[ Z cyklu „Wiersze agrygenckie” ]
* * *
Rozczłonkowali ciało Ozyrysa
Dionizos rozpity przez menady
Apollo kadzidłem osłabion
Pęka spoiwo atomu
poezji świata,
chmara chmur jak mur głuszy harmonię
Filozofia szuka teologii, empiria - filozofii,
wszystkie razem szukają wciąż
na się kamieni i aporii, miast swej brata duszy.
Exegi monumentum? Nie! Exegi „ego”…
W cieniu cieni krainy wszyscy są bez winy,
więc nikogo nikt nie poruszy i nikt się nie zmieni,
za to każdy z głosem-głazem, i sens kamienuje tu.
Komu i na kogo odda głos, ten niemy ochlos,
naprawdę, nie wiem tego, jeden los to wie,
i w czas odpowiedni zadziwionym to okaże.
Na demy, nomy, memy i morfemy,
siecze wszystko niesyta siekiera włości
Sobistości bożek, Sobek szpetny, kult odbiera
łapczywie. Ulatnia się duch, zostaje litera
smutku, zapał próżny, oddzielność, złość i…
płaczemy.
Na Helikon dowlokła się Skarga z kozetką.
Skąd ta nowa Bogini? Czy bóstwa jeszcze
się rodzą? Czy też nałożnica to
leniwego Epikura w gustownym przebraniu?
Nie wiem – rzucę więc monetę
Charonowi. Za pusty kurs też trzeba płacić.
Albo skoczyć w głąb budzącej się kochanki -
Etny. Bliżej źródeł bliżej czasu
i splotu pierwotnego, gdzie światło
i gorącz w objęciach toni tonu toną
ku stokom Olimpu podziemnego,
gdzie oczy mówią a słowa widzą,
gdy niewidzialną pisane ręką na murach pałacu
w czas uczty ostatniej
płoną
i płoną
i pło
13-15.07.2012
===================================================
* * *
Poezja to wulkan.
Dlaczego Empedokles wciąż skacze w głąb Etny?
Czy w gorejącym kraterze szuka źródeł słowa,
widzi żar myśli? Myśl to glob pokryty lądami lada mniemań,
ocieniony ocenami, oceanami słów.
Jeśli żaru nie ma w głębi, to meandry szarości
kreśli dym gryzący jak kornik świętej
śniętej drewnianej pustoty
a martwe słowa jak zrzucone pancerze,
zaściełają cętkowane pola rozpraw walk,
a my, rycerze nieistniejący napowietrznych bitew,
dajemy sobie znaki, sygnały, chorągwi polana
z ognisk dumy gablot totemów tematów - wyrywamy
i zwiemy rozmową, pożądań znaki głodu hołdu chłodu,
krople krwi opuszczone na wchodzących schodach.
A tymczasem…
słowo to anioł przyjaźni i spodziewań lira,
słowo to ten trzeci, co zstępuje między dwóch,
gdy jednoczy ich pasje nazywań chwila, słowo to
proporcja, strażnik miary i gniew przekupstwu wbrew
i lichwie oraz buntu siła. Tłum ludzki wędruje do piekieł,
siła ludzi... A przecież jest gdzieś słowo, co moc ma
zatrzymać budzić. Słowo rodzi się tam, gdzie gesty
się kończą i poczyna czyn. Czego nie możesz pokazać –
to dopiero ma sens - wysłów to a w słowie giń
i powstań, jak noc jak szum skrzydeł jak śnień sień,
jak opowieść opasana z Bayeux opończą
i dobrze kończąca się wieść.
Toń w niej więc
chroń i wieńcz mową
rzeczy niewidzialnych imię,
dźwięczne serce wdzięku -
niestworzone słowo,
sens i rdzeń każdego
z mgnień oczu:
niewinną naiwność
zachwyceń zadziwień.
13-15.07.2012



Komentarze
Pokaż komentarze (15)