* * *
Samotnośc budzi się
Samotność otwiera oczy
W każdym razie zna lepiej
A może za bardzo…
Zresztą s a m wiesz
* * *
Może stać się nieodwracalne
Dobrą wieść wygłuszają wieki
Wedrzemy się siłą wzruszając to
Co w każdym jest
Albo czarne albo białe
* * *
Tylko nie mów że jest za wcześnie
By budzić straże
Zgoda Niech będzie
Że ciebie nie ma
Ale czym zmyjesz wieczny napis
Z kruchego muru
Gdy chleb rośnie w ustach
Wykradziony słusznie
* * *
Człowiek jest wykończony
Jak rzeźba anioła
Domyślnie
Tylko czemu twórca medytuje nad kośćmi
Przetrzymując uczniów?
Przecież słońce maleje
W rękach
* * *
Nie mogę za ciebie
Musisz sam
Co obierzesz będzie obrane
Ze skóry
* * *
I byłem już nagi
Z pewności
I wiedziałem:
Żadnej nocy
Już nie zasnę na złe
Na dobre obudzony
* * *
Niechcący
Po drodze
Mimochodem
Życie staje się
Częścią śmierci
Jest niewidoczna –
Więc najlepsza
* * *
Myślałem że ktoś idzie
A to tylko woda
Gotowała się na herbatę
Jak na wojnę
Wyzwoleńczą
Na herbatę której już od dawna
Nie słodzę
* * *
Jakby wszystko brało rozbieg
Wkrótce tak będzie
Jakby to wszystko
Zapragnęło czegoś więcej
Niż wiecznego przywileju
Stawiania kolejnego kroku
Wkrótce
Na zawsze wkrótce
* * *
Tylu rzuciło się w prawdę
Jak w wodę kamień
Tyle się zmieniło
Kręgów na wodzie
Ale nie mów
Że to bez sensu
Przecież bardziej ludzki wygląd
Przybrał ogień
* * *
Przemarznięty na brzegu
Może wiesz gdzie byłeś
Jednak nie na tyle
By umieć pozostać
Czy znać cenę
Albo chociaż zrozumieć
* * *



Komentarze
Pokaż komentarze (16)