* * *
tyle luster
rozbitych
że lat nieszczęść
starczyłoby
na kilka żywotów
a przecież żyję
choć odłamki sypią się
świecące
miłosnych cierpień
cierpnących miłości
ale zawsze miłości
więc gdzie te nieszczęścia?
może zmienność to zabobon
może żyjemy
w toczącym się
kokonie własnego charakteru
rozpoznając rodzaj krzyku
dopiero po tym
gdy z ust się wydostanie
na wolność
bez skrzydeł ale zawsze wolność
oddech skóry cierpnącej
ze strachu przed zastawieniem
w czarcim lombardzie
wszystkiego
co jest niczym
sen
nasz charakter jest bogiem
nasze miłości są liczne
gdyż cząstkowe
odchodzenie i powracanie
piją ze sobą
mocną wódkę
* * *
już dawno wiedziałem wszystko
bo rzecz nie w wiedzy
przeżycia stare i nowe
jak ptaki
z gniazd
żegnają lato
i witają słońce
toczymy życie
albo je opowiadamy
bo opowieść którą zwiemy naszą
nie nasza jest
choć pochłania
od stóp
aż po koronę
więc czym jest to
co nagle zaskakuje
w sobie tylko znany sposób
znowu podchodzi nas
byśmy z siebie wyłuskali siebie
po co
komu
i na co
* * *
i znów ten czas
święty przeklęty
lizania rannych wierszy
nocnych nałogów
z których największy
to wzgardzenie samotności
czas zaczarowywania
zimnym pięknem słów
tego co się wymyka
zawsze to jest coś
w tej nawałnicy
win
spazmów
kurzawie znaczeń
i morzu twarzy
z których tylko jedna jest naszą
i ją poznajemy
wciąż od nowa zadziwieni
ciemnym światłem płonącej wody
łez rozkoszy grającej z rozpaczą
wedle reguł
które nas stwarzają
powoli nicestwiąc
to
co
mamy za swoje
* * *
pierwsze przepycha się z ostatnim
bokiem przemyka lub umiera
to co środkowe
raz kolejny zapominamy
napomnieć siebie
z roku na rok
bardziej rozumiemy
do czego prowadzi to
co się zapowiada
a jednak próbujemy
ratować nieratowalne
uchylać nieuniknione
z wynikiem tym samym
lecz przecież jaśniejsi
w rosnącej poświacie
choć może
bardziej znikomi
i przejrzyści
* * *
nie mów bo się stanie
odłóż marzenie
bo gdy się spełni
zostawi cię
niespełna serca
jak wypalony step
idealny
pod inną plantację
==================================



Komentarze
Pokaż komentarze (6)