pod jakim słońcem się obudzę, gdy zasnę snem ostatnim,
nad jakich spraw biegiem się natrudzę, w świecie, temu światu bratnym.
czy sam, jak lotka w piórze, w skrzydle pióro, czy jak gwiazdy - tłumnie,
czy pojednany, jak z oceanem rozgwiazda, czy też, jak mysł w boskim umie.
gdzie by nie było i co bym nie robił, będę to ja, nie ty, on, czy inne bogi,
kiedy by to nie było, nie będzie w tym ziarna zapytania ni trwogi.
może spalał się będę, rodząc się wraz, lub światu nowemu będę stwarzał czas,
jak światło życie dając i myśl moja będzie tym dawaniem,
a czucie myślą będzie i wola – spraw tokiem, i rok wszelki na każdym planecie,
choć inny, każdy będzie moim wzrokiem. I bluźnić mi będą śmiesznym wyzwaniem,
jak ja onegdaj Jemu, lecz ja się uśmiechnę na to, a uśmiech mój każdy będzie
iskrami sypiącym kometą, lubo żyznością ich globu czarnoziemu.
poza nocą i dniem, ponad wiecznością, za horyzontem ich miar i oczu,
myśli będę żywił, które będą nimi i pragnienia im słał aniołami,
cierpliwie znosząc, że zwą mnie okrutnym i niebyłym, miast źródła radością.
taki los będzie mój, gdy w zaśnięciu się zbudzę i w beztrudzie natrudzę,
gdy to,
co zwą zgaśnięciem,
wybuchnie
samą miłością.



Komentarze
Pokaż komentarze (41)