któżby inny, Szurygin. .. A jakże".
Podegnał trzy potężne traktory. Cerkiewkę opasano trzema chwytami stalowych lin; pod liny, na rogach, i między ściany — dziewięć bierwion. Zebrał się tłum. Wokół zaczęto „achać", zaczęto cerkwi żałować. I do brygadiera:
— Zawadzała tobie ona, a?
— Kolka, ty po co to?
— Szurygin, przestań samowładczyć! ...
Ktoś domyślił się zbiegać sprowadzić żonę brygadiera. Przyszła od gotowania obiadu, jeszcze obierki kartoflane do fartucha przyczepione.
— Kol, ty po co zwalić to ją chcesz?
— Nie leź! — odkrzyknął brutalnie mąż. — Won stąd! Żebym na oczy nie widział!
Ktoś pobiegł dzwonić do rejonu. Telefon popsuty. Do nauczyciela skoczył. Nauczyciel człowiek młody, postępowy, szanowany we wsi, zapalony. Przybiegł zdyszany:
— Natychmiast przerwać! Czyje to było rozporządzenie? To siedemnasty wiek, to zabytek historyczny!
Brygadier spojrzał ponuro: — Nie pchajcie się, towarzyszu, w nie swoje sprawy...
— To moja sprawa! Ludowa sprawa! Nie macie na to prawa! Zabytek! Barbarzyńca! Ja będę pisał!...
Szurygin nawet miału wapniowego nie otarł z czoła. Dał znak traktorzystom:
— Dawaj! ...
Zawyły motory. Nauczyciel raz jeszcze spróbował się przeciwstawić zniszczeniu zabytku historycznego. Skoczył pod cerkiew do miejsca, gdzie był przewidziany jej upadek. Stanął pod ścianą, i krzyknął do ludzi:
— Stawajcie pod ścianę! Stawać pod ścianę!.. Oni się nie odważą! Ja jadę do Okręgu, jemu zabronią...
Ale i słychać jego nie było. Nikt, naturalnie się nie ruszył z miejsca. I nauczyciel dał spokój. Tłum stał, znieruchomiał, Zmilczał nagle. Jak milczą ludzie nawykli do pasywności. Ponuro, raptem jak sparaliżowani, zgodnie z powinnością wobec brygadiera.
— Dawaj!... Odsuńcie dzieci!
— Dzieci! Marsz do chałupy!
— Mama, nie będzie już tej cerkiewki?
— Nie, dzietka, nie.
— A gdzie narzędzia będą składać?
— W innym miejscu. Nie nudź.
Stalowe liny wyprężyły się, zaskrzypiały, zatrzeszczały, zadzwoniły. Chrusnęło jedno bierwiono, lina werżnęła się w róg i zaśpiewała struną bałałajkową. Dziwnie, że to było słychać, choć ryczały obok przecie trzy traktory ześrodkowując żelazne siły. Drgnęła kopułka cerkiewki. Ściana przeciwległa od tej, na którą pochylano, raptem rozdarła się przez całą szerokość. .. Straszna, czarna w głębi, strzępiasta szczelina na białej ścianie poczęła się otwierać. Dach cerkwi z cebulką kopułki nachylił się, pokłonił się patrzącym, i zwalił ciężko na ziemię.
Ludzie zwolna, pociągając nogami, rozchodzili się o beznamiętnieni do swych kołchoźniczych trudodni. Ktoś wysmarkał się głośno.
— Eeech...
Ten rok był lepszy. Za „trudodzień" wypadało po 400 gramów żyta. Przeżyć, naturalnie, nie można z tego człowiekowi. Ale przeżyć trzeba. Kartofle z działki przyzagrodowej ratują. Żeby nie obcięli tylko. Ale obetną.
[Józef Mackiewicz - W cieniu krzyża, s.156-158 (wolny przekład z wydarzenia opisanego w "Nowyj Mir", Moskwa, nr.7.1970]]
Przypis:
Herostrates, Herostratos (gr. Ἡρόστρατος) - szewc żyjący w IV wieku p.n.e. w Efezie, owładnięty obsesją zyskania wiecznej sławy. Uznał, że miejsce w historii może mu zapewnić tylko wielka zbrodnia. Postanowił spalić efeski Artemizjon, świątynię Artemidy, jeden z siedmiu cudów świata. Dokonał tego w 356 roku p.n.e. Został skazany na śmierć a jego imię miało być wymazane ze wszystkich pisanych dokumentów (damnatio memoriae). Wiemy o nim, ponieważ jego imię zanotował Teopomp.
Herostrates stał się synonimem człowieka dążącego za wszelką cenę do osiągnięcia sławy, nawet za cenę wielkiego przestępstwa. W psychologii taką postawę określa się terminem "kompleksu Herostratesa".



Komentarze
Pokaż komentarze (2)