NAD NOVALISEM
Strofowi
zmyślny paracels
nazwał gwiazdy najwspanialszymi rysowniczkami
rembrandt przy nich to cień artysty
one nakreśliły kryształ każdy w jego odrębności
roślinę zwierzę i ludzkich dusz pryzmaty
by światło boga nie oślepiało
ducha herosów
cyklopów intelektu
wielka wystawa i retrospektywa nieznanego artysty
czyli Świat
rysunki, ziemioryty, łańcuchy szyfrów i pieczęcie,
dzieje imperiów i rysunków na skrzydle trzmiela,
pochody sygnatur i pejzaży, litery niewidzialnego,
w swych obłościach krzywiznach punktach
i przenikaniach
uczące nas nieuchwytnie i z mitręgą wieków
sensu alfabetu metamorfozy.
ziele każde to osoba nieświadoma siebie
wszystko potrzebuje nas by stać się sobą
zostać odczytane
jak zegarmistrz antykwariusz lub anatom
ze szkłem powiększającym serca
i pincetą sylogizmu zbliżamy się
do odległych sensów poszczególnej rzeczy
by w końcu, rzeczywistości łaknąc,
zadowolić się rzeczami
wieczni tłumacze lub szyfranci
optycy, astronomowie lub tułaczy krawcy
odkrywamy zakrywamy powiększamy pomniejszamy
oblicze którego nikt z żywych nie zobaczył
naga prawda, spalające piękno i prawda bez ostatniego dna
a liter przybywa, bytów,
świat-tekst, świat-słowo, pisze się sam nami i czyta,
wszystko znaczy, nawet błąd,
nie myśl, że ktokolwiek jest tylko literówką boga,
skoro nie znasz tytułu ani języka oryginału, ni gatunku
czy spisu treści.
nie mówiąc już o bohaterach
i zarysie akcji świata.
świat to nie drogowskaz
tylko poemat rosnący
w twoim
sercu
bóstwa
epopeja nadziei i strachu
przerywana odczytywaniem rysów
szyfru wielkiej twarzy
którą niezmordowane rytowniczki nieba
wpisały w każdą istotę i rzecz
na nasz trud i radość
nigdy nie ujrzane, na nasze szczęście,
pierwotne piękno
które w swym ogromie
mogłoby zabić
czy nie dlatego
na homera
spaść musiała ślepota
jak błogosławieństwo?
19/20.12.2012
========================================
PORANNY TANIEC
to jest miasto poranka
możesz w nim pływać
zbierać ślady
ciąć słońce na płatki błysku
i przedziwne kielichy
kwiatów rytmu
otwierać splatać
za powiek
opuszczoną bramą
jeszcze nie słychać ludzkich głosów
już przywitały światło ptaki
aureolami lotu
czas
suszenia skrzydeł z nocy
wilgoć zwija swe welony
dziś nawet jej
choć się unosi
dobrze patrzy z oczu
to co w środku ciebie
rylcem ruchu w przestrzeni
polowania kreśli naskalne
i na odkrywców
czeka nieskalane
przypływ i odpływ
pojmują swój puls
miasto poranka
uczy cię siebie
mokrymi liśćmi potu
ziemi groźby
ręka miękknie
i nie wiesz w górach
jesteś
czy na morzu
na grani zimy czy
nad wiosny brzegiem
i świeci powietrze ciszą pachnie
możesz już tańczyć
jak liść na wiatru grzbiecie
jak owoce w locie
ty
wreszcie scalony
poranka jeździec
tańczysz taniec
poza oczy wstydu
poza
gdzie zarastają ścieżki
a ptak napina łuk
i kula przejrzysta się toczy
tańczysz tańcz
jak z ogniem woda
krople rzęsistego szczęścia
perły wiru żywiołów
wschodząca twarz
i ziemia w górze
i od dołu chmury
a pośrodku taniec i lina
raz osobno
a raz pospołu
miasto poranka
na bezwiedną wieczność
ono w tobie
a w nim ty
czy nie ty
wszystko jedno
17/19.12.2012
=================================



Komentarze
Pokaż komentarze (16)