* * *
niebo dziś zamszowe
jak sam smutek
księżyc poraża
kłują gwiazdy
w taką noc
w taką noc
nie wypada
być kimś
* * *
są miejsca
w które zawsze chodzę
gdy nie mam gdzie iść
tam rozdziewają się przede mną
gwiazdy
mrugając znacząco
czas ma wychodne
i wtedy wchodzę w siebie
cokolwiek by to nie znaczyło
* * *
źdźbła trawy
niosą wspomnienia
tylko jeden rok
czy to mądrość
wyznacza ten cykl
czy obroty planet
więc kim jest ta
której zapach przetrwa
tysiąc zim stulecia
* * *
leży obok
mówi o śnie
sprzed kilkunastu lat
w którym zobaczyła mnie
jeszcze nieznanego
wiem że nie kłamie
i spełniam jej sen
szeroko
bardzo powoli
* * *
plączemy girlandy śmiechu
ku zgorszeniu przechodniów
podejrzewających najgorsze
a to tylko radość
zbierania małych owoców
które tak trudno oderwać
bez zbryzgania sokiem
szczypiącym w oczy
* * *
patrzysz na wylot
nie pozostaję dłużny
i wtedy nasze dłonie
jak ptaki o wschodzie
kreślą ornament
powitania blasku
kto pozbiera
to rozsypane złoto
kogo ukłuje na zawsze
* * *
już nie wiemy
kto powraca kto odchodzi
kto trwa
nazwy – to takie dziecinne
tu nie istnieją języki i granice
tylko bezbrzeżne morze traw
i to między nami
tak ogromniejąco przedziwne
* * *
skóra
jakież to
toporne słowo
na tańce komet
deszcze dreszczów
na muśnięcie pożegnania
dotyk
co za suchy dźwięk
na te wszystkie symfonie
delikatnie oszalałych orkiestr
musimy nazywać
a nasze imiona drżą
===================================



Komentarze
Pokaż komentarze (3)